Weekend derbów, presji mediów i... przełamania najdłuższej serii
08.04.2013
<strong>"Góralski" walec</strong>
- Gdyby zorganizować konkurs na pięć najbardziej głupio straconych bramek, cztery pierwsze miejsca zajęłoby Podbeskidzie, na czele z golem straconym w Chorzowie - mówił Czesław Michniewicz, trener bielszczan. Może to i prawda, ale nie zmienia to faktu, że... - Zazwyczaj przyjeżdża się szukać tlenu nad morzem lub w górach. My znaleźliśmy go w Chorzowie". Podbeskidzie przejechało się na Cichej po Ruchu Chorzów, Robert Demjan dołożył kolejne dwa gole do klasyfikacji strzelców i kolejną płytę z bramkami - tym razem Robina van Persiego - do kolekcji. A "Górale" znów zaczęli wierzyć, że są w stanie osiągnąć sukces na miarę mistrzostwa świata...
<strong>Media i co dalej? Tusk? Cykliści?</strong>
Skoro Podbeskidzie mogło się cieszyć, Ruch musiał się smucić. Ale wcale nie jakoś przesadnie. Trener Jacek Zieliński musi zdecydowanie bardziej uważać na to, co mówi przed meczami, bo kilku jego zawodników grało wcześniej w miejscach takich jak Ząbki, gdzie presję widziano ponoć 42 lata temu, ale może to nie była presja, tylko sarna. Szkoleniowiec Ruchu powiedział, że jego gracze są gotowi na wojnę, co przeszkodziło w pokazaniu pełni umiejętności Robertowi Chwastkowi. - Media podgrzały atmosferę przed tym meczem, pisząc, że to taka mała wojna, a przecież mamy jeszcze siedem punktów przewagi nad Podbeskidziem - stwierdził. I prawdę powiedział? O co się czepiać? Jak zwykle wszystkiemu winne media. Tusk. I cykliści!
<strong>Przegrali, ale to niczego nie zmieni</strong>
Górnik Zabrze grał z rywalem w walce o europejskie puchary. Dwoił się i troił Aleksander Kwiek. Bramkę strzelił wreszcie Prejuce Nakoulma. I wszystko wyglądałoby dobrze, gdyby nie fakt, że trener nie poznawał swoich zawodników w drugiej połowie. Wpuścił więc na boisku dobrze znanego Grzegorza Bonina, a ten... zachował się tak, jak zapowiedział. Przed meczem powiedział, że ewentualna porażka niczego nie zmieni. A skoro nie zmieni, to po co wykorzystywać sytuację sam na sam?
<strong>Starsi panowie, starsi panowie dwaj!</strong>
Krzysztof Bizacki z GKS-u Tychy skończył dziś 40 lat. Kibice odśpiewali mu sto lat, a trener Piotr Mandrysz dał zagrać kilka minut. Troszkę młodszy jest Piotr Rocki, który dalej nie przestaje zadziwiać. Znów był najlepszy w szeregach beniaminka, który nie zachwycił, ale trzy bramki na boisku w Bytomiu strzelił. Trener pytany o ekstraklasę mówi "z czym do ludzi?", ale patrząc na dyspozycję czołówki I-ligowej tabeli, trzeba by zakrzyknąć za "Rocky'm" "Ekstraklasa albo śmierć". Tyszanie mają dwa punkty straty do lidera.
<strong>Epokowe przełamanie, wydarzenie weekendu</strong>
Jacek Broniewicz z Polonii Bytom należy do tego wąskiego grona zawodników, którzy częściej trafiają do własnej bramki niż do tej przeciwnika. Ostatni - i jedyny - gol tego środkowego obrońcy w karierze miał miejsce blisko osiem lat temu. Ostatniego samobója strzelił pięć lat temu, więc czas był najwyższy się przełamać. Precyzyjnym strzałem z powietrza "Bronek" pokonał Mateusza Mikę, ustalając wynik spotkania z GKS-em Tychy na 0-3. Piękną asystę zaliczył Piotr Rocki. Jak nie idzie do jednej bramki, to trzeba zmienić bramkę. Jest to jakaś metoda!
<strong>Każdy to powie, "Piastunki" rządzą w Krakowie</strong>
Może i Piast Gliwice nie potrafi wykonywać rzutów karnych, ale co z tego, skoro ma rzuty rożne i wolne egzekwowane przez Tomasza Podgórskiego? Beniaminek źle w Krakowie zaczął, potem zmarnował rzut karny, ale między 70. a 73. minutą przeprowadził taki "Blitzkrieg", że miejscowi nie wiedzieli, co się dzieje. Tyle warte jest przedmeczowe mówienie, na co zawodnicy zwrócą uwagę. Każdy z krakowian podkreślał, że wie, iż najgroźniejszą bronią Piasta są stałe fragmenty gry, ale nie przeszkodziło im to nie pokryć ani Damiana Zbozienia ani Rudolfa Urbana. Ale to ich zmartwienie. W Gliwicach muszą się martwić, co to będzie, jak Piast wytnie wszystkim numer i awansuje do pucharów. To polska liga. Im coś wydaje się bardziej niemożliwe, tym większe prawdopodobieństwo, że akurat się wydarzy,
- Gdyby zorganizować konkurs na pięć najbardziej głupio straconych bramek, cztery pierwsze miejsca zajęłoby Podbeskidzie, na czele z golem straconym w Chorzowie - mówił Czesław Michniewicz, trener bielszczan. Może to i prawda, ale nie zmienia to faktu, że... - Zazwyczaj przyjeżdża się szukać tlenu nad morzem lub w górach. My znaleźliśmy go w Chorzowie". Podbeskidzie przejechało się na Cichej po Ruchu Chorzów, Robert Demjan dołożył kolejne dwa gole do klasyfikacji strzelców i kolejną płytę z bramkami - tym razem Robina van Persiego - do kolekcji. A "Górale" znów zaczęli wierzyć, że są w stanie osiągnąć sukces na miarę mistrzostwa świata...
<strong>Media i co dalej? Tusk? Cykliści?</strong>
Skoro Podbeskidzie mogło się cieszyć, Ruch musiał się smucić. Ale wcale nie jakoś przesadnie. Trener Jacek Zieliński musi zdecydowanie bardziej uważać na to, co mówi przed meczami, bo kilku jego zawodników grało wcześniej w miejscach takich jak Ząbki, gdzie presję widziano ponoć 42 lata temu, ale może to nie była presja, tylko sarna. Szkoleniowiec Ruchu powiedział, że jego gracze są gotowi na wojnę, co przeszkodziło w pokazaniu pełni umiejętności Robertowi Chwastkowi. - Media podgrzały atmosferę przed tym meczem, pisząc, że to taka mała wojna, a przecież mamy jeszcze siedem punktów przewagi nad Podbeskidziem - stwierdził. I prawdę powiedział? O co się czepiać? Jak zwykle wszystkiemu winne media. Tusk. I cykliści!
<strong>Przegrali, ale to niczego nie zmieni</strong>
Górnik Zabrze grał z rywalem w walce o europejskie puchary. Dwoił się i troił Aleksander Kwiek. Bramkę strzelił wreszcie Prejuce Nakoulma. I wszystko wyglądałoby dobrze, gdyby nie fakt, że trener nie poznawał swoich zawodników w drugiej połowie. Wpuścił więc na boisku dobrze znanego Grzegorza Bonina, a ten... zachował się tak, jak zapowiedział. Przed meczem powiedział, że ewentualna porażka niczego nie zmieni. A skoro nie zmieni, to po co wykorzystywać sytuację sam na sam?
<strong>Starsi panowie, starsi panowie dwaj!</strong>
Krzysztof Bizacki z GKS-u Tychy skończył dziś 40 lat. Kibice odśpiewali mu sto lat, a trener Piotr Mandrysz dał zagrać kilka minut. Troszkę młodszy jest Piotr Rocki, który dalej nie przestaje zadziwiać. Znów był najlepszy w szeregach beniaminka, który nie zachwycił, ale trzy bramki na boisku w Bytomiu strzelił. Trener pytany o ekstraklasę mówi "z czym do ludzi?", ale patrząc na dyspozycję czołówki I-ligowej tabeli, trzeba by zakrzyknąć za "Rocky'm" "Ekstraklasa albo śmierć". Tyszanie mają dwa punkty straty do lidera.
<strong>Epokowe przełamanie, wydarzenie weekendu</strong>
Jacek Broniewicz z Polonii Bytom należy do tego wąskiego grona zawodników, którzy częściej trafiają do własnej bramki niż do tej przeciwnika. Ostatni - i jedyny - gol tego środkowego obrońcy w karierze miał miejsce blisko osiem lat temu. Ostatniego samobója strzelił pięć lat temu, więc czas był najwyższy się przełamać. Precyzyjnym strzałem z powietrza "Bronek" pokonał Mateusza Mikę, ustalając wynik spotkania z GKS-em Tychy na 0-3. Piękną asystę zaliczył Piotr Rocki. Jak nie idzie do jednej bramki, to trzeba zmienić bramkę. Jest to jakaś metoda!
<strong>Każdy to powie, "Piastunki" rządzą w Krakowie</strong>
Może i Piast Gliwice nie potrafi wykonywać rzutów karnych, ale co z tego, skoro ma rzuty rożne i wolne egzekwowane przez Tomasza Podgórskiego? Beniaminek źle w Krakowie zaczął, potem zmarnował rzut karny, ale między 70. a 73. minutą przeprowadził taki "Blitzkrieg", że miejscowi nie wiedzieli, co się dzieje. Tyle warte jest przedmeczowe mówienie, na co zawodnicy zwrócą uwagę. Każdy z krakowian podkreślał, że wie, iż najgroźniejszą bronią Piasta są stałe fragmenty gry, ale nie przeszkodziło im to nie pokryć ani Damiana Zbozienia ani Rudolfa Urbana. Ale to ich zmartwienie. W Gliwicach muszą się martwić, co to będzie, jak Piast wytnie wszystkim numer i awansuje do pucharów. To polska liga. Im coś wydaje się bardziej niemożliwe, tym większe prawdopodobieństwo, że akurat się wydarzy,
Polecane