- Ale te dzieciaki mają talent - mówili o nich. Gdzie się dziś podziewają?

10.12.2010
Mieli naście lat, talent i duże szanse na to, by wybić się ponad przeciętność... Ale dziś to już raczej wyrzut niż miłe wspomnienie. Gra w niższych ligach to w końcu całkiem inna rzeczywistość.
Scenariusze bywają różne. Czasem młokos dostaje szansę pokazania się, bo rówieśnicy już od dawna służyli mu tylko za tyczki w slalomach, czasem ma szczęście i korzysta na tym, że zawodników z pierwszej drużyny dziesiątkują kontuzje, a ktoś grać przecież musi... Jeden dobry mecz, potem drugi, trzeci. Aż ktoś ogłasza: "Ale ten chłopak ma talent!". Gorzej, że czasem po kilku latach nie wiadomo już, czy ów talent rzeczywiście miał, czy może więcej w tym wszystkim było zwykłego przypadku. Przykładów na naszym śląskim podwórku nie brakuje...

- Wszystko działo się bardzo szybko, a ja - przyznaję - nie byłem na to jeszcze gotów. Głowa nie nadążała za tym, co działo się wokół mnie. Z czasem nauczyłem się pokory, szacunku do tego, co robię - wyznał kiedyś Mateusz Bukowiec, obecnie zawodnik LZS-u Leśnica, którego kilka lat temu okrzyknięto wielką nadzieją nie tylko Górnika Zabrze, ale w ogóle polskiej piłki. Zgłosił się nawet Inter Mediolan... Ale czas szybko płynie. Bukowiec był ostatnio na testach w GKS-ie Katowice, ale I-ligowiec zainteresowany nim nie jest.

Zainteresowany nie był też w lecie przedłużeniem kontraktów ze swoimi wychowankami - Grzegorzem Górskim i Łukaszem Wijasem. "Zapowiadał się" zwłaszcza ten pierwszy... Brylował jeszcze w barwach tej ekstraklasowej GieKSy, ale później przegrał głównie z kontuzjami. W tym momencie nie gra nigdzie. Wijas natomiast trafił do ledwie III-ligowego LZS-u Piotrówka. A przecież on również długo wysyłał sygnał pod tytułem: "stać mnie co najmniej na bycie solidnym piłkarzem ekstraklasy".

Ponad 20 występów ma w niej Adam Giesa. I pewnie na tym się skończy, bo mimo że swego czasu - najpierw w GKS-ie, potem w Górniku - wiązano z nim bardzo duże nadzieje, to z planów nic nie wyszło. Giesa jest dziś wyróżniającą się postacią II-ligowego Ruchu Zdzieszowice. Możliwości miał zdecydowanie większe...

Tak jak Damian Zdolski, gracz kolejnego z III-ligowców, BKS-u Stal Bielsko-Biała. Lata mijają, a jego najbardziej spektakularnym występem pozostaje nadal ten z kwietnia 2003 roku - strzelił na stadionie Tłoków Gorzyce trzy gole dla Podbeskidzia Bielsko-Biała. W pobliżu, bo w Skoczowie, wybił się Damian Szczęsny. W 2005 roku miał swoje pięć, a dokładnie sześć minut w ekstraklasie. Tyle bowiem zagrał w barwach GKS-u Bełchatów w starciu z Zagłębiem Lubin. Teraz z występami w pełnym wymiarze czasowym nie ma problemów. Problem w tym, że chodzi o IV-ligowy MRKS Czechowice-Dziedzice...
autor: SportSlaski.pl

Przeczytaj również