100 godzin i aż trzy bezpośrednie mecze?! Wspomina Antoni Piechniczek...

06.04.2012
Ruch Chorzów, Legia Warszawa czy Wisła Kraków grają ostatnio co trzy dni. Nic to jednak w porównaniu do aż trzech meczów w ciągu pięciu dni, które rozegrali kiedyś ze sobą jutrzejsi rywale.
Do ciekawej sytuacji doszło w czerwcu 1970 roku, gdy Legia z Ruchem zmierzyły się trzykrotnie w odstępie zaledwie pięciu dni. W półfinale Pucharu Polski górą byli chorzowianie (0-0 i 3-1), a w ostatnim meczu ligowym padł remis 1-1. Legia została wówczas mistrzem, a Ruch był drugi w tabeli - pisze "Dziennik Zachodni".

- Taka sytuacja jest teraz nie do pomyślenia, by grać trzy mecze w 100 godzin, ale wtedy to ekspresowe tempo spowodowane było wyjazdem Ruchu do USA - wspomina Antoni Piechniczek.

Jakie inne wspomnienia ze starć z warszawianami ma były selekcjoner reprezentacji Polski? - Pamiętam, jak rok wcześniej w ostatniej kolejce przyjechaliśmy na Legię, która walczyła o tytuł mistrzowski z Górnikiem. Władze wojewódzkie zrobiły nam specjalną odprawę gorąco namawiając do pomocy zabrzanom. Niestety, na niewiele to się zdało. Warszawianie mieli wówczas świetną drużynę i wygrali przy Łazienkowskiej 6-2, przypieczętowując swój tytuł mistrzowski - mówi Piechniczek.

- Na koniec pozwolę sobie na dygresję. Przez lata całe stadion Ruchu bł dużo nowocześniejszy od tego na Legii. Dziś niestety jest odwrotnie - w Warszawie doczekaliśmy się wybudowania wspaniałego obiektu, a "Niebiescy" grają w skansenie... - ubolewa.
źródło: SportSlaski.pl / Dziennik Zachodni

Przeczytaj również