Za Nawałki była rewolucja. Teraz postawiono na spokój

28.02.2017
Górnik Zabrze za trzy dni wznowi I-ligowe rozgrywki. Kibicom marzy się podobny scenariusz jak w 2010 roku. Wtedy zima przy Roosevelta była burzliwa, ale "Trójkolorowi" wiosną odrobili stratę do czołówki i awansowali do Ekstraklasy. Teraz w klubie było względnie spokojnie.
Press Focus
Zadanie dwa razy trudniejsze
W sezonie 2009/2010 Górnik Zabrze na przerwę zimową udawał się na piątym miejscu (obecnie ósme), z 31 punktami na koncie (teraz 27) i czteropunktową stratą do miejsca dającego awans. Wniosek z tego jest prosty - dzisiaj "Trójkolorowi" mają znacznie trudniejsze zadanie niż siedem lat temu. Muszą odrobić dwa razy większą stratę, a wydaje się, że obecne rozgrywki są bardziej wyrównane. Mimo to, przy Roosevelta jest znacznie spokojniej niż na przełomie 2009 i 2010 roku.


90minut.pl

Ciszej jedziesz, dalej dojedziesz?
W czasie zimowej przerwy o Górniku głośno było w zasadzie tylko raz - gdy pojawiła się informacja o olbrzymim zastrzyku gotówki, dzięki któremu zabrzanie będą mogli w ogóle funkcjonować. Dodać można jeszcze zmianę na stanowisku przewodniczącego rady nadzorczej (został nim Roman Kusz). Nie było kłótni i zwolnień, tylko każdy w ciszy wykonywał swoje obowiązki. W trakcie poprzedniej przygody z I ligą przy Roosevelta było znacznie goręcej. Wystarczy wspomnieć, że zaczęło się od zwolnienia trenera, a skończyło na zmianie prezesa.

Jeszcze w grudniu Ryszarda Komornickiego zastąpił Adam Nawałka. Piłkarze nie ukrywali przy dziennikarzach niechęci do poprzedniego szkoleniowca, ten odpłacał się im w prasie opowiadaniami o tym, że zawodnicy nie chcieli ciężko trenować, czy też... jak jeden z jego podopiecznych tuż przed meczem jadł kanapkę z szynką. W międzyczasie ogłoszono, że drużynę miał objąć Michał Probierz, który jednak na konferencji prasowej zaprzeczył doniesieniom z Górnego Śląska. - Trudno mi powiedzieć, że mam do prezesa szacunek - mówił Komornicki o Jędrzeju Jędrychu, którego 1 marca na stanowisku prezesa zastąpił Łukasz Mazur. Mnóstwo spekulacji transferowych, hasło "wszyscy są na sprzedaż" - odejść mieli m.in. Michał Pazdan i Rafał Szczot. Krótko mówiąc - działo się. Teraz spośród czołowych piłkarzy spekulowano jedynie o odejściu Bartosza Kopacza. Został.


Fot. Norbert Barczyk/Press Focus

W Zabrzu "last minute" w modzie
W obu omawianych okresach Górnik był na dwóch zgrupowaniach. Wspólną cechą jest to, że obozy były dopinane w ostatnich chwilach - w tym roku 14-krotny mistrz Polski zaklepał ofertę "last minute" i 14 lutego poinformował, że 15 lutego jedzie do Słowenii. Wcześniej podopieczni trenera Marcina Brosza ćwiczyli kilka dni w Czechach. Poza obozami nie trzeba było daleko jeździć - zabrzanie mieli do dyspozycji halę MOSiR-u i boisko Walki Makoszowy ze sztuczną nawierzchnią. Pierwszy etap przygotowań rozpoczął się już w grudniu - piłkarze przed świętami wspólnie trenowali przez kilka dni.

W 2010 roku nowy szkoleniowiec mocno zmodyfikował zaplanowane wcześniej przygotowania - piłkarzom o trzy dni wydłużono urlopy, do grafiku dopisano obóz kondycyjny w Jarocinie, a drugi wyjazd - do Turcji - Nawałka chciał przedłużyć o pięć dni. Dopiął swego, ale pojawił się inny problem - sparingpartnerzy. Tych zabrzanie szukali do ostatniej chwili - tak jak teraz miejsca do trenowania. Pomiędzy obozami Górnik trenował w Chorzowie (Stadion Śląski) i Tychach.

W tym roku śląskiej drużynie na początku stycznia planowanie treningów nieco utrudniały bardzo duże mrozy, a w 2010 roku problemem były olbrzymie opady deszczu w Antalyi. - Boiska zostały pozalewane, a wręcz słyszymy, że w niektórych rejonach zespoły muszą na treningi docierać... pontonami - opowiadał Nawałka i zapewniał, że jego zespołowi kalosze i wiosła nie były potrzebne.

Spośród wszystkich naszych I-ligowców, Górnik rozegrał najmniej gier kontrolnych (7). Za czasów Nawałki zimą zabrzanie mieli... o 11 sparingów więcej! W dodatku wystąpili w turnieju Remes Cup Extra w Poznaniu. Jeden z meczów podczas zgrupowania w Antalyi - z II-ligowym Heliosem Charków - zakończył się przed czasem z powodu przepychanek zawodników obu zespołów. W tym roku do bitki nikt się nie rwał. Były za to pochwały dla zabrzan od rywali. - To był dla nas ciężki przeciwnik, który był dużo lepszy z piłką i zawsze był o krok, dwa przed nami - mówił Bohumil Panik z Fastavu Zlin.

Transfery
Tej zimy Górnik był spokojny na rynku transferowym. Skreśleni zostali Armin Ćerimagić (jest już w GKS-ie Katowice) i Aleksander Kwiek. Na wypożyczenia poszli Szymon Skrzypczak i Daniel Barbus, z kolei z wypożyczeń wrócili Tomasz Loska i Bartłomiej Olszewski. Było trochę testowanych, ale bez szaleństw. Przewinęli się m.in. snajper z okręgówki Tadeusz Urbainczyk oraz dwójka piłkarzy ze Stanów Zjednoczonych: David Pedowski i Daniel Dąbrowski. Było też kilku młodych graczy z niższych lig. Spośród sprawdzanych przebiła się dwójka - obrońcy Meik Karwot i Dani Suarez. Bez testów kontrakty podpisali Denis Janco (wypożyczenie z opcją pierwokupu) i Sandi Arcon.

Między jesienią a wiosną kampanii 2009/2010 w Zabrzu urządzono wielkie testowanie. Sprawdzano przydatność do zespołu kilkunastu, głównie zagranicznych, piłkarzy. Większość z nich była kompletnie anonimowa - bo kto wiedział kim są np. Domen Bersnjak, Milos Stojanović, Lucky Okpara, Mirza Bżalawa czy Vladan Grujić? Kadra została mocno przewietrzona. Odeszli: Marek Gala, Kamil Szymura, Łukasz Kmieć, Ensar Arfović, Dawid Jarka, Michal Vaclavik, Tadas Papeczkys, Marius Kiżys, Mariusz Dzienis, Piotr Madejski. Nie oznacza to, że zespół został uszczuplony, bo do Górnika dołączyli (lub wrócili z wypożyczeń): Jakub Szmatuła, Mateusz Kamiński, Mateusz Kantor, Vladimir Balat, Konrad Cebula, Dawid Gajewski, Marcin Wodecki i Adrian Świątek. Do tego trzeba dodać Adama Banasia oraz Tomasza Zahorskiego, którzy wracali po długich kontuzjach, które wyeliminowały ich z gry jesienią.


Fot. Łukasz Laskowski/Press Focus

Rewolucja przyniosła skutek. Jak będzie z ewolucją?
W zimowej przerwie sezonu 2009/2010 w Zabrzu było bardzo gorąco. Doszło do wielu zmian, które jednak opłaciły się - ekipa Nawałki wykonała cel, jakim był powrót do Ekstraklasy. Na kolejkę przed końcem rozgrywek było pewne, że Sandecja Nowy Sącz już Górnika nie wyprzedzi. Co prawda Widzew Łódź zdystansował śląską drużynę aż o 16 punktów, ale tym się nikt przy Roosevelta nie przejmował.

Obecny okres przygotowawczy był zdecydowanie spokojniejszy. Mniej transferów, mniej sparingów - ale oczekiwania kibiców takie same. Fani nie wyobrażają sobie innego scenariusza jak powrót do krajowej elity. Nawałka zaczął od remisu w derbach z GKS-em Katowice. Ekipa Brosza na "dzień dobry" z piłkarską wiosną zmierzy się... w derbach z GKS-em - ale tym z Tychów. Już ten pojedynek powinien nam dać odpowiedź, czy sympatycy Górnika wiosną będą mogli do końca liczyć na promocję do Lotto Ekstraklasy.
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również