Wielkie klasyki - Jak Górnik witał i... żegnał "GieKSę" w Ekstraklasie

20.10.2016
W twierdzeniu, że mecze "GieKSy" z zabrzańskim Górnikiem są wyjątkowe nie ma cienia przesady. Za tym zdaniem stoją historyczne fakty. To 14-krotny Mistrz Polski był pierwszym i ostatnim jak dotąd rywalem GKS-u Katowice w piłkarskiej Ekstraklasie i to z Górnikiem katowiczanie mierzyli się w historii najczęściej. Przed niedzielnymi derbami postanowiliśmy przypomnieć te najbardziej niezapomniane starcia między tymi klubami w których gospodarzem była ekipa z Katowic.
Łukasz Laskowski/PressFocus
Wielki Górnik wita "GieKSę" w Ekstraklasie
Zaczniemy od „prapoczątków” GieKSy czyli od meczu rozegranego 4 grudnia 1963 roku, kiedy to w swoim przedostatnim meczu w historii drugoligowy wówczas Rapid-Orzeł Wełnowiec (a więc protoplasta GKS) odniósł swój największy sukces. W 1/16 finału Pucharu Polski drużyna z Wełnowca pokonała 2:0 wielkiego Górnika Zabrze z samym Włodzimierzem Lubańskim w składzie. W relacji z tamtego spotkania katowicki „Sport” pisał: „Częstokroć obrońcy Górnika byli po prostu bezradni wobec dokładnych podań i szybkich zmian pozycyjnych gospodarzy.” Pięć miesięcy później już jako GKS katowiczanie w półfinale dopiero po dogrywce ulegli mocnej wtedy Polonii Bytom.

Do następnego pojedynku pomiędzy GKS a Górnikiem doszło 8 sierpnia 1965 roku. Data ta na trwałe wpisała się do historii GKS Katowice. W tym bowiem dniu piłkarze z Bukowej rozegrali swój pierwszy mecz w ekstraklasie. Los podopiecznym trenera Nikiela za rywala wyznaczył królującego niepodzielne na polskich boiskach 6-krotnego wtedy mistrza Polski Górnika Zabrze. Zabrzanie broniący podwójnej korony (dublet w 1965 roku) od trzech sezonów nie opuszczali mistrzowskiego tronu. GKS w obecności 30 tysięcy widzów zgromadzonych na Stadionie Śląskim przystąpił do inauguracyjnego meczu jednak bez kompleksów. „Katowiczanie natarli bowiem z impetem na bramkę Kostki i wydawało się, że nawet niezawodny „kierownik” zabrzańskiej defensywy – Oślizło, załamie się pod tą nawałnicą.” – relacjonował „Sport”. Po przerwie jednak w ciągu 20 minut trzy gole zdobyli zabrzanie i wydawało się, że jest po meczu. Nic z tych rzeczy. Wprowadzony na boisko niedawny junior Piotr Sobik w 82 minucie zdobył historycznego po pierwszego gola dla GieKSy w ekstraklasie, a tuż przed końcowym gwizdkiem dołożył jeszcze jedno trafienie. Na więcej zabrakło już czasu ale i tak katowiczanie zebrali pochlebne recennzje.

Przerwane derby przy 60-tysięcznej widowni
Niespełna cztery lata później znowu na śląskim gigancie GKS w roli gospodarza podejmował Górnika i to spotkanie również na stałe weszło do kronik. Katowiczanie w sezonie 1968/69 byli naprawdę w wysokiej formie i to oni zdecydowali komu przypadnie mistrzostwo w rywalizacji pomiędzy Legią a Górnikiem. Najpierw urwali punkty drużynie z Warszawy a później pozbawili fotela lidera zabrzan. Tym ostatnim zresztą w 81 minucie przy stanie 2:1 dla gospodarzy puściły nerwy i mecz (po raz pierwszy w historii GieKSy) został przerwany na skutek znieważenia sędziego. Zabrzanie niesłusznie byli wściekli że arbiter Hirsh nie uznał im bramki i zaatakowali go. W powstałym zamieszaniu sędzia został popchnięty i tym samym mecz zweryfikowano jako walkower dla GKS. Warto jeszcze podkreślić, że to spotkanie oglądała rekordowa liczba widzów jeśli chodzi o ligowy mecz katowiczan w roli gospodarza. Wiadomo, że spośród 60 000 widzów większa część dopingowała zabrzan, ale frekwencja do dzisiaj robi wrażenie.
 
