Zagłębie - Tychy 2-1. Luz w grze się podobał, ten na trybunach - nie

06.06.2010
Po 502 minutach niemocy Zagłębie odpaliło strzelby i pokonało na pustym Stadionie Ludowym zespół z Tychów. - Do przerwy graliśmy to, co chciałbym, abyśmy prezentowali - przyznał Marek Chojnacki.
W pierwszych 45 minutach Zagłębie dominowało i co rusz stwarzało sobie bramkowe okazje. Już chwilę po rozpoczęciu gry piłkę po strzale Lilo na słupek sparował bramkarz tyszan. Później świetną okazję zmarnował jeszcze Hubert Jaromin, ale przy kolejnej okazji gości już nic nie uchroniło przed wyjęciem piłki z siatki. Fatalny błąd Mariusza Masternaka, który w niegroźnej sytuacji oddał piłkę rywalom, sprawił, że sosnowiczanie kilkoma podaniami rozklepali tyską defensywę, a na listę strzelców wpisał się Dariusz Kłus.

Chwilę później po strzale Lachowskiego piłka zatrzymała się na słupku. W 28. minucie odblokował się Jaromin, który na ligowe trafienie czekał od 16 września. Napastnik Zagłębia zamienił na bramkę podanie Lilo. Miejscowi nie zwalniali tempa. Po strzale Marcina Strojka piłka trafiła w spojenie słupka z poprzeczką. Goście, którzy w pierwszej odsłonie byli tylko tłem, praktycznie tylko raz poważnie zagrozili bramce Mateusza Prusa. Po uderzeniu Daniela Ferugi uratowała ich poprzeczka.

- W przerwie chłopcy mieli zwieszone głowy. Powiedziałem im, że sztuką jest teraz wyjść na boisko i pokazać charakter - mówił po spotkaniu trener Mirosław Smyła, trener GKS-u. Jak się okazało, słowa szkoleniowca przyniosły efekt, gdyż w drugiej połowie zobaczyliśmy zupełnie inny zespół z Tychów. Co prawda goście nie zdołali odwrócić losów widowiska, ale pokazali kawałek dobrej piłki. W 58. minucie wiarę w korzystny rezultat wlał Kasprzyk, który strzałem głową z bliska umieścił piłkę w siatce po dośrodkowaniu Ferugi.

Sosnowiczanie także mieli swoje szanse. Pietrzak trafił w poprzeczkę. - Po przerwie zagraliśmy o niebo lepiej. Szkoda jednak, że mecz musiał się odbyć przy pustych trybunach. To wyglądała jak gra kontrolna, a nie pojedynek o punkty. Było natomiast kilka akcji, na które warto było popatrzeć. Mecz o pietruszkę, stąd widzieliśmy w grze tyle luzu - stwierdził szkoleniowiec ekipy z Tychów.

W dobrym nastroju na konferencji prasowej pojawił się trener Marek Chojnacki, dla którego było to pierwsze zwycięstwo od przyjęcia propozycji pracy z Zagłębiem. - W pierwszej połowie graliśmy to, co chciałbym, abyśmy prezentowali. Po przerwie było już znacznie gorzej. Przede wszystkim wrócił nasz stary grzech, czyli nieskuteczność. Miałem kilka dni aby zaobserwować, jak prezentują się piłkarze. Na treningach każdy się starał, zasuwał aż miło, wielu robiło to z uśmiechem na twarzy. Nie ma awansu, ale trzeba do końca walczyć o jak najwyższe miejsce w tabeli. W środę przeciwko Czarnym zagrają ci, którzy grali mniej oraz juniorzy - zapowiedział Chojnacki.
autor: Krzysztof Polaczkiewicz

Przeczytaj również