Wychowanek Ruchu o grze w Górniku: Nie dawali mi zapomnieć skąd jestem

07.12.2013
Sławomir Jarczyk był jednym z nielicznych w ostatnich latach wychowanków Ruchu Chorzów grających w barwach Górnika Zabrze. Do przygody tej wraca z sentymentem.
Kiedy w sezonie 2006/07 Sławomir Jarczyk przenosił się z Podbeskidzia Bielsko-Biała do Górnika Zabrze trudno było szukać wielkich entuzjastów tego posunięcia. Wychowanek klubu z Cichej decyzją tą podpadł kibicom "Niebieskich", a i fani "Trójkolorowych" nie przyjmowali go z otwartymi ramionami. Do gry w najbardziej utytułowanych śląskich klubach doświadczony defensor powraca z niekrytym sentymentem.

- W Ruchu Chorzów stawiałem pierwsze kroki w seniorskiej piłce. Liczyło się dla mnie przede wszystkim to, żeby być w pierwszej drużynie. Dopiero potem człowiek sobie uświadamiał, że za grę w piłkę zarabia się pieniądze, a dla klubu był to ciężki okres. Niemniej dzięki temu okrzepłem i byłem silniejszy w dalszej karierze - mówi Jarczyk.

Po odejściu z Chorzowa rosły obrońca reprezentował barwy kilku innych klubów, aż trafił do Zabrza. - Przychodząc do Górnika byłem już piłkarsko ułożony. Zakładałem wtedy rodzinę i choć trafiłem w równie trudnym dla klubu okresie, to działacze starali się to jakoś poukładać. Nam dzięki temu udało się najpierw w lidze utrzymać, a potem - po przyjściu Allianz - zająć 8. miejsce w lidze z trenerem Wieczorkiem na ławce - wspomina zawodnik.

Jarczyk nie ukrywa, że jego serce było zawsze "Niebieskie". - Oba kluby bardzo szanuję i cieszę się, że było mi dane grać w żywych legendach, które sięgały po czternaście mistrzowskich tytułów. Nie ukrywam jednak, że zawsze moje serce należało do Ruchu i to chorzowianom będę dziś kibicował - przyznaje wychowanek chorzowskiego klubu.

Urodzony w Chorzowie obrońca nie miał jednak wielkich oporów przed transferem na Roosevelta. - Grałem w I lidze w Podbeskidziu, które miało swoje problemy. Wszystko odbyło się bardzo szybko. Dostałem ofertę z Zabrza, klubu ekstraklasy i zdecydowałem się na nią przystać, choć miałem też ofertę nowego kontraktu z Bielska-Białej czy kilka innych z I ligi - wspomina Jarczyk.

- Chciałem jednak zagrać w ligowej elicie i dlatego zdecydowałem się na transfer do Górnika. Nie zastanawiałem się zbytnio nad tym ruchem, choć potem w sercach chorzowian mogła pojawić się zadra. Moja żona była wtedy w ciąży, a ja potrzebowałem pieniędzy. Gdyby przyszła oferta z Ruchu, to pewnie wybrałbym Chorzów, ale takiej nie było. Z perspektywy czasu tej decyzji nie żałuję. Gra w Górniku pomogła mi ugruntować się na rynku i nie miałem problemów z późniejszą zmianą barw klubowych, bo ofert nie brakowało - wyjaśnia 33-latek.

Przeszłość w klubie z Cichej dla kibiców z Zabrza była niewybaczalna. - Spotkałem w Górniku kibiców, którzy moją decyzję rozumieli, ale byli też tacy, którzy takiej zmiany barw nie uznawali. Jeśli ktoś jest mega fanatykiem i był mojej osobie przeciwny, to ja to nastawienie rozumiem. Może z biegiem lat dziś ci ludzie nie mają już mnie za takiego najgorszego, a pomogłem Górnikowi w tym trudnym okresie przetrwać. W tamtych latach spadek pewnie oznaczałby dla klubu upadek. Byli zwolennicy mojej osoby, ale byli też tacy, którzy nawet po wygranym meczu potrafili mi przypomnieć gdzie się wychowałem. Mam jednak do nich duży szacunek - puentuje Jarczyk.
źródło: Sportslaski.pl

Przeczytaj również