ZAKSA - Skra 3-2

30.01.2009
W meczu na szczycie PlusLigi górą okazali się siatkarze ZAKSY, choć po dwóch setach wydawało się, że Skra zdeklasuje rywala. Kędzierzynianie pokazali charakter i wygrali spotkanie w tie-breaku.
Rywalizacji dwóch czołowych drużyn prestiżu dodawał fakt, że naprzeciwko siebie stanęli nowi szkoleniowcy reprezentacji Polski. Górą okazał się trener ZAKSY, Krzysztof Stelmach. Spotkanie dostarczyło spodziewanych emocji i było jednym z lepszych w tym sezonie.

Skra już od pierwszych minut narzuciła rywalom swój styl gry. Doskonałe przyjęcie bełchatowian pozwalało wyprowadzać im dokładne ataki. Skutkiem tego było stopniowe powiększanie przewagi przez gości. Urozmaiconymi akcjami popisywał się głównie Murek. Przyjmujący Skry zaprezentował w tej części także dwa asy serwisowe. Podopieczni Castellaniego serwowali głównie na Martina, co znacznie utrudniało wyprowadzanie ataków Kanadyjczykowi. Rozbici kędzierzynianie gładko przegrali tę partię.

W kolejnej odsłonie obraz gry nie uległ zmianie. Liderzy ZAKSY, Martin i Novotny, nie potrafili przebić się przez szczelny blok bełchatowian. Nie pomogły również ostre słowa, które trener kędzierzynian przekazał swoim podopiecznym na czasie. Bezlitośnie swoje ataki kończył już nie tylko Murek, ale także Antiga i Wlazły. Widząc, ze set jest przegrany, Stelmach wprowadził na boisko wszystkich rezerwowych. Ten ruch przyniósł oczekiwany skutek w kolejnej partii.

Wypoczęci siatkarze ZAKSY pokazali w trzeciej części, że łatwo nie oddadzą spotkania. Stelmach zostawił na parkiecie rezerwowego rozgrywającego, Pilarza. To dało pozytywny skutek. Gospodarze w końcu zaczęli kończyć ataki i blokować, co pozwoliło uzyskać im kilka punktów przewagi, której nie oddali już do końca seta. Trzecią partię zakończył efektowny blok Szczerbaniuka.

Kolejna odsłona również padła łupem kędzierzynian. Tym razem bohaterem został kolejny rezerwowy ZAKSY, Dan Lewis. Kanadyjczyk kończył nieprawdopodobne piłki i to jego kontra rozstrzygnęła rywalizację w czwartym secie. Warto wspomnieć o doskonałej postawie libero gospodarzy, Mierzejewskiego, który podbił wiele ważnych piłek. Od stanu 19-18 dla podopiecznych Stalmacha, punkty zdobywali już tylko miejscowi.

O losach rywalizacji miał więc przesądzić tie-break. W tym oba zespoły szły łeb w łeb aż do momentu zamiany stron. Później na parkiecie dominowali już tylko gospodarze i to oni zakończyli mecz zwycięsko. Ojcami zwycięstwa zostali bez wątpienia rezerwowi, Lewis i Pilarz.

Pod szatniami
[b]
Kazimierz Pietrzyk [/b](prezes ZAKSY): W dwóch pierwszych setach było mi wstyd za mój zespół. Na szczęście drużyna się pozbierała. Nie był to mecz, który o czymś decyduje, ale na pewno takie zwycięstwo buduje atmosferę. 1. miejsca już nie osiągniemy, ale do zajęcia 2. lokaty na koniec sezonu zasadniczego już niewiele nam brakuje.
[b]
Grzegorz Pilarz[/b] (rozgrywający ZAKSY):  Wierzyliśmy do końca, że uda nam się wygrać. Jest takie popularne powiedzenie, że jeśli nie wygrywa się 3-0, to przegrywa się 2-3. Udało nam się pozbierać po dwóch słabych setach, zaczęliśmy serwować mocniej i to przyniosło skutek.

[b]Marcin Możdżonek [/b](środkowy Skry): Po dwóch setach opadliśmy z sił. Chcieliśmy zbyt szybko dobić rywala w trzecim secie. O losach spotkania przesądzili rezerwowi ZAKSY. Ostro trenujemy, ale to nie może być usprawiedliwieniem naszej postawy w końcowych partiach.
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również