Afera "akredytacyjna" - kto kogo nie chciał wpuścić na stadion w Ząbkach
10.10.2011
Redaktorzy z nieoficjalnej witryny Piasta, chcąc wejść na stadion, spotkali się z niemałym problemem. Otóż wiceprezes gliwickiego klubu, Jarosław Kołodziejczyk, kategorycznie zabronił wejścia na obiekt poszczególnym osobom, wyrażając się o nich, jakoby nie byli dziennikarzami, a zwykłymi kibicami. - Staliśmy we trójkę z dyrektorem sportowym Dolcanu i wiceprezesem Piasta. W pewnym momencie zauważyłem, że kilku ludzi chce dostać się na obiekt. Powiedzieli, że są ze strony internetowej kibiców Piasta i chcą odebrać akredytacje. W tym momencie pan Kołodziejczyk próbował wymusić na nas, aby nie wpuścić ich na obiekt, sugerując, że to nie żadni dziennikarze, tylko zwykli kibice - opowiada Dariusz Dudkiewicz, rzecznik prasowy Dolcanu.
- Nie uległem tej presji, bo spełnili wszystkie wymagania związane z akredytowaniem się na mecz. Zresztą znam ich z wcześniejszej wizyty na naszym stadionie. Przestrzegali regulaminu i zachowywali się właściwie. Nie miałem więc podstaw, aby odmówić im prawa wejścia na obiekt - dodaje Dudkiewicz.
Dokładnie takie samo zdane mają osoby bezpośrednio zamieszane w "aferę", których rzekomo miano nie wpuszczać. - Kołodziejczyk dostrzegł nas zza bramy. Czym prędzej ruszył z interwencją, abyśmy nie mogli wejść na stadion. Ale my nie byliśmy jego gośćmi, tylko Dolcanu Ząbki - mówią redaktorzy piastgliwice.eu.
Nie byłoby w tym wszystkim żadnego zamieszania, gdyby nie dosyć śmieszny fakt. Mianowicie, do całego zajścia nie przyznaje się wiceprezes Piasta, Jarosław Kołodziejczyk. - To jakieś kłamstwa. Nic takiego nie miało miejsca. Przecież to nie mój stadion, jak mogłem więc komukolwiek zabronić wejść na niego? - opowiada Kołodziejczyk.
Warto dodać, że to nie pierwsze zajście z kontrowersyjnym włodarzem, oddelegowanym do Piasta z ramienia miejskiego. Wciąż urzędnikowi w Gliwicach towarzyszy pseudonim "Torcik" od głośnego już obrzucenia Kołodziejczyka tortem w jego biurze przez kibiców Piasta. Wtedy niebiesko-czerwoni fani chcieli wyrazić swoje niezadowolenie z dość nieudolnych, ich zdaniem, rządów wiceprezesa.
- Nie uległem tej presji, bo spełnili wszystkie wymagania związane z akredytowaniem się na mecz. Zresztą znam ich z wcześniejszej wizyty na naszym stadionie. Przestrzegali regulaminu i zachowywali się właściwie. Nie miałem więc podstaw, aby odmówić im prawa wejścia na obiekt - dodaje Dudkiewicz.
Dokładnie takie samo zdane mają osoby bezpośrednio zamieszane w "aferę", których rzekomo miano nie wpuszczać. - Kołodziejczyk dostrzegł nas zza bramy. Czym prędzej ruszył z interwencją, abyśmy nie mogli wejść na stadion. Ale my nie byliśmy jego gośćmi, tylko Dolcanu Ząbki - mówią redaktorzy piastgliwice.eu.
Nie byłoby w tym wszystkim żadnego zamieszania, gdyby nie dosyć śmieszny fakt. Mianowicie, do całego zajścia nie przyznaje się wiceprezes Piasta, Jarosław Kołodziejczyk. - To jakieś kłamstwa. Nic takiego nie miało miejsca. Przecież to nie mój stadion, jak mogłem więc komukolwiek zabronić wejść na niego? - opowiada Kołodziejczyk.
Warto dodać, że to nie pierwsze zajście z kontrowersyjnym włodarzem, oddelegowanym do Piasta z ramienia miejskiego. Wciąż urzędnikowi w Gliwicach towarzyszy pseudonim "Torcik" od głośnego już obrzucenia Kołodziejczyka tortem w jego biurze przez kibiców Piasta. Wtedy niebiesko-czerwoni fani chcieli wyrazić swoje niezadowolenie z dość nieudolnych, ich zdaniem, rządów wiceprezesa.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów