Adwokat Ruchu Chorzów: Ta kobieta naprawdę dała sobie radę
19.10.2010
Mariusz Śrutwa, jeden z udziałowców Ruchu, był niepocieszony faktem, iż nie otrzymał od prezes Katarzyny Sobstyl wielu odpowiedzi na swoje pytania. Czy szefowa klubu była zobowiązana ich udzielić?
- Czy jeśli zwykły Kowalski kupi sobie akcje jakiegoś banku czy też McDonalda, to otrzyma wgląd do dokumentacji owego banku, będzie miał wpływ na jego politykę lub zajrzy do kieszeni prezesów sieci McDonald’s? Albo jeśli ktoś kupi sobie akcje LOT-u, to będzie informowany, ile zarabia prezes LOT-u, ile LOT planuje kupić wózków widłowych, itd.? Nie! - mówi retorycznie adwokat Marcin Wojcieszak.
- Pan Mariusz nie może nawet uzyskać informacji, jakiego zawodnika, i przede wszystkim, za ile klub zamierza sprowadzić lub jakiego zawodnika i za ile zarząd zamierza wytransferować do innego klubu. Bo zakładając, że w trakcie negocjacji wyszłyby na jaw informacje o wartości transakcji, a potem trafiłyby one do konkurencji, która przebiłaby wartość kwot negocjowanych przez spółkę, to nastąpiłoby ewidentne działanie na szkodę spółki. Zatem nikt poza Radą Nadzorczą nie może uzyskać jakichkolwiek danych przed upublicznieniem ich przez zarząd, zaś udzielanie informacji komuś innemu, niż członkom Rady Nadzorczej, jest bezprawne - tłumaczy.
Część kibiców i niektórzy udziałowcy mają zastrzeżenia do pracy prezes Sobstyl. - Mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że ta kobieta naprawdę dała sobie radę. Bo proszę zobaczyć w jakim miejscu jest teraz spółka, a w jakim była, gdy Mariusz Klimek posadził ją na funkcji prezesa zarządu Ruchu. To przecież za kadencji tych ludzi pracujących obecnie w spółce Ruch Chorzów SA spłacono ogromne pięciomilionowe zadłużenie będące spuścizną po stowarzyszeniu - przypomina Wojcieszak.
Co jeśli przy Cichej nie zapanuje porozumienie? - To prędzej, czy później spółka się rozpadnie. Gdy nie ma jedności w akcjonariacie, to nie ma też atmosfery w klubie i będzie to promieniowało na zespół, na ludzi pracujących w spółce, a także na relacje ze sponsorami - o ile oczywiście klub w związku z zaistniałą sytuacją będzie takowych posiadał - uważa adwokat chorzowskiego klubu.
- Czy jeśli zwykły Kowalski kupi sobie akcje jakiegoś banku czy też McDonalda, to otrzyma wgląd do dokumentacji owego banku, będzie miał wpływ na jego politykę lub zajrzy do kieszeni prezesów sieci McDonald’s? Albo jeśli ktoś kupi sobie akcje LOT-u, to będzie informowany, ile zarabia prezes LOT-u, ile LOT planuje kupić wózków widłowych, itd.? Nie! - mówi retorycznie adwokat Marcin Wojcieszak.
- Pan Mariusz nie może nawet uzyskać informacji, jakiego zawodnika, i przede wszystkim, za ile klub zamierza sprowadzić lub jakiego zawodnika i za ile zarząd zamierza wytransferować do innego klubu. Bo zakładając, że w trakcie negocjacji wyszłyby na jaw informacje o wartości transakcji, a potem trafiłyby one do konkurencji, która przebiłaby wartość kwot negocjowanych przez spółkę, to nastąpiłoby ewidentne działanie na szkodę spółki. Zatem nikt poza Radą Nadzorczą nie może uzyskać jakichkolwiek danych przed upublicznieniem ich przez zarząd, zaś udzielanie informacji komuś innemu, niż członkom Rady Nadzorczej, jest bezprawne - tłumaczy.
Część kibiców i niektórzy udziałowcy mają zastrzeżenia do pracy prezes Sobstyl. - Mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że ta kobieta naprawdę dała sobie radę. Bo proszę zobaczyć w jakim miejscu jest teraz spółka, a w jakim była, gdy Mariusz Klimek posadził ją na funkcji prezesa zarządu Ruchu. To przecież za kadencji tych ludzi pracujących obecnie w spółce Ruch Chorzów SA spłacono ogromne pięciomilionowe zadłużenie będące spuścizną po stowarzyszeniu - przypomina Wojcieszak.
Co jeśli przy Cichej nie zapanuje porozumienie? - To prędzej, czy później spółka się rozpadnie. Gdy nie ma jedności w akcjonariacie, to nie ma też atmosfery w klubie i będzie to promieniowało na zespół, na ludzi pracujących w spółce, a także na relacje ze sponsorami - o ile oczywiście klub w związku z zaistniałą sytuacją będzie takowych posiadał - uważa adwokat chorzowskiego klubu.
Polecane
Ekstraklasa