ZAKSA - Skra 2-3. "Różne dziwne wydarzenia" były, ale nie pomogły

07.02.2010
Siatkarze z Opolszczyzny nie wykorzystali ogromnej szansy. Nie dość, że ich rywale nie mogli liczyć na swojego lidera, to jeszcze spisywali się poniżej oczekiwań. Dominator polskiej siatkówki, Skra, jest jednak poza zasięgiem. Nawet dla wicelidera.
Minęły dwa sety - zwyciężone przez przyjezdnych - i wydawało się, że słowa trenera ZAKS-y sprawdzają się. - W takim zespole jak Skra każdego można zastąpić. Oni tam mają po dwóch siatkarzy na jedną pozycję - wyjaśniał przed spotkaniem Krzysztof Stelmach, że absencja Stephane'a Antigi nie jest dla jego zespołu żadnym handicapem.

Szkoleniowiec ZAKSY w ogóle wydawał się być ostrożny. - Mogę mówić, że będziemy walczyć, że wszystko jest możliwe, ale tak naprawdę to Skra jest poza zasięgiem - podkreślał. Zespół z Bełchatowa to w tej chwili hegemon polskiej siatkówki. Od 2005 roku - czterokrotnie z rzędu - sięgał po tytuł mistrzowski.

Inne drużyny, jak Jastrzębski czy ZAKSA, są w stanie z nim rywalizować, ale tylko w pojedynczych spotkaniach. W zeszłym sezonie ta sztuka siatkarzom z Kędzierzyna udała się nawet dwukrotnie. - Ale potem i tak zajęliśmy 4. miejsce w lidze. Ten zespół można pokonać raz w serii pięciu spotkań, drugi raz może się udać przy splocie różnych dziwnych wydarzeń - stwierdził Stelmach, a więc były siatkarz Skry, na łamach Przeglądu Sportowego.

Takie "różne dziwne wydarzenia" miały dziś miejsce, bo przyjezdni nie prezentowali się dobrze. Wprawdzie pierwszą partię wygrali zdecydowanie, ale już w następnej gra toczyła się na przewagi. ZAKSA zdołała nawet wygrać dwa kolejne sety i doprowadzić do remisu. W tie-breaku lepsi okazali się jednak goście.<strong> </strong>I wszystko wróciło do normy.
źródło: SportSlaski.pl / Przegląd Sportowy

Przeczytaj również