Andrzej Niedzielan: Nie wyobrażam sobie, abyśmy nie zagrali w finale
22.03.2012
Chyba pan potrzebował takiego meczu, jak ten z Ruchem Zdzieszowice?
- O to chodziło. Czasami człowiek nabiega się, a tych sytuacji do zdobycia gola nie ma. Ważne, aby piłka spadała na nogę, na głowę, bo to oznacza, że się wraca do formy. Nie ważne w jaki sposób, ważne, by zdobywać bramki.
Udało się dwukrotnie, a była okazja, by ustrzelić hat tricka...
- Fajnie byłoby strzelić trzecią, ale... Spokojnie! Nie mogę się wystrzelać (śmiech). Cieszę się z przełamania. I przede wszystkim z tego, że wygraliśmy i awansowaliśmy dalej. Do końca sezonu zostało jeszcze kilka meczów. Liczę, że w nich zagram i coś strzelę.
Łyżka dziegciu do beczki miodu, a więc dlaczego Ruch stracił rezon w drugiej połowie. I to po raz drugi na przestrzeni kilku dni! Nauczka Podbeskidzia niczego nie dała?
- Dobre pytanie. Faktycznie i w meczu z Podbeskidziem, i teraz straciliśmy koncentrację. Nie zachowaliśmy czujności. Byliśmy chyba pewni, że mamy zwycięstwo w kieszeni, co znów mogło być złudne i zgubne zarazem. Powinniśmy się bardziej koncentrować na drugich połowach. Jeśli mamy sytuacje na 3-0, to trzeba strzelać. Bo inaczej jest tak nerwowo, jak w dwóch ostatnich spotkaniach.
Przed losowaniem półfinałów Pucharu Polski ma pan jakieś życzenia?
- Na kogo byśmy nie trafili, to jesteśmy tak blisko, że nie wyobrażam sobie, abyśmy nie zagrali w finale. Oczywiście mam szacunek do rywali, ale po prostu musimy wykorzystać nadarzającą się szansę.
Nim rozegracie kolejny mecz w Pucharze Polski, powalczycie o punkty ligowe. Już w ten weekend z Wisłą. Wiedział pan, kiedy się odblokować...
- Fajnie byłoby strzelić bramkę w tym meczu. Jeśli trener uzna, że jestem potrzebny, to postaram się coś strzelić. Piłka znów mnie szuka, co bardzo cieszy.
Będzie to dla pana mecz szczególny?
- Co prawda z każdym gra się o trzy punkty, ale to zawsze mecz z Wisłą Kraków. Drużyną, która od kilkunastu lat jest w czubie tabeli ekstraklasy, w dodatku mój były klub, więc będzie to spotkanie z dodatkowym smaczkiem. Wierzę, że wygramy.
Wysłuchał Krzysztof Kubicki
- O to chodziło. Czasami człowiek nabiega się, a tych sytuacji do zdobycia gola nie ma. Ważne, aby piłka spadała na nogę, na głowę, bo to oznacza, że się wraca do formy. Nie ważne w jaki sposób, ważne, by zdobywać bramki.
Udało się dwukrotnie, a była okazja, by ustrzelić hat tricka...
- Fajnie byłoby strzelić trzecią, ale... Spokojnie! Nie mogę się wystrzelać (śmiech). Cieszę się z przełamania. I przede wszystkim z tego, że wygraliśmy i awansowaliśmy dalej. Do końca sezonu zostało jeszcze kilka meczów. Liczę, że w nich zagram i coś strzelę.
Łyżka dziegciu do beczki miodu, a więc dlaczego Ruch stracił rezon w drugiej połowie. I to po raz drugi na przestrzeni kilku dni! Nauczka Podbeskidzia niczego nie dała?
- Dobre pytanie. Faktycznie i w meczu z Podbeskidziem, i teraz straciliśmy koncentrację. Nie zachowaliśmy czujności. Byliśmy chyba pewni, że mamy zwycięstwo w kieszeni, co znów mogło być złudne i zgubne zarazem. Powinniśmy się bardziej koncentrować na drugich połowach. Jeśli mamy sytuacje na 3-0, to trzeba strzelać. Bo inaczej jest tak nerwowo, jak w dwóch ostatnich spotkaniach.
Przed losowaniem półfinałów Pucharu Polski ma pan jakieś życzenia?
- Na kogo byśmy nie trafili, to jesteśmy tak blisko, że nie wyobrażam sobie, abyśmy nie zagrali w finale. Oczywiście mam szacunek do rywali, ale po prostu musimy wykorzystać nadarzającą się szansę.
Nim rozegracie kolejny mecz w Pucharze Polski, powalczycie o punkty ligowe. Już w ten weekend z Wisłą. Wiedział pan, kiedy się odblokować...
- Fajnie byłoby strzelić bramkę w tym meczu. Jeśli trener uzna, że jestem potrzebny, to postaram się coś strzelić. Piłka znów mnie szuka, co bardzo cieszy.
Będzie to dla pana mecz szczególny?
- Co prawda z każdym gra się o trzy punkty, ale to zawsze mecz z Wisłą Kraków. Drużyną, która od kilkunastu lat jest w czubie tabeli ekstraklasy, w dodatku mój były klub, więc będzie to spotkanie z dodatkowym smaczkiem. Wierzę, że wygramy.
Wysłuchał Krzysztof Kubicki
Polecane
Ekstraklasa