"Większość menedżerów to oszuści. Nie obchodzi ich dobro zawodnika"
15.10.2012
Milik urodził się w Tychach, ale karierę zaczynał w Rozwoju Katowice. To zasługa znajomości jego brata - Łukasza - z trenerem Sławomirem Mogilanem, który zresztą przez rok dowoził młodego piłkarza na treningi. - Chciałem się usamodzielnić i w drugim roku jeździłem już autobusem. Z Tychów do Katowic na Brynów było jakieś 25 kilometrów. Potem jeszcze piętnaście minut drałowałem na nogach i już byłem na Rozwoju - wspomina Milik.
Pierwsze zainteresowania Milikiem kluby wykazywały w 2008 roku. Wtedy to Rozwój wygrał turniej "Pustynia Cup". - Myślę, że wtedy zaczęło się wokół nas zamieszanie. Bo to był bardzo zdolny rocznik Rozwoju. Ja, Wojtek Król, Konrad Nowak. Po turnieju mieliśmy sygnały od poważnych klubów. Mną interesował się Ruch Chorzów - opowiada.
Teraz zawodnikiem Górnika interesują się troszkę silniejsze kluby. Przynajmniej według mediów... - Śmieję się z tego, bo czytam takie rewelacje w internecie, a sam nic o nich nie wiem. Mam zasadę, że o transferze nie myślę, dopóki trwa sezon. Nie wiem, czy jestem już gotowy wyjechać za granicę. To zależy od wielu czynników. Na razie się nad tym nie zastanawiam - mówi napastnik.
Transfer wiąże się, w większości przypadków, z koniecznością współpracy z agentami. A o tych - szczególnie polskich - Milik nie ma najlepszej opinii. - Większość menedżerów to oszuści. Nie obchodzi ich dobro zawodnika, tylko własny zarobek. Mój obecny menedżer wspierał mnie przez kilka lat, gdy nie miałem z nim podpisanej żadnej umowy. Z Górnikiem zawarłem kontrakt samodzielnie, bez niczyjej pomocy. Wtedy skończyło się nagabywanie ze strony większości agentów, bo przeszła im koło nosa prowizja. Został tylko ten jeden, z którym później już z czystym sumieniem podpisałem umowę. Dziś, gdy zaczęło się o mnie trochę mówić, znowu odzywa się grupa cwaniaków. To kolejny powód, dla którego mam o menedżerach kiepską opinię - szczerze przyznaje 18-latek.
- Najważniejsza jest dla mnie rodzina, a zaraz potem piłka nożna. To moja pasja, a jeśli dzięki niej będę zarabiał pieniądze, to wypada tylko się z tego cieszyć - kończy rozmowę Milik.
Pierwsze zainteresowania Milikiem kluby wykazywały w 2008 roku. Wtedy to Rozwój wygrał turniej "Pustynia Cup". - Myślę, że wtedy zaczęło się wokół nas zamieszanie. Bo to był bardzo zdolny rocznik Rozwoju. Ja, Wojtek Król, Konrad Nowak. Po turnieju mieliśmy sygnały od poważnych klubów. Mną interesował się Ruch Chorzów - opowiada.
Teraz zawodnikiem Górnika interesują się troszkę silniejsze kluby. Przynajmniej według mediów... - Śmieję się z tego, bo czytam takie rewelacje w internecie, a sam nic o nich nie wiem. Mam zasadę, że o transferze nie myślę, dopóki trwa sezon. Nie wiem, czy jestem już gotowy wyjechać za granicę. To zależy od wielu czynników. Na razie się nad tym nie zastanawiam - mówi napastnik.
Transfer wiąże się, w większości przypadków, z koniecznością współpracy z agentami. A o tych - szczególnie polskich - Milik nie ma najlepszej opinii. - Większość menedżerów to oszuści. Nie obchodzi ich dobro zawodnika, tylko własny zarobek. Mój obecny menedżer wspierał mnie przez kilka lat, gdy nie miałem z nim podpisanej żadnej umowy. Z Górnikiem zawarłem kontrakt samodzielnie, bez niczyjej pomocy. Wtedy skończyło się nagabywanie ze strony większości agentów, bo przeszła im koło nosa prowizja. Został tylko ten jeden, z którym później już z czystym sumieniem podpisałem umowę. Dziś, gdy zaczęło się o mnie trochę mówić, znowu odzywa się grupa cwaniaków. To kolejny powód, dla którego mam o menedżerach kiepską opinię - szczerze przyznaje 18-latek.
- Najważniejsza jest dla mnie rodzina, a zaraz potem piłka nożna. To moja pasja, a jeśli dzięki niej będę zarabiał pieniądze, to wypada tylko się z tego cieszyć - kończy rozmowę Milik.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów