Wyjazdowe przełamanie drużyny i strzeleckie napastnika ROW-u

22.04.2012
Aż do 21 kwietnia piłkarze Energetyka ROW-u Rybnik czekali na pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie. Odnieśli je w ważnym meczu, bo z rywalem, który, podobnie jak oni, walczy o utrzymanie.
Do wczoraj podopieczni Ryszarda Wieczorka byli jedyną drużyną w II lidze zachodniej, która nie wygrała choć jednego spotkania na terenie rywali. Zwycięstwo zapewniły im dwie bramki Marcina Pontusa i jedno trafienie Jarosława Wieczorka. Pierwszy z graczy strzelił swoje pierwsze gole w oficjalnym meczu beniaminka od czasu, gdy zasilił klub z Gliwickiej. Ponuts trafił dwa razy po rzutach rożnych. Nie były to jednak bramki głową rosłego napastnika, a nogą.

Oficjalna strona Calisii Kalisz podaje, że zwycięstwo rybniczan po rzucie karnym było niezasłużone, bo karnego nie było. Zdaniem piłkarza Energetyka ROW, Mateusza Szatkowskiego, wynik jest sprawiedliwy. - Karny dla nas był może kontrowersyjny, ale "jedenastka" dla Calisii też nie powinna zostać podyktowana, bo Grolik nie przyjmował piłki ręką. Do tego przy golu na 2-1, Samuelson Odunka zagrał nakładką - mówi pomocnik ROW-u.

Mieszane uczucia po sobotnim spotkaniu może mieć Bartosz Gocyk. Bramkarz ten często broni rzuty karne. Podobnie było wczoraj, bo obronił strzał piłkarza z Kalisza. Nie będzie jednak zadowolony, bo kilka minut później za łatwo dał się pokonać rywalom. Przepuścił uderzenie z rzutu wolnego, w środek bramki z 35 metrów.

Na wyjeździe ROW zyskał trzy punkty, ale stracił obrońcę na kolejne dwa mecze. Janusz Wrześniak, grający w Kaliszu na prawej obronie, otrzymał w sobotę 10. żółtą kartkę. Mimo wszystko zespół z Rybnika wrócił na Śląsk w dobrych humorach. - Rozegraliśmy bardzo dobry mecz. Cały czas stosowaliśmy wysoki pressing. Stanęliśmy jednak na 10 minut i wtedy straciliśmy dwie bramki - opisuje boiskowe wydarzenia "Szato".
autor: Michał Knura

Przeczytaj również