Arka - Ruch 1-2. "Niebiescy" wyszarpali bezcenne punkty
15.05.2009
Obie drużyny walczą o uniknięcie spadku, a remis nie satysfakcjonował tak naprawdę nikogo. Od pierwszych sekund tempo było zatem szybkie, a na murawie iskrzyło. - Mieliśmy natychmiast skoczyć Ruchowi do gardła i narzucić własne warunki. Uczulaliśmy jednak siebie na kontry. I k... po takich szybkich wyjściach z piłką rywale strzelili dwie bramki, które ustawiły ten mecz - irytował się Maciej Scherfchen, który jeszcze jesienią był graczem "Niebieskich".
Ruch objął prowadzenie za sprawą Jezierskiego. Doświadczony napastnik wyprowadził piłkę z własnej połowy, rozciągnął grę do Grzyba, a ten idealnie dośrodkował piłkę na głowę "Jeziera". Ta odbiła się od obu słupków i w końcu przekroczyła linię bramkową. Gdynianie jeszcze nie otrząsnęli się po tym ciosie, a podwyższył Grzyb po składnej akcji całego zespołu. - Świetnie się nam to wszystko ułożyło. Skuteczność była naszą mocną stroną - cieszył się Grzegorz Baran, chyba najlepszy zawodnik na murawie. Dwubramkowa przewaga nie zmieniła jednak obrazu gry. To gospodarze nadal przeważali i częściej utrzymywali się przy piłce. Wreszcie w kontrowersyjnych okolicznościach dopięli swego.
Sędzia Piotr Siedlecki podyktował rzut karny za faul Barana na Ulanowskim. Pewnym egzekutorem był Żuraw. Powtórki telewizyjne nie utwierdzały w przekonaniu, czy "jedenastka" była słuszna. - Przyznam, że doszło do kontaktu między nami, ale było to bardzo przypadkowe i wątpliwe - stwierdził defensywny pomocnik. Arka od tego momentu aż do 80 minuty naciskała, dążąc do wyrównania. - Waliliśmy głową w mur. Zabrakło w pewnych momentach zimnej krwi - kręcił głową jej trener Marek Chojnacki. Kilka razy chorzowianie niemal z linii bramkowej wybijali piłkę.
Im bliżej było do końca, tym większe zagrożenie stwarzał Ruch. Najlepszej okazji nie wykorzystał Balaż. Przy kilku akcjach w samej końcówce zabrakło ostatniego podania. Gdynianie wyraźnie opadli z sił, ale ich kibice dopatrzyli się raczej braku zaangażowania i ambicji. Zwyzywali swoich graczy, a na trybunach doszło nawet do małych burd. "Niebiescy" schodzili w tym czasie do szatni. Na ich twarzach nadal można było zaobserwować ogromne skupienie. - Wyszarpaliśmy te punkty. Są one wręcz bezcenne! - podkreślił Ariel Jakubowski.
Konferencja prasowa
[b]Waldemar Fornalik[/b] (trener Ruchu): To była bitwa. Zdawaliśmy sobie sprawę z ciężaru gatunkowego tego spotkania. Nie zawsze umiejętności odgrywają wtedy kluczową rolę. Mecz się kapitalnie ułożył. Po golu kontaktowym było ciężko, ale udało się cel osiągnąć. Zdobyliśmy bezcenne punkty.
[b]Marek Chojnacki [/b](trener Arki): Ruch pokazał nam co to skuteczność. Chorzowianie stworzyli dwie dogodne szanse. Staraliśmy się jakoś zebrać po takim ciosie. Ruch grał jednak mądrze taktycznie i wybijał nas z uderzenia.
Ruch objął prowadzenie za sprawą Jezierskiego. Doświadczony napastnik wyprowadził piłkę z własnej połowy, rozciągnął grę do Grzyba, a ten idealnie dośrodkował piłkę na głowę "Jeziera". Ta odbiła się od obu słupków i w końcu przekroczyła linię bramkową. Gdynianie jeszcze nie otrząsnęli się po tym ciosie, a podwyższył Grzyb po składnej akcji całego zespołu. - Świetnie się nam to wszystko ułożyło. Skuteczność była naszą mocną stroną - cieszył się Grzegorz Baran, chyba najlepszy zawodnik na murawie. Dwubramkowa przewaga nie zmieniła jednak obrazu gry. To gospodarze nadal przeważali i częściej utrzymywali się przy piłce. Wreszcie w kontrowersyjnych okolicznościach dopięli swego.
Sędzia Piotr Siedlecki podyktował rzut karny za faul Barana na Ulanowskim. Pewnym egzekutorem był Żuraw. Powtórki telewizyjne nie utwierdzały w przekonaniu, czy "jedenastka" była słuszna. - Przyznam, że doszło do kontaktu między nami, ale było to bardzo przypadkowe i wątpliwe - stwierdził defensywny pomocnik. Arka od tego momentu aż do 80 minuty naciskała, dążąc do wyrównania. - Waliliśmy głową w mur. Zabrakło w pewnych momentach zimnej krwi - kręcił głową jej trener Marek Chojnacki. Kilka razy chorzowianie niemal z linii bramkowej wybijali piłkę.
Im bliżej było do końca, tym większe zagrożenie stwarzał Ruch. Najlepszej okazji nie wykorzystał Balaż. Przy kilku akcjach w samej końcówce zabrakło ostatniego podania. Gdynianie wyraźnie opadli z sił, ale ich kibice dopatrzyli się raczej braku zaangażowania i ambicji. Zwyzywali swoich graczy, a na trybunach doszło nawet do małych burd. "Niebiescy" schodzili w tym czasie do szatni. Na ich twarzach nadal można było zaobserwować ogromne skupienie. - Wyszarpaliśmy te punkty. Są one wręcz bezcenne! - podkreślił Ariel Jakubowski.
Konferencja prasowa
[b]Waldemar Fornalik[/b] (trener Ruchu): To była bitwa. Zdawaliśmy sobie sprawę z ciężaru gatunkowego tego spotkania. Nie zawsze umiejętności odgrywają wtedy kluczową rolę. Mecz się kapitalnie ułożył. Po golu kontaktowym było ciężko, ale udało się cel osiągnąć. Zdobyliśmy bezcenne punkty.
[b]Marek Chojnacki [/b](trener Arki): Ruch pokazał nam co to skuteczność. Chorzowianie stworzyli dwie dogodne szanse. Staraliśmy się jakoś zebrać po takim ciosie. Ruch grał jednak mądrze taktycznie i wybijał nas z uderzenia.
Polecane
Ekstraklasa