36-latek porwał trybuny przy Cichej. "Malina" bohaterem!

02.10.2011
- Kiedy po raz ostatni zaliczyłem dwie asysty w jednym meczu? Chyba nigdy - odpowiedział z uśmiechem na nasze pytanie Marcin Malinowski. Gola nie strzelił, ale to właśnie on był ojcem zwycięstwa z Widzewem.
- Nie przeceniałbym tego. Całej drużynie należą się słowa uznania - przekonywał "Malina" i myląc nasze tropy wskazał, że początek meczu wcale nie należał do niego i jego kolegów. - Okres ten nie był najlepszy w naszym wykonaniu. Z biegiem czasu zaczęliśmy przejmować inicjatywę. Przy stanie 2-0 zaczęła się tlić myśl, że chyba to spotkanie jest ułożone. Szkoda tylko, że w drugiej połowie nie wykorzystaliśmy kolejnych sytuacji do strzelenia gola.

Niektórzy dziennikarze zastanawiali się przez moment, komu zapisać pierwszą bramkę dla Ruchu. Uderzał Malinowski, ale piłka rykoszetem odbiła się od Macieja Jankowskiego. 36-latek nie miał wątpliwości. - Nie wiem, gdzie poleciałaby piłka, gdyby nie odbiła się od Maćka. Gdyby nie jego "interwencja", tej bramki mogło nie być - wskazał strzelca Malinowski. Jakby tego było mało, po przerwie kapitalnie odebrał piłkę Pance i znów obsłużył "Jankesa".

Chwilę później mógł zapisać na swoim koncie trzecią asystę! Idealnie wrzucił piłkę z rzutu wolnego na głowę Piotra Stawarczyka, a ten trafił w słupek. - Szczerze? Ustalenia były inne. Miałem grać na bliższy słupek. Niestety, stałe fragmenty za dobrze mi tego dnia nie wychodziły - wypalił Malinowski, a jego szczerość nas po prostu rozbroiła.

- "Malina" zawsze grał dobrze, ale został przez media dostrzeżony teraz, bo zanotował asysty. O ile ta pierwsza była trochę przypadkowa, o tyle druga była kapitalna. Jest o nim głośno. Wyraz dał temu sektor dziesiąty, który tym razem nie śpiewał o "Grzybku", czy o Arku Piechu, który jest ostatnio "na tapecie", tylko o Marcinie Malinowskim. To spotkało się z aplauzem w drużynie i pewnie będzie jeszcze o tym głośno w szatni. Dlaczego nie? Marcin tyle lat gra w piłkę, przebiegł tyle kilometrów, rozegrał ponad 350 spotkań w ekstraklasie, i wreszcie ktoś go docenił. To znaczy fachowcy zawsze znali jego wartość. Teraz został doceniony przez media. Oby utrzymał tak wysoką i równą formę przynajmniej do końca rundy - stwierdził Wojciech Grzyb.

- Kibice dali wyraz, co sądzą na temat gry Marcina Malinowskiego. To najlepsza ocena jego postawy - dodał trener Waldemar Fornalik.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również