ZAKSA - Resovia 2-3. Horror w Kędzierzynie! Resovia wraca do gry

09.04.2009
Po środowym, jednostronnym meczu, siatkarze obu zespołów zgotowali swoim kibicom prawdziwy dreszczowiec! Z drugiego półfinału z tarczą wraca Resovia, która wyrównała stan rywalizacji.
Goście z Rzeszowa od początku nie przypominali drużyny z wczorajszego meczu. Zdecydowanie poprawili grę w bloku i serwis, czyli elementy, które w pierwszym półfinałowym spotkaniu szwankowały najbardziej. Efekt? Cztery punkty przewagi i konsternacja na trybunach. MVP środowego pojedynku - Novotny - dwoił się i troił, żeby zmniejszyć stratę do rywala. Wtórował mu Martin i miejscowi zdołali wyrównać! - Wróciliśmy do gry i musimy kontynuować swoją passę - mobilizował swoich podopiecznych Krzysztof Stelmach, trener ZAKSY.

Szkoleniowiec miejscowych nie przypuszczał, że siatkarze już w pierwszej części pojedynku zafundują mu siatkarski horror. Prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie. Więcej zimnej krwi zachowali jednak goście i po bloku na Kaźmierczaku to właśnie oni mogli cieszyć się ze zwycięstwa do 29. Właśnie gra blokiem była kluczem do wygranej. Resovia aż siedem razy w pierwszym secie powstrzymywała w ten sposób przeciwnika.

Grający na fali goście, poszli za ciosem w drugiej partii. Szybko uzyskali kilka "oczek" przewagi i ani myśleli podporządkować się ZAKSIE, jak miało to miejsce w środę. - Wracamy na parkiet z "chłodną głową". Wszystkie stracone punkty to kwestia naszych błędów! - grzmiał trener gospodarzy. W szeregach jego zespołu źle funkcjonowało przyjęcie i trudno im było wyprowadzić skuteczny kontratak. Niezliczona ilość własnych błędów dała zawodnikom Ljubomira Travicy możliwość kontroli nad spotkaniem. As Oivanena był tylko ukoronowaniem bardzo dobrej dyspozycji rzeszowian. Set zakończył się wynikiem 18-25.

Pierwsza część trzeciej partii, to siatkarskie deja vu. Resovia wyszła na prowadzenie, a miejscowi rozpaczliwie próbowali ją dogonić. Tym razem jednak gospodarzom udało się zmienić tory rywalizacji! Dobre ataki z drugiej linii były kluczem do zniwelowania strat. Ze stanu 20-15 rzeszowianie zdobyli co prawda trzy punkty z rzędu, ale po przerwie na żądanie trenera ZAKSY, jego zawodnicy spełnili wreszcie oczekiwania i wygrali do 20.

Czwartą odsłonę obie ekipy rozpoczęły bardzo rozważnie. Skuteczne akcje z obu stron nie dawały możliwości wypracowania sobie większej niż dwupunktowej zaliczki. Sytuacja zmieniła się po niespełna dwóch godzinach konfrontacji. ZAKSA uzyskała trzy "oczka" przewagi i konsekwencją w obronie oraz dobrym wykończeniem zapewniła fanom dodatkowe emocje w tie-breaku. Seta zakończył Novotny.

- Trochę szacunku dla naszej zagrywki. Jeszcze możemy to odrobić! - apelował Krzysztof Stelmach podczas przerwy w ostatniej partii. Przy zmianie stron miejscowi tracili do rywala cztery punkty i wydawać mogło się, że spotkanie jest już rozstrzygnięte. Nic bardziej mylnego! ZAKSA doprowadziła do remisu (13-13). Jednak znakomity finisz gości i dwie wygrane piłki wyrównały stan rywalizacji w drodze do finału PlusLigi. MVP meczu został uznany Oivanen.[b]
[/b]
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również