W Zabrzu miała być twierdza, a jest...
04.11.2009
To miała być twierdza. Nie dość, że Górnik - obok Widzewa - był pod względem sportowym zdecydowanym faworytem do jednego z dwóch miejsc premiowanych awansem do ekstraklasy, to jeszcze dziesięć z siedemnastu meczów grał jesienią na własnym boisku. Przy największej widowni w Polsce. Co z tego wyszło?
- Przyznam, że takiego obrotu sprawy się nie spodziewałem - twierdzi Andrzej Orzeszek, były piłkarz Górnika. - Nie liczyłem, że to będzie spacer, bo było oczywiste, że zespoły grające w Zabrzu skupią się na obronie, a Górnik nie ma takiego potencjału, by atakiem pozycyjnym rozbić każdą defensywę. Jednak trzy porażki to bardzo dużo. Za dużo jak na zespół z takimi ambicjami.
Kiedy w Zabrzu przed sezonem liczono możliwe do zdobycia punkty, przede wszystkim brano pod uwagę właśnie dziesięć meczów granych w Zabrzu. Przy bardzo korzystnym układzie tylko te spotkania mogły przynieść Górnikowi 30 punktów, czyli tyle, ile ostatecznie zdobył w meczach... siedemnastu!
Początek był imponujący. Co prawda w inaugurującym sezon meczu z KSZO to goście pierwsi strzelili gola, ale potem.... Górnik trafił w czterech meczach siedem razy, a Sebastian Nowak w ogóle nie wyciągał piłki z siatki. Wtedy zaczęto mówić o "twierdzy Zabrze”. Jednak już ostatnie z tych spotkań było sygnałem ostrzegawczym. Przeciętna Sandecja Nowy Sącz przegrała 0-1, ale w doliczonym czasie gry Górnika przed utratą gola uratowała poprzeczka.
W końcu gospodarze przegrali. 1-3 z Pogonią Szczecin, pewnie po najsłabszym meczu rundy. Tym samym cała liga dostała czytelny sygnał, że w Zabrzu też można walczyć o trzy punkty. - Jestem daleko od Górnika i I ligi, ale śledzę, co się dzieje - mówi Dariusz Dźwigała, przed laty kapitan zabrzan. - Co się stało? Przed sezonem chyba wszystkim wydawało się, że Górnik to inna bajka. Szczot, Gorawski, Bonin... Kilka drużyn przegrało z nimi już w szatni. Kiedy widzieli jak radzi sobie w Zabrzu Pogoń i jakie błędy popełnia Górnik, wszyscy uwierzyli, że mogą być następni.
Ostatni mecz zabrzanie zagrają na Roosevelta bez kibiców. Będzie o punkty jeszcze trudniej?
- Przyznam, że takiego obrotu sprawy się nie spodziewałem - twierdzi Andrzej Orzeszek, były piłkarz Górnika. - Nie liczyłem, że to będzie spacer, bo było oczywiste, że zespoły grające w Zabrzu skupią się na obronie, a Górnik nie ma takiego potencjału, by atakiem pozycyjnym rozbić każdą defensywę. Jednak trzy porażki to bardzo dużo. Za dużo jak na zespół z takimi ambicjami.
Kiedy w Zabrzu przed sezonem liczono możliwe do zdobycia punkty, przede wszystkim brano pod uwagę właśnie dziesięć meczów granych w Zabrzu. Przy bardzo korzystnym układzie tylko te spotkania mogły przynieść Górnikowi 30 punktów, czyli tyle, ile ostatecznie zdobył w meczach... siedemnastu!
Początek był imponujący. Co prawda w inaugurującym sezon meczu z KSZO to goście pierwsi strzelili gola, ale potem.... Górnik trafił w czterech meczach siedem razy, a Sebastian Nowak w ogóle nie wyciągał piłki z siatki. Wtedy zaczęto mówić o "twierdzy Zabrze”. Jednak już ostatnie z tych spotkań było sygnałem ostrzegawczym. Przeciętna Sandecja Nowy Sącz przegrała 0-1, ale w doliczonym czasie gry Górnika przed utratą gola uratowała poprzeczka.
W końcu gospodarze przegrali. 1-3 z Pogonią Szczecin, pewnie po najsłabszym meczu rundy. Tym samym cała liga dostała czytelny sygnał, że w Zabrzu też można walczyć o trzy punkty. - Jestem daleko od Górnika i I ligi, ale śledzę, co się dzieje - mówi Dariusz Dźwigała, przed laty kapitan zabrzan. - Co się stało? Przed sezonem chyba wszystkim wydawało się, że Górnik to inna bajka. Szczot, Gorawski, Bonin... Kilka drużyn przegrało z nimi już w szatni. Kiedy widzieli jak radzi sobie w Zabrzu Pogoń i jakie błędy popełnia Górnik, wszyscy uwierzyli, że mogą być następni.
Ostatni mecz zabrzanie zagrają na Roosevelta bez kibiców. Będzie o punkty jeszcze trudniej?
Polecane
I liga
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów