Z dnia na dzień się nie da

06.08.2016
- Od pewnego czasu o tym mówię. To rzecz nieunikniona, musimy zwiększyć pole manewru w grze ofensywnej - przyznał po meczu ze Stalą Mielec trener Górnika Zabrze, Marcin Brosz. Z bramkostrzelnym napastnikiem "Trójkolorowi" zapewne zdobyliby wczoraj komplet punktów.
Łukasz Laskowski/Press Focus
- Chciałem podziękować widowni, bo już prawie 45 minut przed meczem było słychać śpiewy, które skończyły się długo po meczu. Jesteśmy pod wrażeniem, dziękujemy - pochwalił publiczność po meczu ze Stalą Mielec trener Marcin Brosz, który wyróżnił też strzelca bramki Bartosza Kopacza, kapitana Adama Dancha oraz Mariusza Przybylskiego. I to by było na tyle pozytywów...

- Mecze się powielają, wiemy nad czym trzeba pracować, ale tego nie da się zrobić z dnia na dzień - osoba nieznająca wyniku wczorajszego spotkania już po tym zdaniu szkoleniowca dojdzie do wniosku, że humory przy Roosevelta nie dopisują. - Musimy finalizować zdecydowanie więcej akcji. To klucz do sukcesu - dodał.

Górnik miał zdecydowanie więcej sytuacji strzeleckich. Powtórzyło się jednak to, z czym zabrzanie mają problem w zasadzie od początku roku - brak zawodnika, który byłby w stanie skutecznie wykończyć podania kolegów. - Od pewnego czasu o tym mówię. To rzecz nieunikniona, musimy zwiększyć pole manewru w grze ofensywnej. Sytuacje mamy. To kolejny krok, by ten zespół się rozwijał - podkreślił Brosz.

Inna sprawa, Górnik nie ma na razie szczęścia do sędziów. Podobnie jak to było w Legnicy (gol ze spalonego), również i wczoraj arbiter podjął kilka kontrowersyjnych decyzji - najwięcej emocji wywołało zagranie ręką przez obrońcę przy uderzeniu głową Adama Dancha. - To są małe rzeczy, ale decydujące, czy się wygrywa, czy się przegrywa. W drugim meczu mamy kontrowersyjną sytuację. Całość powoduje, że jesteśmy bardzo nieusatysfakcjonowani - powiedział trener "Trójkolorowych".

 
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również