W kolejnych latach emocji w meczach obu drużyn nie brakowało, jednak później GKS na wiele lat popadł w drugoligową tułaczkę a i Górnik przestał być potęga i obie drużyny nie miały okazji do częstych konfrontacji, a jak już ze sobą grały to spotkania te nie miały takiego ciężaru gatunkowego.

Starcie gigantów
Sytuacja uległa zmianie w drugiej połowie lat 80-tych ubiegłego wieku. Zabrzanie wtedy nawiązali do lat świetności sprzed dwóch dekad, natomiast katowiczanie mieli ambicje zdetronizowania wielkiego rywala. Wydawało się, że nastąpi to w końcu w sezonie 1988/89.
 
Katowiczanie przed sezonem po głośnym pozyskaniu Andrzeja Rudego (najwyższy wówczas transfer w historii) i pozyskaniu m.in. Krzysztofa Walczaka byli uważani za głównego pretendenta do przejęcia berła od zabrzan, którzy od 4 lat dzierżyli mistrzowską koronę. 20 sierpnia 1988 w czwartej kolejce ekstraklasy doszło więc do starcia gigantów. Aktualny wicemistrz podejmował mistrza Polski i mecz ten miał dać odpowiedź czy GKS jest faktycznie w stanie przerwać hegemonię Górnika. Zaczęło się jednak nieszczególnie dla GKS, bo już w 7 minucie boisko musiał opuścić Janusz Jojko po tym jak uderzył głową w słupek i stracił przytomność. Ta sytuacja jednak nie zdeprymowała świetnie usposobionych podopiecznych Władysława Żmudy. W 14 minucie Mirosław Kubisztal w efektowny sposób ograł Marka Piotrowicza i strzelił nie do obrony. 1:0 i szał radości na trybunach. Do końca pierwszej połowy trwała efektowna „wymiana ciosów”, ale wynik nie uległ zmianie. Osiem minut po przerwie Jan Urban strzelił głową praktycznie nie do obrony i zrobiło się 1:1.  W 66 minucie Józef Dankowski sfaulował w polu karnym Jana Furtoka, a ten osobiście wymierzył sprawiedliwość z jedenastu metrów. Górnik jednak nie dawał za wygraną. W 74 minucie Robert Warzycha energicznie pobiegł do przodu i z całej siły strzelił. Robert Sęk skapitulował po raz drugi. GKS jednak ani myślał rezygnować ze zwycięstwa. Następna bramka wisiała w powietrzu, ale mało kto spodziewał się, że jej autorem będzie Jerzy Kapias. Przy jego świetnym uderzeniu Wandzik nie miał szans.  Przez pozostałe osiem minut do końca meczu kibice oglądali niesamowitą walkę, zakończoną pomyślnie dla ekipy z Bukowej. „Chmura była duża, ale i „ulewa” niczego sobie. Momentami odnosiło się wrażenie, że oglądamy spotkanie w lidze angielskiej – tyle było zażartej walki, sytuacji podbramkowych i emocji.” - pisał katowicki Sport” i miał rację, bo był to z pewnością jeden z najlepszych meczów w wykonaniu drużyny GKS Katowice w całej jego historii. Historyczny był też moment w przerwie spotkania, kiedy to nad Bukową po raz pierwszy w jego dziejach zabłysnęły z całą mocą jupitery. Godniejszego uczczenia 400 meczu GKS w ekstraklasie nie można sobie było wymarzyć. W ten niezapomniany wieczór na Bukowej zasiadło według oficjalnych danych 10 991 widzów, w tym dwa sektory (nr 5 i 6) zajęło ok. 2 000 fanów Górnika.
 
