Arkadiusz Piech: Czasami trzeba dostać "strzał", by się obudzić

20.07.2012
Najniższy na boisku, a najgroźniejszy w powietrzu! - tak można podsumować grę Arkadiusza Piecha w meczu z Metalurgiem. Mierzący 170 centymetrów zawodnik zdobył głową dwie bardzo ważne bramki.
Ulubieniec kibiców Ruchu od pierwszych minut wczorajszego spotkania zagrażał Macedończykom. I co ciekawe najczęściej uderzał piłkę właśnie głową. - Sądzę, że przeciwnicy często lekceważą Arka, bo nie należy do najwyższych na boisku. I to zgubiło też obrońców Metalurga. Arek potrafi się dobrze złożyć, a przede wszystkim znaleźć w polu karnym w odpowiednim czasie - wskazywał Marek Zieńczuk.

Piech gola w meczu z Metalurgiem powinien był strzelić jeszcze przy stanie 0-0. - Spokojniej weszlibyśmy w to spotkanie, gdyby się udało wtedy objąć prowadzenie. Ale nie zwątpiłem. Zawsze powtarzam sobie w myślach: "Arek, będzie jeszcze okazja". I skupiam się na tym, by ją wykorzystać - nim te słowa przeszły w czyny, bramkę zdobyli goście ze Skopje. Szok przy Cichej.

- Przysnęliśmy na początku drugiej połowy. To rywale mieli przewagę i atakowali. Nie szło nam i w konsekwencji przegrywaliśmy. Cóż, czasami trzeba dostać "strzał", by się obudzić. Przeprowadziliśmy potem kilka fajnych akcji, strzeliliśmy trzy bramki i najważniejsze, że wygraliśmy - podkreślał Piech.

Jego dwie bramki obejrzał z wysokości trybun Waldemar Fornalik. - Oby selekcjoner oglądał ich jeszcze więcej - uśmiechnął się Arek, który podkreślił, że grać potrafi lepiej niż wczoraj. - Do optymalnej formy jeszcze dużo brakuje. Dobrze, że się nie wystrzelałem w sparingach, zostawiam amunicję na ligę - mrużył oko.

- On potrafi przespać kwadrans, żeby potem zrobić coś takiego, jak w meczu z Metalurgiem. Dobrze mieć takiego gościa w zespole - chwalił kolegę Marek Zieńczuk.

Kto wie, czy Waldemar Fornalik tak dysponowanego Piecha nie powoła już na najbliższe spotkanie towarzyskie reprezentacji Polski z Estonią?
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również