"Zawsze o tym marzyłem, żeby cieszyć się z takiej chwili"
04.03.2017
Wczorajszy dzień był wyjątkowy dla Łukasza Wolsztyńskiego. Co prawda już jesienią zdobył swoją pierwszą bramkę dla Górnika Zabrze (z Wisłą Puławy), ale nie było to tak piękne trafienie, ani nie było zdobyte przy kilkunastotysięcznej publiczności i to w spotkaniu derbowym - Piłka idealnie mi podskoczyła. Cudowna bramka, super uczucie. Zawsze o tym marzyłem, żeby cieszyć się z takiej chwili - nie ukrywał radości bohater "Trójkolorowych", który od Stanisława Sętkowskiego otrzymał tradycyjnego koguta.
Do momentu strzelenia gola widowisko nie było zbyt atrakcyjne dla kibiców. Dużo chaosu i niedokładnych zagrań - tak w skrócie można opisać pierwsze 40 minut gry. - GKS Tychy postawił dosyć ciężkie warunki. Nasza gra była strasznie szarpana. Jest kilku nowych chłopaków i jeszcze trochę brakuje zgrania. Miejmy nadzieję, że w następnych meczach będzie lepiej - przyznał Wolsztyński. Druga połowa była już bardziej żywa, głównie przez to, że tyszanie musieli ruszyć do ataku, a zabrzanie mogli kontrować.
- Wyprowadziliśmy kilka kontrataków i mogliśmy strzelić na 2:0. Wtedy spotkanie byłoby spokojniejsze. Niestety, do końca musieliśmy walczyć o wynik. Na szczęście utrzymaliśmy prowadzenie - skomentował zawodnik Górnika. Najlepsze sytuacje zmarnował Igor Angulo. Tyszanie również mieli swoje okazje, ale dwa razy do zagrania nie doszedł Jakub Świerczok, a po strzale Marcina Radzewicza piłka przeleciała obok bramki. Trzy punkty zostały przy Roosevelta.
Wśród kibiców odżyły nadzieje, że ten sezon jeszcze nie jest stracony. Żeby tak było, trzeba systematycznie punktować, a z tym jesienią w Zabrzu bywało różnie. - Morale rosną, ale też nie możemy się zachłysnąć zwycięstwem. Musimy podtrzymać passę, bo wcześniej mieliśmy z tym problem. Wygraliśmy jeden, dwa mecze, a potem to się urywało. Teraz trzeba podtrzymać serię, wygrać kilka spotkań, żeby pójść w górę tabeli - podkreślił Wolsztyński.
Na razie Górnik ma serię dwóch wygranych z rzędu. Czy ją przedłuży? Kolejny mecz rozegra 11 marca, w Siedlcach z Pogonią.
Do momentu strzelenia gola widowisko nie było zbyt atrakcyjne dla kibiców. Dużo chaosu i niedokładnych zagrań - tak w skrócie można opisać pierwsze 40 minut gry. - GKS Tychy postawił dosyć ciężkie warunki. Nasza gra była strasznie szarpana. Jest kilku nowych chłopaków i jeszcze trochę brakuje zgrania. Miejmy nadzieję, że w następnych meczach będzie lepiej - przyznał Wolsztyński. Druga połowa była już bardziej żywa, głównie przez to, że tyszanie musieli ruszyć do ataku, a zabrzanie mogli kontrować.
- Wyprowadziliśmy kilka kontrataków i mogliśmy strzelić na 2:0. Wtedy spotkanie byłoby spokojniejsze. Niestety, do końca musieliśmy walczyć o wynik. Na szczęście utrzymaliśmy prowadzenie - skomentował zawodnik Górnika. Najlepsze sytuacje zmarnował Igor Angulo. Tyszanie również mieli swoje okazje, ale dwa razy do zagrania nie doszedł Jakub Świerczok, a po strzale Marcina Radzewicza piłka przeleciała obok bramki. Trzy punkty zostały przy Roosevelta.
Wśród kibiców odżyły nadzieje, że ten sezon jeszcze nie jest stracony. Żeby tak było, trzeba systematycznie punktować, a z tym jesienią w Zabrzu bywało różnie. - Morale rosną, ale też nie możemy się zachłysnąć zwycięstwem. Musimy podtrzymać passę, bo wcześniej mieliśmy z tym problem. Wygraliśmy jeden, dwa mecze, a potem to się urywało. Teraz trzeba podtrzymać serię, wygrać kilka spotkań, żeby pójść w górę tabeli - podkreślił Wolsztyński.
Na razie Górnik ma serię dwóch wygranych z rzędu. Czy ją przedłuży? Kolejny mecz rozegra 11 marca, w Siedlcach z Pogonią.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów