Złota era Ryszarda Wieczorka [KOMENTARZ]

11.11.2013
Takiego trenera jak Ryszard Wieczorek, ROW nie będzie miał długo. Czasem jego zapędy mogły przypominać porywanie się z motyką na słońce, ale bez niego I ligę w Rybniku wciąż oglądaliby tylko w telewizji.
Wieczorek nie miał przy Gliwickiej łatwego startu z kilku względów. Po pierwsze przez pewien czas daleko był od trenerskiej ławki, po tym jak w pracował w trzech śląskich klubach (Górniku, Odrze i Piaście) i wszystkie spadły do I ligi. Gdyby choć w jednym z tych zespołów przepracował cały sezon i po nim opuścił z nim szeregi ekstraklasy, można było wypominać mu spadek. Jednak w jego przypadku wyśmiewanie się wręcz nie przystoi, chyba, że nigdy nie grało się na poważnie w piłkę, a mecze ogląda w telewizji z piwem w ręku. W Zabrzu "Richard" pracował w najwyższej klasie rozgrywkowej - w sezonie, w którym Górnik spał -  zaledwie zaledwie przez cztery kolejki, a Henryk Kasperczak, który go zastąpił, mający wolna rękę w transferach, nie utrzymał ekstraklasy przy Roosevelta. W Odrze - wiadomo. Co sezon wiele zmian kadrowych. Kto się wybił - odchodził. Taka była polityka klubu, który nigdy nie miał stabilności finansowej. W Gliwicach z kolei sięgnięto po Wieczorka w momencie, kiedy było już bardzo źle. Nie udało się, ale do utrzymania zabrakło bardzo, ale to bardzo niewiele.

Po drugie 51-letni dziś szkoleniowiec obejmował rybniczan we wrześniu 2011 roku w opłakanym stanie (rozmawiał z prezesem przed startem sezonu, ale panowie nie dogadali się). Drużyna wyglądała koszmarnie. Była źle przygotowana fizycznie, bo Damian Galeja, który zastąpił Jana Furlepę, przejął ją na miesiąc przed startem rozgrywek. Do tego miał małe doświadczenie. Akcje rybniczan nie miały rytmu. Statystyki tylko potwierdzały to, co kibice musieli z zażenowaniem oglądać. Zielono-czarni w siedmiu meczach zdobyli trzy punkty, nie wygrali ani jednego meczu, tracąc przy tym jedenaście i zdobywając zaledwie dwa gole. Wieczorek pewnie utrzymał zespół w II lidze, a jego pracę było widać już na wiosnę 2012 roku. - Jesteśmy tak przygotowani fizycznie, że mógłbym wrócić na boisko i zagrać kolejne 90 minut - mówił po jednym z meczów rundy rewanżowej obrońca Sławomir Szary, który w przerwie zimowej wzmocnił zespół beniaminka.

Po trzecie ROW nie był i wciąż niestety nie jest bogatym klubem. Przy Gliwickiej patrzą na każdą złotówkę dwa razy zanim ją wydadzą. Mimo tego Wieczorek konsekwentnie budował drużynę według własnego pomysłu, wymieniając słabsze ogniwa na mocniejsze, uwzględniając ograniczenia, które nakładał na niego prezes Grzegorz Janik, z którym nie zawsze było mu po drodze. W minionych rozgrywkach zagroził mu zwolnieniem, gdy zespół miał słabszy okres, ale wciąż bardzo realne szanse na awans. Przed obecnym sezonem w I lidze Wieczorek chciał wzmocnić obronę, ale sternik ograniczał ruchy trenera i w tej formacji nie sprowadził nikogo, kto byłby konkurencją dla podstawowych zawodników. Ba, osłabił nawet zespół, nie chcąc w ogóle rozmawiać z Błażejem Radlerem - solidnym zawodnikiem - na temat przedłużenia umowy. Nie dziwi mnie więc to, że ROW traci tyle bramek i zremisował "wygrane" mecze. Z przodu jest ciekawie, ale z tyłu muszą być wzmocnienia, jeżeli ROW ma się utrzymać.

Nie byłoby I ligi w Rybniku bez Ryszarda Wieczorka. Nigdy nie zadowalało go to, co miał, zawsze chciał więcej. Progres w grze, w organizacji klubu, był jego mottem przewodnim. Czasem wydawało się, że ma plany ponad możliwości. Jednak to uparcie i ciężka praca szkoleniowca, były zaczynem do budowy fajnego zespołu. Nie raz apelował, przypominał o potrzebach klubu - udało się. Piłkarze go lubili, choć rządził twardą ręką. Wszyscy, z którymi rozmawiałem podkreślali, że to ogromny profesjonalista i w Górniku, który jutro znów obejmie, spokojnie sobie poradzi. Wieczorek to tytan pracy, który preferuje piłkę ofensywną. ROW nigdy nie stawiał w bramce autobusu!

"Richard" odchodzi z Rybnika z wysoko uniesioną głową, bo ma do tego pełne prawo. Wraca jako trener do ekstraklasy i nawet jeżeli ktoś podziela opinie, że kilka lat temu przyczynił się do spadku trzech klubów, to nie ma prawa mówić, że na ten powrót na salony polskiej piłki sobie nie zasłużył. Era Wieczorka w rybnickim klubie to dwa bardzo dobre lata. Jak na panujące tam warunki - złota era. Zrobił tam więcej niż mógł. Oby tylko jego następcy i działacze nie zmarnowali tego dorobku...

Michał Knura
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również