Walczaki, czy zdolne lenie? W Tychach punktują na ostatni dzwonek!

18.09.2017
To wprost niebywałe, jaką huśtawkę nastrojów fundują w tym sezonie swoim kibicom piłkarze tyskiego GKS-u. Podopieczni trenera Jurija Szatałowa znaczną część punktowej zdobyczy ugrali w końcówkach poszczególnych spotkań. Chwalić za determinację, czy irytować się na kiepską postawę we wcześniejszych fragmentach gry?
Łukasz Sobala/PressFocus
Na początek garść statystyk. GKS Tychy w 9 meczach tego sezonu zebrał już 14 punktów. Aż 8 z nich wyszarpał w końcówkach poszczególnych spotkań! Sam Piotr Ćwielong w czasie ostatniego kwadransa trafiał do siatki trzykrotnie, jego koledzy dołożyli do tego kolejne cztery gole. I to kolejna ciekawostka - 7 z 11 bramek podopieczni Jurija Szatałowa wbijali, gdy sędziowie pomału spoglądali na zegarki i szykowali się do gwizdnięcia po raz ostatni:

Wigry Suwałki 2:1 - Ćwielong 77'
Stal Mielec 1:0 - Błanik 88'
Podbeskidzie 3:3 - Bogusławski 84', Ćwielong 90'
Ruch 2:2 - Abramowicz 89', Matusiak 90'
Olimpia 2:1 - Ćwielong 81'

Robi wrażenie zwłaszcza, gdy do powyższej wyliczanki dołożymy pucharowe starcie z Cracovią, w którym Daniel Tanżyna do dogrywki doprowadził w 81. minucie! - Zawodnicy sami przyznają, że czują się dobrze przygotowani do sezonu, choć ta przerwa była latem bardzo krótka. Gole w końcówkach tylko to potwierdzają - zauważa szkoleniowiec GKS-u, który może być dumny z tego ile sił mają u progu rozgrywek.

14 punktów - taka liczba gwarantuje dość stabilną pozycję w środku tabeli, ale jeśli przy Edukacji mierzą w coś więcej, warto dodawać gazu nieco wcześniej niż na ostatni kwadrans. Intensywności zabrakło GKS-owi choćby w Chorzowie, gdzie przez większość spotkania goście dali się zdominować teoretycznie słabszym rywalom. Podobnie było choćby w spotkaniu z Podbeskidziem. Takie sytuacje złościły Szatałowa, dla którego taki obrót sprawy w pewnym momencie mógł nawet zaowocować utratą posady. - Szukamy powodu, dla którego wynik jest otwarty to gra nam się nie klei. Trzeba go poszukać w strefie mentalnej i będziemy nad tym pracować. W Chorzowie Ruch wyglądał lepiej niż we wcześniejszych meczach, ale w niczym nie usprawiedliwiało to tak fatalnej gry jak w pierwszej połowie - przyznawał po czwartkowych derbach z "niebieskimi" Szatałow.

W następnych dniach jego podopieczni wyciągnęli wnioski i w końcu zagrali od początku. Wyglądali całkiem nieźle, agresywnie dążąc do końcowego sukcesu. - Trener zaznaczył, by grać bardzo wysoko i opłacało się. Już w pierwszej połowie byliśmy zespołem lepszym. Ale to prawda, że dobrze przepracowaliśmy okres przygotowawczy i każdy z nas ma siły na dobre bieganie prze 90 minut - zaznaczał po meczu z Grudziądzem Dawid Błanik, w niedzielę autor pierwszego trafienia dla GKS-u. - Jestem zadowolony z tego meczu, choć w paru momentach zabrakło nam koncentracji i odrobiny skuteczności. Gdybyśmy stracili punkty, czulibyśmy się skrzywdzeni - podsumowywał niedzielne widowisko Jurij Szatałow.
autor: ŁM

Przeczytaj również