Wtedy jednak mało kto przypuszczał, że to właśnie jupitery będą głównym bohaterem kolejnego starcia obu zespołów, którego stawką znowu było mistrzostwo .

Ciemność, widzę ciemność - wielka awaria przy Bukowej
To co się stało 19 marca 1994 roku do dziś jest tematem rozmów i dywagacji, choć kwestię tę ostatecznie rozstrzygnęły słowa Piotra Dziurowicza wypowiedziane przy okazji wywiadu do drugiego tomu klubowej monografii GieKSy. Ale zacznijmy od początku. Po jesieni 1993 roku wydawało się, że nikt i nic nie jest w stanie przeszkodzić Górnikowi w sięgnięciu po 15 tytuł mistrza Polski. Cztery punkty przewagi nad drugą GieKSą (przy premiowaniu zwycięstwa dwoma punktami) wydawało się bezpiecznym dystansem. Jedynie wygrana u siebie pozwalała podopiecznym Piotra Piekarczyka myśleć o skutecznym pościgu. Zabrzanie z kolei zdawali sobie sprawę, że ewentualna wygrana praktycznie rozstrzygnie losy mistrzostwa. Do 70 minuty wydawało się, że bliżej celu są goście, którzy od 21 minuty prowadzili 1:0. W tym momencie jednak nad Bukową zgasł jeden z jupiterów. Mimo to obie drużyny deklarowały, że chcą kontynuować grę. Sędzia po konsultacji z kwalifikatorem stwierdzili jednak, że warunki nie są jednakowe na obu połowach i dał organizatorom czas na usunięcie awarii. Po 70 minutach od wystąpienia awarii podjęto decyzję o przerwaniu meczu. Łatwo się domyśleć jakie nastroje panowały w zabrzańskiej drużynie. „Jak to nie można grać! – krzyczał Hubert Kostka – Wie pan, ustalmy te wyniki najlepiej od razu przy stole!”
 
Piotr Piekarczyk, nie przychyla się po latach do teorii o „magicznej” ręce prezesa Dziurowicza. „Z tego co wiem, nikt specjalnie tego światła nie zgasił. Widząc co się dzieje, wiedząc że wszyscy będą zrzucać winę na prezesa Dziurowicza, powiedziałem do sędziego w obecności trenera Kostki: „Ja chcę grać”. Mimo to trener Górnika zachował się wobec mnie ordynarnie, ale nie chcę wchodzić w szczegóły. Do dzisiaj twierdzę, że więcej w tym zgaśnięciu światła było legendy o ingerencji prezesa Dziurowicza, której on nie dementował, bo ta teoria o jego „wszechmocy” w jakiś sposób go bawiła.”
 
Ostatecznie Wydział Gier PZPN zdecydował, że mecz zostanie powtórzony w środę 20 kwietnia przy świetle dziennym i rozpocznie się od stanu 0:0. Powołano się przy tym na paragraf 6, nie dopatrując się niczyjej winy w awarii oświetlenia. Godzinę rozpoczęcia tego meczu zmieniono na wniosek policji z godziny 16 na 11:00,  jednak pomimo tego Bukowa i tak pękała w szwach, a na trybunach zasiadło ok. 10 000 widzów (w tym na sektorach 5 i 6 ok. 2 000 fanów Górnika). Mecz nazwano „największymi wagarami w historii.”, gdyż sporą część publiczności stanowili uczniowie śląskich (i nie tylko) szkół. Tym razem spotkanie lepiej zaczęli gospodarze, którzy po samobójczym trafieniu Dziuka objęli prowadzenie już w 7 minucie. Później trwała wymiana ciosów, aż w 71 minucie do remisu doprowadził obecny trener GieKSy Jerzy Brzęczek. W tym momenciew  stronę gospodarzy kibice Górnika zaczęli ironicznie wołać: „zgaście światło!” Podział punktów z większym zadowoleniem przyjęli goście, jednak po ostatnim meczu sezonu cieszyli się kibice Legii, ale to już temat na zupełnie inną opowieść. W każdym razie już nigdy więcej GKS z Górnikiem nie zagrali meczu, którego stawką był tytuł mistrza Polski.

