Włodzimierz Lubański: Oferty z Górnika Zabrze nigdy nie było
19.05.2011
Po zakończeniu piłkarskiej kariery Włodzimierz Lubański zajmował się różnymi sprawami. Był nawet pomysł... zainwestowania w pola naftowe. - Z tego oczywiście nic nie wyszło. Nie wszystkie pomysły biznesowe wypaliły, ale człowiek uczy się na błędach - uśmiecha się legenda polskiej piłki. - Jednak moje życie to piłka nożna. Najlepiej czuję się na boisku i w rolach związanych z piłką - przyznaje.
Teraz nadarza się okazja, by w piłce spróbować czegoś nowego. Lubański dostał propozycję, by objąć posadę dyrektora reprezentacji narodowej. - Nie ma jeszcze oficjalnego potwierdzenia, ale taka możliwość istnieje. Rozmawiałem już z Frankiem Smudą i Grzegorzem Lato na temat ewentualnej współpracy. To mogę potwierdzić - wyjaśnia.
Poprzednio rolę dyrektora pełnił Jan Furtok, do którego były zastrzeżenia o słabą znajomość języka angielskiego. Lubański z porozumiewaniem się w obcych językach nie ma najmniejszego problemu. - Rosyjskiego nauczyłem się w szkole. Takie były czasy. Polski wyniosłem z domu. Niderlandzki znam, bo grałem w Holandii. Angielski nabyłem po drodze, bo grałem w wielu krajach. Francuski - pracowałem trzy lata we Francji - sprawa prosta. Po niemiecku też nie ma problemu - wylicza były reprezentacyjny napastnik.
W Górniku Zabrze ostatnio panuje zasada, by ściągać ludzi związanych z klubem. Andrzej Orzeszek, Mieczysław Agafon, Józef Dankowski czy wcześniej Tomasz Wałdoch - wszystkie te osoby otwarcie mówią, że zabrzański zespół mają w sercu. Sympatii do "Trójkolorowych" nie ukrywa także Lubański. - Jeżeli chodzi o Górnika, oferty nigdy nie było - mówi medalista olimpijski z Monachium. Mowa oczywiście o propozycjach kierowniczych bądź szkoleniowych.
- Trochę się pochwalę. Pracowałem z kilkoma klubami, również jako trener. Ostatnie pięć lat pracowałem w Lokeren. Moim zadaniem było poprawić grę napastników. Trafiło do mnie dwóch czarnoskórych chłopaków. Jeden za dwa miliony euro poszedł do Metalurga Donieck, a drugi trafił do CSKA Moskwa za pięć milionów euro - przypomina Lubański. - Robotę wykonałem dobrze - dodaje.
Większość czasu Lubański spędza poza granicami Polski, jednak cały czas śledzi to, co dzieje się w naszym piłkarskim światku. Ostatnio najpopularniejszym tematem jest zamykanie stadionów i rozgrywanie meczów bez udziału kibiców.
- Ubolewam nad tym. Nie ma dobrego widowiska sportowego bez kibiców. My piłkarze gramy dla tych ludzi. Nieraz fani byli dla nas wielkim wsparciem. Oni mogą dopingiem pchnąć człowieka, gdy jest w słabszej dyspozycji. Sam to odczułem. To jest bardzo niedobre dla atmosfery wokół piłkarstwa. Ale jak to rozwiązać? Wszyscy mają swoje zdanie na ten temat. Chciałbym, żeby jak najszybciej się to skończyło, żeby kibice wrócili na stadiony. I żeby nie było łobuzerstwa - mówi Lubański.
Teraz nadarza się okazja, by w piłce spróbować czegoś nowego. Lubański dostał propozycję, by objąć posadę dyrektora reprezentacji narodowej. - Nie ma jeszcze oficjalnego potwierdzenia, ale taka możliwość istnieje. Rozmawiałem już z Frankiem Smudą i Grzegorzem Lato na temat ewentualnej współpracy. To mogę potwierdzić - wyjaśnia.
Poprzednio rolę dyrektora pełnił Jan Furtok, do którego były zastrzeżenia o słabą znajomość języka angielskiego. Lubański z porozumiewaniem się w obcych językach nie ma najmniejszego problemu. - Rosyjskiego nauczyłem się w szkole. Takie były czasy. Polski wyniosłem z domu. Niderlandzki znam, bo grałem w Holandii. Angielski nabyłem po drodze, bo grałem w wielu krajach. Francuski - pracowałem trzy lata we Francji - sprawa prosta. Po niemiecku też nie ma problemu - wylicza były reprezentacyjny napastnik.
W Górniku Zabrze ostatnio panuje zasada, by ściągać ludzi związanych z klubem. Andrzej Orzeszek, Mieczysław Agafon, Józef Dankowski czy wcześniej Tomasz Wałdoch - wszystkie te osoby otwarcie mówią, że zabrzański zespół mają w sercu. Sympatii do "Trójkolorowych" nie ukrywa także Lubański. - Jeżeli chodzi o Górnika, oferty nigdy nie było - mówi medalista olimpijski z Monachium. Mowa oczywiście o propozycjach kierowniczych bądź szkoleniowych.
- Trochę się pochwalę. Pracowałem z kilkoma klubami, również jako trener. Ostatnie pięć lat pracowałem w Lokeren. Moim zadaniem było poprawić grę napastników. Trafiło do mnie dwóch czarnoskórych chłopaków. Jeden za dwa miliony euro poszedł do Metalurga Donieck, a drugi trafił do CSKA Moskwa za pięć milionów euro - przypomina Lubański. - Robotę wykonałem dobrze - dodaje.
Większość czasu Lubański spędza poza granicami Polski, jednak cały czas śledzi to, co dzieje się w naszym piłkarskim światku. Ostatnio najpopularniejszym tematem jest zamykanie stadionów i rozgrywanie meczów bez udziału kibiców.
- Ubolewam nad tym. Nie ma dobrego widowiska sportowego bez kibiców. My piłkarze gramy dla tych ludzi. Nieraz fani byli dla nas wielkim wsparciem. Oni mogą dopingiem pchnąć człowieka, gdy jest w słabszej dyspozycji. Sam to odczułem. To jest bardzo niedobre dla atmosfery wokół piłkarstwa. Ale jak to rozwiązać? Wszyscy mają swoje zdanie na ten temat. Chciałbym, żeby jak najszybciej się to skończyło, żeby kibice wrócili na stadiony. I żeby nie było łobuzerstwa - mówi Lubański.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów