Zaskakujące słowa Bizackiego: Chyba jestem bardzo słabym zawodnikiem
24.03.2013
GKS Tychy radzi sobie jako beniaminek I ligi bardzo dobrze. Nawet w pierwszych wiosennych meczach z Kolejarzem Stróże i Zawiszą Bydgoszcz, w których zdobył tylko punkt, zaprezentował całkiem ciekawą grę. W sukcesach bardzo mizerny udział ma Krzysztof Bizacki, 40-letnia legenda tyskiego klubu.
Powiedzieć, że Piotr Mandrysz oszczędnie korzysta z usług "Bizaka", to nic nie powiedzieć. Zawodnik, który zaliczył blisko 300 meczów w ekstraklasie i jeszcze w poprzednim sezonie mocno przyczynił się do awansu tyszan do I ligi, na zapleczu ekstraklasy zagrał w bieżących rozgrywkach zaledwie sześciokrotnie, z czego ostatni raz miał miejsce we wrześniu. Mimo że przecież każde tyskie dziecko wie, że GKS-owi brakuje piłkarzy, a już zwłaszcza tych kopiących do przodu.
- Nie jestem rozczarowany. Jestem chyba słabym zawodnikiem. Mówię bardzo poważnie - twierdzi Bizacki. Można go jednak podejrzewać o ironię. Bo jak inaczej tłumaczyć te słowa? - Te słowa są z doświadczenia - dodaje tajemniczo. Ale GKS Tychy zawodników z pana umiejętnościami i doświadczeniem raczej nie ma zbyt wielu - zagadujemy. - No, życie. Tak to wygląda. Człowiek się całe życie uczy. Ciśnienie i motywacja do grania są cały czas, ale co zrobić, kiedy nie idzie, jest się bardzo słabym zawodnikiem i grają lepsi od ciebie? - dodaje. - Nie mam żadnych pretensji do trenera. Jest znakomity! Wspaniały!
40-latek znalazł się w 17-osobowej kadrze na dzisiejszy mecz z Termaliką Bruk-Betem Nieciecza, jednak szanse na grę pewnie znów ma nikłe. Mimo że na ławce rezerwowych znów będzie musiało usiąść dwóch bramkarzy. Wszystko przez plagę kontuzji i wykluczeń. Nie jest zresztą wcale wykluczone, że tyszanie przejadą się pod Tarnów... na wycieczkę. - Nie wiemy, czy gramy. Wyjeżdżamy w niedzielę rano i dopiero na miejscu będziemy wiedzieć czy możemy grać - kończy Krzysztof Bizacki, który w zimowych warunkach potrafi się zaprezentować całkiem przyzwoicie. W styczniowym sparingu z Podbeskidziem Bielsko-Biała strzelił piękną bramkę. - Takie gole zawsze mnie cieszą, bo pokazują chłopakom to, co zawsze im mówię. Najważniejsze jest myślenie. Obrońca zostawił Krzyśkowi za dużo miejsca, a on przymierzył idealnie. To było nie do obrony. Nie wiem, kto bronił w Podbeskidziu w drugiej połowie, ale to nieważne. Nikt by tego nie obronił - mówił wtedy Piotr Mandrysz. Sytuacji Bizackiego to jednak nie zmieniło...
Termalica Bruk-Bet Nieciecza - GKS Tychy
niedziela, 12:00
Powiedzieć, że Piotr Mandrysz oszczędnie korzysta z usług "Bizaka", to nic nie powiedzieć. Zawodnik, który zaliczył blisko 300 meczów w ekstraklasie i jeszcze w poprzednim sezonie mocno przyczynił się do awansu tyszan do I ligi, na zapleczu ekstraklasy zagrał w bieżących rozgrywkach zaledwie sześciokrotnie, z czego ostatni raz miał miejsce we wrześniu. Mimo że przecież każde tyskie dziecko wie, że GKS-owi brakuje piłkarzy, a już zwłaszcza tych kopiących do przodu.
- Nie jestem rozczarowany. Jestem chyba słabym zawodnikiem. Mówię bardzo poważnie - twierdzi Bizacki. Można go jednak podejrzewać o ironię. Bo jak inaczej tłumaczyć te słowa? - Te słowa są z doświadczenia - dodaje tajemniczo. Ale GKS Tychy zawodników z pana umiejętnościami i doświadczeniem raczej nie ma zbyt wielu - zagadujemy. - No, życie. Tak to wygląda. Człowiek się całe życie uczy. Ciśnienie i motywacja do grania są cały czas, ale co zrobić, kiedy nie idzie, jest się bardzo słabym zawodnikiem i grają lepsi od ciebie? - dodaje. - Nie mam żadnych pretensji do trenera. Jest znakomity! Wspaniały!
40-latek znalazł się w 17-osobowej kadrze na dzisiejszy mecz z Termaliką Bruk-Betem Nieciecza, jednak szanse na grę pewnie znów ma nikłe. Mimo że na ławce rezerwowych znów będzie musiało usiąść dwóch bramkarzy. Wszystko przez plagę kontuzji i wykluczeń. Nie jest zresztą wcale wykluczone, że tyszanie przejadą się pod Tarnów... na wycieczkę. - Nie wiemy, czy gramy. Wyjeżdżamy w niedzielę rano i dopiero na miejscu będziemy wiedzieć czy możemy grać - kończy Krzysztof Bizacki, który w zimowych warunkach potrafi się zaprezentować całkiem przyzwoicie. W styczniowym sparingu z Podbeskidziem Bielsko-Biała strzelił piękną bramkę. - Takie gole zawsze mnie cieszą, bo pokazują chłopakom to, co zawsze im mówię. Najważniejsze jest myślenie. Obrońca zostawił Krzyśkowi za dużo miejsca, a on przymierzył idealnie. To było nie do obrony. Nie wiem, kto bronił w Podbeskidziu w drugiej połowie, ale to nieważne. Nikt by tego nie obronił - mówił wtedy Piotr Mandrysz. Sytuacji Bizackiego to jednak nie zmieniło...
Termalica Bruk-Bet Nieciecza - GKS Tychy
niedziela, 12:00
Polecane
I liga