"W wieku 39 lat zadebiutowałem w najbardziej utytułowanym klubie"
09.02.2011
Nie byłoby występu Zająca, gdyby nie kontuzja Mariusza Przybylskiego, który po brutalnym zagraniu jednego z zawodników Szachtiora musiał opuścić przedwcześnie boisko. Przybylski to trzeci zawodnik Górnika, który doznał kontuzji podczas tureckich sparingów. - W każdym meczu nasi rywale grają agresywnie i bardzo brutalnie, czego efektem jest kolejna kontuzja. My nie unikamy twardej gry, ale niektóre wejścia przeciwnika kończą się poważnymi urazami - opisuje Zając.
Przypomnijmy, w sparingu z Politehnicą Iasi złamania kości śródręcza doznał Michał Pazdan, kilka godzin później w meczu z Wołyniem Łuck więzadło głowy kości strzałkowej naderwał Maciej Bębenek. W kolejnym spotkaniu, czyli z Szachtiorem Karaganda, z boiska w 30. minucie zszedł Mariusz Przybylski, a po drugim meczu z tym samym rywalem na drobny uraz narzeka także Aleksander Kwiek.
W dwumeczu z Szachtiorem trenerzy mocno "zamieszali" składem i ustawieniem zawodników na pozycjach. Dajemy szansę każdemu na różnych pozycjach i trenujemy różne warianty gry w pionie i poziomie - opisuje Zając.
W pierwszym meczu, choć Górnik przegrywał i stracił Mariusza Przybylskiego, "podniósł się" i wygrał. - Po stracie bramki dążyliśmy do wyrównania rezultatu. Przez ponad dziesięć minut graliśmy w osłabieniu, ale był to nasz celowy zabieg, bo chcieliśmy przećwiczyć grę w osłabieniu. Takie sytuacje w meczach ligowych też się zdarzają - mówi trener.
- O porażce w drugim meczu zadecydowały błędy w kryciu. Szybka analiza pokazała, że wszystkie bramki straciliśmy w podobny sposób. Wrzutka w pole karne, ktoś nie pokrył zawodnika i padała bramka - ocenia drugi z meczów grający trener. - Cieszy mnie, że w wieku 39 lat zadebiutowałem w Górniku, czyli najbardziej utytułowanym klubie w Polsce - śmieje się Zając, który po meczu z Szachtiorem także porusza się z lodowym okładem na kolanie.
Piłkarskiego powrotu na boisku Zającowi pozazdrościł Marek Piotrowicz, bo przed drugim ze spotkań oferował swoją kandydaturę jako zmiennika. - Panowie, gdyby komuś coś dolegało, jestem do dyspozycji - mówił z uśmiechem, choć na szczęście w tym meczu obyło się bez poważnych urazów...
Przypomnijmy, w sparingu z Politehnicą Iasi złamania kości śródręcza doznał Michał Pazdan, kilka godzin później w meczu z Wołyniem Łuck więzadło głowy kości strzałkowej naderwał Maciej Bębenek. W kolejnym spotkaniu, czyli z Szachtiorem Karaganda, z boiska w 30. minucie zszedł Mariusz Przybylski, a po drugim meczu z tym samym rywalem na drobny uraz narzeka także Aleksander Kwiek.
W dwumeczu z Szachtiorem trenerzy mocno "zamieszali" składem i ustawieniem zawodników na pozycjach. Dajemy szansę każdemu na różnych pozycjach i trenujemy różne warianty gry w pionie i poziomie - opisuje Zając.
W pierwszym meczu, choć Górnik przegrywał i stracił Mariusza Przybylskiego, "podniósł się" i wygrał. - Po stracie bramki dążyliśmy do wyrównania rezultatu. Przez ponad dziesięć minut graliśmy w osłabieniu, ale był to nasz celowy zabieg, bo chcieliśmy przećwiczyć grę w osłabieniu. Takie sytuacje w meczach ligowych też się zdarzają - mówi trener.
- O porażce w drugim meczu zadecydowały błędy w kryciu. Szybka analiza pokazała, że wszystkie bramki straciliśmy w podobny sposób. Wrzutka w pole karne, ktoś nie pokrył zawodnika i padała bramka - ocenia drugi z meczów grający trener. - Cieszy mnie, że w wieku 39 lat zadebiutowałem w Górniku, czyli najbardziej utytułowanym klubie w Polsce - śmieje się Zając, który po meczu z Szachtiorem także porusza się z lodowym okładem na kolanie.
Piłkarskiego powrotu na boisku Zającowi pozazdrościł Marek Piotrowicz, bo przed drugim ze spotkań oferował swoją kandydaturę jako zmiennika. - Panowie, gdyby komuś coś dolegało, jestem do dyspozycji - mówił z uśmiechem, choć na szczęście w tym meczu obyło się bez poważnych urazów...
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów