Bartłomiej Babiarz przekonuje, że nie wzrost się liczy

11.08.2013
Bartłomiej Babiarz po raz pierwszy w tym sezonie nie wyszedł w wyjściowym składzie Ruchu Chorzów. W drugiej połowie pojawił się na... prawej obronie. - Bardzo się cieszę, że udało się nieźle zagrać - powiedział.
Babiarza nie było na boisku, gdy gola dla Legii Warszawa zdobył Marek Saganowski. - Fakt, dostaliśmy szybko bramkę w drugiej połowie, ale na pewno cały czas realizowaliśmy założenia trenera. W drugiej połowie po bramce dla Legii przetrzymaliśmy ciężki moment i brawa dla chłopaków za walkę, że udało się dotrzymać ten wynik do końca - pochwalił kolegów z drużyny Babiarz.

Wychowanek Hetmana Katowice pojawił się na murawie za Artura Gieragę, który nabawił się kontuzji. - Udało mi się w jakiś sposób zablokować Jakuba Koseckiego i Michała Żyrę - powiedział mierzący 171 centymetrów piłkarz.

- Wzrost nie zawsze jest najważniejszy, liczy się też timing. Wystarczy, że przy przyjęciu piłki mocniej zaatakuję zawodnika i wytrącę go z równowagi. Bardzo się cieszę, że udało się nieźle zagrać. Mam nadzieję, ze ten mecz będzie dla nas przełomowy i zaczniemy znów regularnie punktować - zakończył Babiarz.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również