Adam Małysz: Próbowałem wejść w kombinezon i... było to niemożliwe!

27.04.2012
Adam Małysz będzie doradzał zarządowi PZN-u i pomagał polskim trenerem i zawodnikom uprawiającym skoki narciarskie i kombinację. Zastrzega jednak, że wciąż najważniejszy jest dla Rajd Dakar.

Wyniki poprzedniego sezonu, zwłaszcza postawa Kamila Stocha, do dobry prognostyk na kolejne lata w polskich skokach?

Adam Małysz: - Myślę, że to bardzo dobry prognostyk, a wszystko idzie w jak najlepszym kierunku. Mamy jeszcze zaplecze młodych zawodników, którzy świetnie skaczą. Udowodnili to na Mistrzostwach Świata Juniorów. Warto zauważyć, że również skoczkowie z pierwszej kadry mają wielki potencjał, czego nie udowodnili jeszcze w stu procentach w minionym sezonie. Może oprócz Piotra Żyły, który pokazał się z bardzo dobrej strony i miejmy nadzieję, że dalej będzie się tak rozwijał. A Kamil? Cóż można jeszcze powiedzieć. Chyba było widać, jak wielki ma potencjał i jestem zdania, że przez swój szybki rozwój jeszcze wiele osiągnie.

Dziennikarze bardzo często pana o to pytają, ale ja pozwolę sobie jeszcze raz. Ciągnie pana jeszcze do skakania?

- Czasem mnie ciągnęło, gdy oglądałem skoki. Wiem doskonale, że waga i mój wiek uniemożliwiłyby mi powrót. Zresztą, nigdy bym tego nie zrobił. Jakieś plany były, żeby oddać sobie skok, ale próbowałem wejść w kombinezon... i było to niemożliwe! Niewykluczone, że jeszcze kiedyś pojawię się na rozbiegu.

Co do kwestii kombinezonów, w przyszłym sezonie mają być obcisłe. Rozmiar ciała ma się równać rozmiarowi kombinezonu Jak Pan oceni te nowe przepisy?

- Według tych przepisów mój kombinezon byłby nawet dobry, bo jest teraz dość obcisły (śmiech). Myślę, że są one niezłym pomysłem. Na pewno jednym z lepszych w ostatnich czasach, gdzie działania FiS-u nie wychodziły zwykle na dobre. Na pewno nie będzie dzięki temu tak wielu manipulacji wśród zawodników - z krokiem, że ktoś miał go niżej, z tymi mierzeniami. Teraz przed skokiem nie będzie można iść do kontrolera i dokonać pomiarów, tylko trzeba mieć już wszystko gotowe. Dopiero jeśli kontroler wezwie skoczka, to stosowane są dawne procedury. Także mam nadzieję, że będzie to szło w dobrym kierunku i będzie usprawniane w ten sposób, aby przynosiło jak najwięcej korzyści nie tylko zawodnikom, ale przede wszystkim kibicom. Ostatnio bowiem skoki narciarskie nie są już tak atrakcyjne - te wszystkie zmiany belek, pomiary wiatru, co często jest do tego niepoprawnie tłumaczone przez komentatorów, skąd później wychodzą różne komplikacje i ludzie patrzą na to z przymrużeniem oka. Słyszałem niekiedy różne opinie, że faworyzowani są Austriacy albo Norwegowie, ale spowodowane jest to właśnie tymi przepisami.

Mamy też zmiany na naszym podwórku skoków. Czy podział polskich skoczków na podgrupy w danych kadrach jest dobrym pomysłem? Bardziej zindywidualizowana praca przyniesie jeszcze lepsze efekty?

- Dokładnie. Miałem pomysły idące jeszcze bardziej w tę stronę, ale ze względów, że nie mamy wielu trenerów oraz nie dysponujemy zbyt wysokim budżetem, gdzie inne kraje mają go pewnie na wyższym poziomie, nie możemy sobie na nie pozwolić. Stąd też nie jest to taki indywidualny trening, jaki ma Justyna Kowalczyk czy wcześniej miałem ja, a nawet nie taki, który mają Austriacy. Tam na jednego trenera przypada dwóch zawodników. Jest to jednak dobry początek i trzeba iść w tym kierunku, bo w tę stronę podąża cały świat. To na pewno bardzo ważne, gdy trener może poświęcić więcej czasu jednemu zawodnikowi.

Jak Pan skomentuje swoja nową rolę w PZN? Dobrze panu na tym stanowisku?

- Na pewno służę im pomocą, a wiem też o zainteresowaniu swoją osobą ze strony kombinatorów norweskich. Rozmawiałem z kilkoma osobami na Mistrzostwach Świata Juniorów i jeśli tylko będzie zainteresowanie z ich strony, to ja swoich rad, mam nadzieję dobrych, bardzo chętnie udzielę. Dla mnie jest to bardzo wygodne stanowisko. Fajnie czuję się jako osoba, która doradza i pomaga, gdy ta pomoc jest potrzebna.

Nazwa stanowiska to: doradca zarządu i konsultant. Brzmi poważnie.

- Nie wiem, skąd ją prezes wytrzasnął (śmiech). Byłem na dwóch spotkaniach zarządu i tam pytano mnie o różne opinie, więc może z tego to wyszło. Będę doradcą jeśli chodzi o skoki i kombinację norweską w sprawie trenerów, ale też służył pomocą chłopakom. Tym bardziej, że pewnie chcieliby usłyszeć opinie z mojej strony.


fot. Łukasz Laskowski/Pressfocus


A co z rajdami?

- Cały czas rozmawiam ze sponsorami. Chcemy wystartować w rajdzie na Węgrzech, a później rozpocząć przygotowania do Dakaru. Mam nadzieję, że zbierzemy budżet, który sobie zaplanowaliśmy, aby być w stanie tam pojechać jakimś lepszym samochodem i próbować się ścigać. Ostatnio treningi szły już właśnie w tym kierunku. We Włoszech, w Pucharze Świata, próbowałem jechać takim właśnie autem, ale kontuzja uniemożliwiła mi dojechanie do mety. Nie było sensu niepotrzebnie ryzykować, bo dla nas to był start testowy. Zwłaszcza, że dopiero pierwszy raz byłem za kierownicą tego samochodu.

Żałuje pan, że nikt nie wziął pod uwagę pańskiego startu w Rajdzie Dakar, ustalając terminy konkursów Pucharu Świata w skokach.

- Właśnie, to znów jest moja bolączka, bo prawdopodobnie opuszczę konkursy w Wiśle i Zakopanem, wyjeżdżając na Dakar. Mam jednak nadzieję, że w innych zawodach pomogę w swojej nowej roli.

Prezes Apoloniusz Tajner mówił, że wcześniej miał pan ochotę pomagać związkowi, ale nie było na to czasu. Jak to wygląda teraz? Uda się pogodzić wszystkie obowiązki?

- Wciąż tego czasu jest mało. Na pewno prezes bardzo chciał, abym zaangażował się w rolę doradcy, a ja powiedziałem, że oficjalnie mogę to robić jako taki "wolny strzelec". Nie chcę pracować w związku, bo to wiązałoby się z dużymi obowiązkami, a na to nie mam czasu w tym momencie. Jak tylko będę jednak mógł i będzie chęć ze strony zawodników, to chętnie im pomogę.

Czyli jest to praca w wolnej chwili?

- Na pewno będę to dostosowywał do swoich startów. Druga sprawa, nie chcę przeszkadzać szkoleniowcom w tym, co robią. Na pewno musi być chęć współpracy z ich strony. Jeśli oni zaproponują mi i powiedzą "Adam, chcielibyśmy, abyś tutaj przyszedł i zobaczył oraz pojechał tam z nami jako doradca" wtedy chętnie to zrobię.

Co jest więc dla pana teraz priorytetem?

- Rajd Dakar.

Wysłuchał Michał Knura

autor: Michał Knura

Przeczytaj również