Arka - Odra 2-0. Były gracz Gwarka wybił piłkę z głów piłkarzy gości

31.10.2009
Wodzisławianie byli solidarni z Polonią Bytom i Piastem Gliwice, przegrali więc w takim samym stosunku bramek. Inna sprawa, że Arka przewyższała ich o przynajmniej dwie klasy...
Mecz jeszcze na dobre się nie rozpoczął, a było już "po zawodach". Dwie pierwsze akcje Arki, okazały się gwoździami do trumny Odry, która nie była w stanie powstrzymać szalejącego Trytki. Najpierw 22-latek, który w przeszłości grał m.in. w Gwarku Zabrze, wykończył podanie Mrowca i strzałem w długi róg nie dał szans Stachowiakowi, a trzy minuty później uderzeniem z półobrotu pozbawił gości jakichkolwiek złudzeń podwyższając rezultat.

Ci, którzy spodziewali się powstania z kolan wodzisławian, srogo się zawiedli. Tymczasem na boisku trwał "Trytko Show!". Zawodnik gdynian po zaledwie kwadransie boiskowych poczynań bliski był skompletowania hat-tricka. Po jego "główce" Odrę uratowała poprzeczka... Przyjezdni niby próbowali stworzyć jakąś składną akcję, ale na posterunku czuwał dobrze dysponowany Bledzewski. Gospodarze tymczasem byli o wiele bardziej groźni. Efekt? Słupek po strzale Ławy.

Po przerwie tempo gry zdecydowanie siadło. Arka nie musiała się już jednak przemęczać, a Odra nie była w stanie zrobić jej krzywdy. Nie pomogli nawet zmiennicy - Woś i Radzinevicius - którzy od początku drugiej części meczu pojawili się na murawie. Im bliżej końca spotkania, tym goście atakowali odważniej. Bliski szczęścia był Kłos, który przegrał pojedynek z "Bledzą", a chwilę potem po dwójkowej akcji Litwinów, Matulevicius główkował w słupek. Konstrukcja bramki została obita również po drugiej stronie, kiedy to Labukas huknął w poprzeczkę.

Konferencja prasowa

Robert Moskal (trener Odry): Graliśmy bardzo słabo. Nie chcę więcej komentować, bo jestem zbyt wzburzony i mogę kogoś z piłkarzy obrazić. Przyjedziemy na miejsce i wyciągniemy wnioski. Po sześciu minutach cała taktyka poszła na bok. Drużyna Odry ma problem z pierwszymi piętnastoma minutami meczu. Nie mamy zespołu, który może odrabiać straty na wyjeździe. W piłce nożnej trzeba mieć serce i jaja.

Dariusz Pasieka (Arka): Gra się tak jak przeciwnik pozwala. Kontrolowaliśmy mecz, który ułożył nam się bardzo dobrze. Zabrakło nam jednej bramki więcej, żeby konkretnie udokumentować naszą przewagę. Myślę, że praca, którą włożyliśmy z całą ekipą przyniosła dzisiaj efekt. Nagrodziliśmy naszą publiczność trzema punktami.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również