Adrian Świątek chce przełamać strzelecką niemoc w Polkowicach

28.08.2011
Już kiedyś grał w Gliwicach, lecz kibice w naszym regionie lepiej poznali Adriana Świątka dopiero za sprawą jego bramek, które pomogły awansować Górnikowi Zabrze. Teraz "Święty" chciałby to osiągnąć w Piaście.
Co na dobrą sprawę pozostało jeszcze coś po Piaście sprzed ośmiu sezonów, kiedy to po raz pierwszy reprezentowałeś barwy gliwickiego klubu?
- Hmm, pozostała nazwa Piast Gliwice. Poza tym wszystko jest inne. Różnice znajdują się w kadrze piłkarskiej, zarządzie, sztabie szkoleniowym. Nawet obiekt już nie jest ten sam. Teraz tylko pytanie, czy są to zmiany na lepsze, czy gorsze. Po stadionie wydaje się, że wszystko idzie ku dobremu, ale jeszcze potrzeba czasu, aby faktycznie ocenić jak jest.

Czy prawdą jest, że kilka lat temu Piast był możniejszym klubem niż teraz?
- Pieniądze, jeśli są płacone na czas, nie muszą być wcale duże. Jeśli udowodnimy na boisku, że zasługujemy na coś więcej, jestem pewien, że to otrzymamy.

Po kilku latach ponownie znalazłeś się w Gliwicach. Nie obawiałeś się powrotu?

- Nie chcę żyć tym, co było. Wybrałem Piasta, choć miałem jeszcze propozycje z Katowic i Radzionkowa. O ile GieKSa nie była zbyt konkretna, o tyle do Radzionkowa wracać nie chciałem z wiadomych powodów. Myślę, że wybór Piasta, to dobra decyzja.

Przecież przed rozpoczęciem rozgrywek w Gliwicach też nie było kolorowo...
- Racja, ale czasem należy zrobić krok w tył, aby następnie móc wykonać dwa w przód. Zrobiłem porządne rozeznanie sytuacji. Pomógł mi Kuba Szmatuła, z którym znamy się jeszcze ze wspólnych występów w Górniku Zabrze. Powiedział mi, jak faktycznie to wygląda "od środka". W pewnym sensie podjąłem jakieś ryzyko, ale póki co, wydaje się, że opłacalne. Na oceny przyjdzie jednak czas po zakończeniu rundy.

Przychodziłeś do Gliwic jako "wybawca", ten który ma strzelać regularnie dla Piasta gole...
- Sytuacje i ciekawe okazje miałem, ale dotąd zachowywałem się nieskutecznie. Wyczekuję tego jednego trafienia, które nada mi regularności. Wiem, że do odblokowania wystarczy taki "złoty gol". Myślę, że mam szansę na zdobycie go już w spotkaniu z Polkowicami. Przecież w końcu coś wpaść do siatki, z mojej strony, musi.

Fachowcy nazywają cię zawodnikiem "idealnym na I ligę". Zgadzasz się z taką opinią?
- Zgadzałbym się, gdybym faktycznie szansę w ekstraklasie dostał, a tam "dałbym plamę". Zbyt wielu okazji do zaprezentowania się w elicie nie miałem. W barwach Górnika wystąpiłem w najwyższej klasie rozgrywkowej dziewięć razy, z czego trzy w pierwszym składzie. Raz skierowałem piłkę do siatki rywala. Stąd jest mi trudno podzielić zdanie fachowców. Najpierw niech się pojawi okazja, a ja już ją postaram się wykorzystać.



I tak gliwicki atak jest uważany za najlepszy na przestrzeni ostatnich lat. Prawda to?
- Atak, jako formacja, rozliczany jest ze zdobytych bramek. Jeśli nie strzelalibyśmy goli, bylibyśmy najgorsi. Dlatego oceny między najlepszy, a najgorszy nie wchodzą w grę. Póki co, jesteśmy skuteczni, a to się liczy najbardziej.

Wspomniałeś o zarządzie. Wielu zawodników, którzy pamiętają jeszcze rządy prezesa Krzyżanowskiego, tęskni za nim. Masz podobnie?
- Faktycznie, prezes Jacek Krzyżanowski jest fantastycznym człowiekiem. Zawsze był przy nas, służył dobrym słowem i radą. Starał się rozwiązywać nasze, zarówno piłkarskie, jak i pozaboiskowe problemy. Kiedy trzeba było, zganił nas w szatni, ale też chwalił, jak była ku temu okazja. Choć ten zarząd też się stara być przy nas. Nieraz do szatni przychodzi prezes bądź wiceprezes, aby przekazać jakieś wskazówki.

