Bełchatów - Polonia 2-2. Magiczna 90 minuta

05.12.2009
Zwycięstwo wymknęło się zespołowi z Bytomia w doliczonym czasie gry! Podstawek powinien był podwyższyć na 3-1, ale że tego nie zrobił, to Lacić doprowadził do remisu. Dramat Polonii...
To był jeden z najlepszych meczów ekstraklasy w tym sezonie! Szybkie tempo, sporo strzałów i aż cztery ładne bramki. A początkowo zapowiadało się na pewne zwycięstwo Bełchatowa, bo GKS w pierwszych minutach stworzył sobie kilka wyśmienitych sytuacji. Można było odnieść wrażenie, że gracze Polonii zostali jeszcze myślami w szatni. Skrzydłowi gospodarzy z łatwością wbiegali w pole karne, lecz źle dogrywali, zaś Dawid Nowak zmarnował sytuację sam na sam ze Skabą.

- Brakowało nam skuteczności. Powinniśmy prowadzić kilkoma bramkami - kręcił głową Dariusz Pietrasiak, a z jego słowami nie zamierzał polemizować Jacek Trzeciak. - Mogliśmy przegrywać wyżej niż 0-1 - przyznał doświadczony pomocnik, oglądający pierwszą odsłonę z ławki rezerwowych. Stało się jednak inaczej. Najpierw Radzewicz ładnym uderzeniem dał sygnał do ataków. Bełchatów zlekceważył go, za co słono zapłacił. Skaba uruchomił dalekim wykopem Zielińskiego, a ten świetnie zastawił piłkę przed Tosikiem, a następnie minął Lacicia i obsłużył Bażika, któremu pozostało dopełnił formalności.

Bełchatów stwarzał sobie idealne okazje, lecz wyrównał dopiero po rzucie karnym, którego sędzia podyktować nie powinien! Marek Karkut nie wiadomo dlaczego dopatrzył się faulu na Dawidzie Nowaku. - Na ogół nie krytykuję pracy arbitra, ale to była niepotrzebna decyzja - westchnął Michał Zieliński i ze złości... wyprowadził swoją drużynę ponownie na prowadzenie, dzięki czemu wyrósł na bohatera widowiska.

Gdyby "Zielu" wytrwał do końca, to może podwyższyłby wynik. Przed kolejnymi szansami stanął jednak jego zmiennik - Podstawek. Efekt? Fatalny. Na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry miał skierować tylko piłkę z kilku metrów do bramki, lecz skiksował. Po chwili wyrównał Lacić. - Mate zrobił ekstra ruch, więc pozostało mu tylko dograć - wzruszył ramionami asystent - Tomasz Wróbel.

- Z przebiegu meczu remis jest zasłużony. Sęk w tym, że gdy traci się bramkę w doliczonym czasie gry, to trudno być zadowolonym. Z tego powodu minuta 90 jest magiczną, bo odbiera dobry humor, w którym mogliśmy wracać do domu - podsumował niepocieszony Trzeciak.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również