Pożegnanie z Ekstraklasą
11 lat później dokładnie 12 czerwca 2005 roku katowiczanie żegnali się z ekstraklasą a ostatnim rywalem był jakże by inaczej – Górnik Zabrze, który niejako spiął klamrą ekstraklasową historię GKS Katowice. Pomimo pustych trybun, co było karą za zachowanie kibiców podczas pamiętnego meczu z Odrą Wodzisław, piłkarze gospodarzy godnie pożegnali się z najwyższą klasą rozgrywkową i  w doliczonym czasie gry po golu strzelonym z rzutu karnego przez Krzysztofa Markowskiego wygrali 1:0. „Szkoda, że spadamy. Najważniejsze jednak, że spadamy z honorem” – tymi słowami zakończył konferencję prasową trener GKS Jan Furtok. Pewnie ani on, ani nikt inny nie pomyślał wtedy w najczarniejszych snach, że właśnie wtedy kończy swój żywot „stary” GKS Katowic,e a „nowa” GieKSa do dzisiaj nie potrafi wrócić do ekstraklasy.
 
Ostatni klasyk
Ostatni jak do tej pory pojedynek GieKSy z Górnikiem na Bukowej odbył się 7 marca 2010 roku. Co ciekawe był to jedyny sezon, w którym oba klubu rywalizowały ze sobą na zapleczu ekstraklasy. Górnik, podobnie jak teraz, po spadku z ekstraklasy chciał jak najszybciej do niej wrócić, GKS natomiast borykał się z ogromnymi problemami organizacyjnymi czego efektem było odejście trenera Adama Nawałki do Zabrza, a także dymisja prezesa Marka Woracha na trzy dni przed derbami. Zdecydowanym faworytem byli więc goście, choć obie drużyny po jesieni sąsiadywały ze sobą w tabeli. Po meczu walki obie jedenastki pogodził bezbramkowy remis, a najbardziej w pamięci utkwiła fantastyczna atmosfera tego meczu stworzona przez nadkomplet ok. 10 tysięcy fanów obu klubów. Warto wspomnieć, że podobnie jak teraz, wykupiono wszystkie wejściówki w przedsprzedaży (co w historii GKS zdarzyło się po raz pierwszy) z tym, że wtedy biletów brakło już na miesiąc przed pierwszym gwizdkiem.

 
Wspomniane mecze to oczywiście tylko skromny ułamek bogatej historii pojedynków katowicko-zabrzańskich.
Czy w niedzielę około godziny 20-tej będziemy mogli mówić o kolejnym niezapomnianym pojedynku pomiędzy GKS Katowice a Górnikiem Zabrze?
 
Bilans spotkań pomiędzy GKS Katowice a Górnikiem Zabrze
 
Razem (ekstraklasa, PP, 1 liga): 72 mecze, 24 zwycięstwa, 21 remisów, 27 porażek, bramki 84:97 (w tym 1 walkower dla GKS)
 
GKS jako gospodarz: 37 meczów, 18 zwycięstw, 13 remisów, 6 porażek, bramki 47:31 (w tym 1 walkower dla GKS)
GKS jako goście: 34 mecze, 5 zwycięstw, 8 remisów, 21 porażek, bramki 33:65
Teren neutrealny (finał PP): 1 mecz, 1 zwycięstwo, bramki 4:1

autor: Tomasz Pikul

Przeczytaj również