Awantura na koniec zgrupowania
05.02.2015
Na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry w ostatnim sparingu "Niebieskich" sędzia był zmuszony zakończyć spotkanie. Powodem tego były przepychanki na boisku, które mogły doprowadzić do poważniejszych zgrzytów na linii piłkarze Ruchu i Worskły.
Przyczyną były dwa brutalne faule. Najpierw ścięty równo z trawą został Rołand Gigołajew. Za to zagranie na Ukraińcach chciał się odegrać Bartłomiej Babiarz, ale w rewanżu został on kopnięty przez jednego z rywali. Po tym wydarzeniu od razu doszło do przepychanek piłkarzy Ruchu, którzy ruszyli w obronie kolegi, z zawodnikami ósmej drużyny ligi ukraińskiej. "Niebiescy" nie dali się sprowokować i do rękoczynów nie doszło, ale sytuację musiał uspokajać sam Waldemar Fornalik.
– Końcówka była nerwowa. Po dwóch faulach piłkarze skoczyli sobie do gardeł, a sędzia skrócił spotkanie o kilka minut. Zaostrzyło się, to fakt, ale chamstwa nie było. Takie nerwowe sytuacje wynikają z chęci wygrania meczu. Można powiedzieć, że mamy zespół. Tak to powinno wyglądać. Chłopaki skoczyli sobie na pomoc. Jeden chce walczyć za drugiego – mówił po meczu szkoleniowiec chorzowian.
Spośród zawodników Ruchu najbardziej aktywny był chyba Rafał Grodzicki, który od razu ruszył w kierunku piłkarzy Worskły.
– Dzisiaj było ostro. Rywal od samego początku grał bardzo agresywnie. Staraliśmy się temu przeciwstawić. Na koniec meczu zaiskrzyło na boisku. „Grodek” ruszył i poprzestawiał tam wszystkich. Musimy stanowić drużynę także w takich momentach. Sędzia zakończył spotkanie przed czasem. Może i dobrze, bo w samej końcówce mogło być jeszcze gorzej, aczkolwiek uważam, że do tej całej sytuacji nie powinno dojść – podkreślał Grzegorz Kuświk.
Przyczyną były dwa brutalne faule. Najpierw ścięty równo z trawą został Rołand Gigołajew. Za to zagranie na Ukraińcach chciał się odegrać Bartłomiej Babiarz, ale w rewanżu został on kopnięty przez jednego z rywali. Po tym wydarzeniu od razu doszło do przepychanek piłkarzy Ruchu, którzy ruszyli w obronie kolegi, z zawodnikami ósmej drużyny ligi ukraińskiej. "Niebiescy" nie dali się sprowokować i do rękoczynów nie doszło, ale sytuację musiał uspokajać sam Waldemar Fornalik.
– Końcówka była nerwowa. Po dwóch faulach piłkarze skoczyli sobie do gardeł, a sędzia skrócił spotkanie o kilka minut. Zaostrzyło się, to fakt, ale chamstwa nie było. Takie nerwowe sytuacje wynikają z chęci wygrania meczu. Można powiedzieć, że mamy zespół. Tak to powinno wyglądać. Chłopaki skoczyli sobie na pomoc. Jeden chce walczyć za drugiego – mówił po meczu szkoleniowiec chorzowian.
Spośród zawodników Ruchu najbardziej aktywny był chyba Rafał Grodzicki, który od razu ruszył w kierunku piłkarzy Worskły.
– Dzisiaj było ostro. Rywal od samego początku grał bardzo agresywnie. Staraliśmy się temu przeciwstawić. Na koniec meczu zaiskrzyło na boisku. „Grodek” ruszył i poprzestawiał tam wszystkich. Musimy stanowić drużynę także w takich momentach. Sędzia zakończył spotkanie przed czasem. Może i dobrze, bo w samej końcówce mogło być jeszcze gorzej, aczkolwiek uważam, że do tej całej sytuacji nie powinno dojść – podkreślał Grzegorz Kuświk.
Polecane
Ekstraklasa