Waldemar Sobota mógł trafić do Górnika Zabrze ponad trzy lata temu

30.12.2011
W tym sezonie strzelił Górnikowi piękną bramkę. Dwa razy pokonał zabrzańskiego bramkarza w I lidze. Teraz gra dla lidera ekstraklasy, niedawno zadebiutował w reprezentacji. A mógł grać przy Roosevelta...
Jeszcze gdy Waldemar Sobota biegał po III-ligowych boiskach, w akcji widział go Stanisław Oślizło, legenda Górnika. - Dostałem telefon od przyjaciela, zabrzanina, który mieszkał w Kluczborku: "Przyjeżdżaj!". Obejrzałem jego dwa spotkania. Powalił mnie. Swoboda, lekkość, przegląd sytuacji. Prowadził piłkę z podniesioną głową. Na dodatek wręcz porażały jego niekonwencjonalne zagrania z partnerami, bez przesadnego indywidualizmu, to nie był solista, którego łatwo wyłączyć... - opisuje obecny doradca zarządu "Trójkolorowych".

- Od razu zasugerowałem prezesowi Jędrzejowi Jędrychowi, że jest to piłkarz godny uwagi. Zresztą za drobne, bo kończyła mu się umowa. Ale po trzech dniach prezes zakomunikował: "Nie dojdzie do transferu". Powód? Sobota jest "wątłej budowy ciała"... Minął rok. Przyjechał do nas w barwach Kluczborka. Rozgrywki I ligi. Zdobył dwie bramki na stadionie Górnika, a półtora roku później pogrążył nas tym pięknym golem w ekstraklasie. Pozostał żal - przyznaje Oślizło.

Górnik zainteresował się piłkarzem, gdy wywalczył awans do ekstraklasy. Wtedy jednak Sobota był już znanym zawodnikiem i otrzymał oferty z kilku innych klubów. Wybrał Śląsk Wrocław.
źródło: Przegląd Sportowy / SportSlaski.pl

Przeczytaj również