Co więc jest potrzebne, aby w  tym sezonie osiągnąć awans. Rok temu Piast był naszpikowany "nazwiskami". Jak jest teraz?
- Gwiazdami ligi się nie zwojuje. Najważniejszy jest monolit, jedność, którą tworzymy. To atmosfera i zaufanie tworzy zespół. W chwili obecnej jeden za drugim "wskoczyłby w ogień". Nikt nie pozwoli, żeby przyjacielowi z drużyny stała się krzywda. Naprawdę tworzymy solidną "pakę". Poza tym ważne są pieniądze. Pamiętam, jak podstawowym tematem podczas treningów w Radzionkowie było to, skąd pożyczyć kasę, aby mieć co wsadzić do garnka. W Gliwicach takiego problemu na szczęście nie ma, można skupić się tylko i wyłącznie na treningu i ciężkiej pracy. Dodatkowo solidne przygotowanie do sezonu i odpowiednia dieta.

Czyli można wnioskować, że w Piaście są odpowiednie warunki na awans...
- Owszem, jednak celem numer jeden dla nas jest utrzymanie. Dopiero po osiągnięciu około 30 punktów, można myśleć o czymś więcej. Ale czy to będzie awans, ciężko mi powiedzieć, bo takiego tematu poruszać w szatni nawet nie chcemy.

Mówisz, że o awansie nie myślicie, a premia za ten sukces w waszych kontraktach jest wpisana.
- Lepiej wpisać taką premię przed sezonem, niż później żałować. Ja wcale walki o awans nie wykluczam, ale będzie można o niej myśleć dopiero po zapewnieniu sobie utrzymania. Nie wcześniej. Oczywiście, jak pojawi się okazja, każdy z nas będzie chciał zgarnąć dodatkowe pieniążki, świętując jednocześnie osiągnięcie czegoś wielkiego.

Kibice w tej walce póki co wam za bardzo nie pomagają.
- Tego żałujemy najbardziej. Wiemy, dlaczego tak jest, staramy się to zrozumieć, ale łatwo nie jest. Przy dopingu zawsze gra się inaczej, lepiej. Czuć taki pozytywny "wiatr w żagle", który może popchnąć do naprawdę niewiarygodnych rzeczy. Może ambitna i skuteczna gra nakłoni fanów, aby przyszli nas zobaczyć i dopingować? W końcu to my reprezentujemy barwy Piasta, walcząc na murawie, a nie zarząd. Niech nam kibicują, a sprawy pozaboiskowe, rozwiązują poza nim. Przyznam jednak, że fani na Śląsku są bardzo niecierpliwi. Trochę tutaj już gram i wiem, że tutejsi kibice oczekują sukcesu od razu. Kiedy coś nie idzie po ich myśli, dobitnie okażą swoje niezadowolenie. To jest taka tendencja dotycząca Ślązaków. W każdym szaleństwie jest jakaś metoda.

Może wszystko zmieni się wraz z otwarciem nowej gliwickiej areny? Odliczasz już dni do tego momentu i pierwszego meczu przy Okrzei?
- Odliczałbym, gdybym wiedział dokładnie, kiedy... będzie mi dane wybiec znów przy ul. Okrzei. Słyszałem już tyle ostatecznych terminów, że głowa boli. Najpierw połowa sierpnia, potem wrzesień. Nagle okazało się, że nie zagramy w Gliwicach wcześniej, niż w listopadzie. Obawiam się, że w ogóle w rundzie jesiennej nie będzie dane nam wystąpić u siebie. Choć nadzieję dają jeszcze cztery "wiosenne" mecze rozgrywane tej jesieni awansem.

Występowałeś w Piaście i Górniku. Jakiego koloru więc jest Twoje "serducho"? Niebiesko-czerwone, czy biało-niebiesko-czerwone?
Moje serce było i zawsze będzie niebiesko-białe. Jestem Poznaniakiem, więc przywiązanie do Lecha będzie niezmienne. Piast, czy Górnik, to praca. Owszem, jak podchodzę do niej bardzo ambicjonalnie, chcę osiągać jak najlepsze rezultaty, bronić barw, w których aktualnie występuje, ale owe serce zostanie dwukolorowe.

Rozmawiał Dawid Jenczmyk.

KS Polkowice - Piast Gliwice
niedziela, 17:00
sędziuje Jacek Zygmunt (Jarosław)

Przeczytaj również