Wielkie emocje w końcówce, ale GKS wreszcie zwycięski

17.09.2017
Po raz pierwszy od niemal miesiąca tyszanie schodzą z boiska jako zwycięzcy, chociaż łatwo nie było. Piękny gol Błanika zdecydowanie umilił to deszczowe popołudnie.
Łukasz Sobala/PressFocus
Zimno, wieje, leje, w tych warunkach nie spodziewaliśmy się wybitnego spotkania, ale dzisiejsze spotkanie do najgorszych nie należało. Zobaczyliśmy przyzwoite spotkanie, którego ozdobą było przepiękne trafienie Dawida Błanika.

W pierwszych minutach meczu niespodziewanie to goście mieli nieco więcej z gry. na bramkę Igaza uderzali Salmikivi oraz Nildo, ale na posterunku był golkiper tyskiego zespołu. Po kwadransie to gospodarze zaczęli dochodzić do głosu. Sygnał do ataku dał Szumilas, który uderzając z dystansu zmusił Małeckiego do interwencji. Chwilę później po ciekawej wymianie piłek w środku pola w doskonałej okazji znalazł się Ćwielong, ale ten będąc na 16 metrze zamiast uderzać zdecydował się na podanie i szansa przepadła. Murawa była dziś bardzo śliska dlatego też tyszanie często próbowali strzałów z dystansu. W 35 minucie po takiej próbie kibice już cieszyli się z gola, ale ich radość była przedwczesna, gdyż strzał Abramowicza trafił w boczną siatkę. Chwilę później dośrodkowanie Błanika próbował wykończyć Zapolnik, ale napastnik GKS-u nie zdołał wepchnąć piłki do siatki, gdyż ta utknęła w kałuży przed bramką Olimpii. W 37 minucie tyszanie wreszcie dopięli swego. Tym razem na strzał z dystansu zdecydował się Błanik, a piłka po jego strzale z 20 metrów wpadła w samo okienko bramki Małeckiego.

po zmianie stron tyszanie nie atakowali już tak zaciekle. Starali się utrzymywać piłkę z dale od własnego pola, ale nie angażowali już tak wielu zawodników w akcje ofensywne. Piłkarze Olimpii nie przez przypadek mieli przed tym spotkaniem na swoim koncie tylko 6 zdobytych bramek. Widać było, że ten zespół ma spore problemy z konstruowaniem ataków pozycyjnych. Widząc nieporadność rywali tyscy piłkarze ruszyli do ataku starając się podwyższyć prowadzenie, by unikać nerwowej końcówki. W 57 minucie Ćwielong dostał dobre prostopadłe podanie z głębi pola i znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. "Pepe" próbując mijać bramkarza "wyrzucił się" do boku i musiał dośrodkowywać do Radzewicza, a ten zamiast uderzać tuż po przyjęciu piłki, chciał jeszcze mijać obrońcę i ostatecznie zgubił piłkę. W tym momencie wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą, a tymczasem w końcowym kwadransie mieliśmy jeszcze sporo emocji. Wszystko zaczęło się w 74 minucie od kontrowersyjnej decyzji sędziego o podyktowaniu rzutu karnego dla gości. Do "jedenastki" podszedł Michalik, ale Marek Igaz po raz kolejny udowodnił, że jest specjalistą od bronienia rzutów karnych. Słowak wyczuł intencje strzelca i odbił piłkę na rzut rożny. 3 minuty później nie pomógł nawet Igaz. Dośrodkowana z lewej strony piłka spadła na 3 metr do Bancessiego, a ten strzałem głową umiescił piłkę w siatce. Tyszanie natychmiast rzucili się do ataku i już w 81 minucie ponownie objęli prowadzenie. Zapolnik posłał świetną prostopadła piłkę do Ćwielonga, a ten minął bramkarza i skierował piłkę do pustej bramki. W końcówce znów kilka razy zakotłowało się w tyskim polu karnym, ale ostatecznie udało się utrzymać jednobramkowe prowadzenie.

GKS Tychy - Olimpia Grudziądz 2:1 (1:0)

1:0 Błanik, 37 min.
1:1 Bancessi, 78 min.
2:1 Ćwielong, 81 min.

GKS: Igaz - Mańka, Biernat, Tanżyna, Abramowicz - Błanik (80' Kaczmarczyk), Matusiak (80' Bogusławski), Szumilas, Ćwielong, Radzewicz (84' Grzybek)- Zapolnik

Olimpia: Małecki - Olczyk, Goropevsek, Wełna, Woźniak - Michalik, Wolski 46' Feruga), Adamczyk, Salmikivi (75' Ciechanowski)- Klichowicz, Nildo (46' Bancessi)

Żółte kartki: Szumilas, Mańka, Igaz, Gancarczyk (rezerwowy), Abramowicz - Goropevsek, Woźniak, Michalik
Sędzia: Mateusz Złotnicki (Lublin)
Widzów: 3267
źródło: SportSlaski.pl
autor: Michał Piwoński

Przeczytaj również