Wisła - Podbeskidzie 0-1. Niemożliwe? "Górale" tego słowa nie znają!

01.03.2011
Takie wieczory budują legendę klubu! Takie mecze przechodzą do historii! "Górale" zdominowali Wisłę w Krakowie, a gol na dwie minuty przed końcem był ... "Malinką" na torcie.
Zamiast murować bramkę - atakowali, zamiast błagać o najniższy wymiar kary - zadziornie poszli do przodu. "Górale" od pierwszej minuty z pasją, ale i wyrachowaniem zaczęli kąsać pewnych siebie Wiślaków, w których składzie pojawiło się kilku zawodników spoza pierwszego składu. Czy to jednak umniejsza sukces bielszczan, że w krakowskim zespole wystąpił Maciej Żurawski , który został kompletnie wyłączony z gry przez Juraja Danczika, a nie podstawowy napastnik Cwetan Genkow? A gdy Żurawski grał w Lidze Mistrzów, Słowak bronił barw Skałki Żabnica...

- Trzeba pamiętać, że taka na przykład Arka Gdynia grała z Wisłą jednym napastnikiem. My wyszliśmy dwoma, ofensywnie nastawieni i myślę, że to ich zaskoczyło - mówił Piotr Malinowski, który został bohaterem wieczoru. Zanim to jednak nastąpiło, na boisku działo się wiele ciekawego. W pierwszej połowie zdecydowanie najlepszym piłkarzem gospodarzy był estoński bramkarz Siergiej Pareiko, który bronił świetne strzały Sebastiana Ziajki, Marka Sokołowskiego czy Piotra Komana. W końcówce, po kąśliwym dośrodkowaniu tego pierwszego, "Białą Gwiazdę" uratowała poprzeczka.

- Nie licząc drobnych momentów, zagraliśmy świetnie taktycznie, z pełną dyscypliną - chwalił po meczu Robert Kasperczyk. Te drobne momenty to pierwszy kwadrans drugiej części gry. Wprawdzie zaczęło się dobrze, bo piętką gola próbował zdobyć Adam Cieśliński, ale później Wiślacy zamknęli bielszczan na ich połowie i atakowali bardzo groźnie. Po strzale Andraża Kirma w sytuacji sam na sam z Richardem Zajacem, piłka o centymetry minęła słupek.

Z czasem jednak Podbeskidzie znów uspokoiło grę. A w końcówce, mimo że wynik 0-0 nie byłby dla niego zły, starało się powalczyć o zwycięstwo. Najpierw Adam Cieśliński ośmieszył byłego reprezentanta Holandii Kewa Jaliensa. Najlepszy strzelec bielszczan wyprzedził uczestnika Mistrzostw Świata 2006, dwa razy oszukał go zwodem, wreszcie położył na boisku i pognał na bramkę. Gospodarzy uratował Pareiko. Chwilę później nie było już litości. Frantisek Metelka, debiutujący w Podbeskidziu, przejął piłkę w środku pola i zagrał do Dariusza Kołodzieja. Ten podał idealnie, prostopadle, w tempo do wychodzącego Piotra Malinowskiego. Bramkarz wyszedł poza pole karne, ale nie miał szans dojść do piłki. W końcu biegł na niego "Malina", jeden z najszybszych piłkarzy w Polsce.

Zawodnik Podbeskidzia minął bramkarza i na trzy minuty przed końcem meczu trafił do pustej bramki. - Czy to najważniejszy gol w moim życiu? Okaże się, czy w ogóle był ważny dopiero po rewanżu - studził nastroje bohater "Górali". Warto podkreślić, że fantastycznym wyczuciem wykazał się trener Robert Kasperczyk, w końcu bramkową akcję przeprowadzili trzej rezerwowi! A po tej bodaj najcenniejszej wygranej w historii Podbeskidzia śmiało można sparafrazować krakowskich kibiców: "Każdy to powie - Górale rządzą w Krakowie".
autor: Michał Trela

Przeczytaj również