W tym roku u siebie tylko wygrywają. Przełamanie Angulo
08.04.2017
Po przegranej w Kluczborku, w wyjściowym składzie Górnika zaszły dwie zmiany. Na prawej stronie za Adama Dancha biegał Adam Wolniewicz, a w środku pola razem z Szymonem Matuszkiem (który przejął opaskę kapitana) grał Denis Janco. Nie było Dawida Plizgi, który przed tygodniem nie wykorzystał rzutu karnego.
Jeszcze nie wszyscy kibice, których łącznie było prawie 9 tysięcy, pojawili się na trybunach, gdy Górnik już prowadził. Pierwsza akcja lewym skrzydłem zakończyła się trafieniem Łukasza Wolsztyńskiego, który miał w polu karnym sporo wolnego miejsca i uderzeniem po ziemi zdobył swoją szóstą bramkę w tym sezonie. Kolejnego trafienia w lidze pozazdrościł koledze z drużyny Igor Angulo. Najlepszy strzelec 14-krotnego mistrza Polski chwilę później - uderzeniem głową, po świetnym zagraniu Rafała Kurzawy - podwyższył na 2:0. Hiszpan wpisał się na listę strzelców po raz dziewiąty w obecnych rozgrywkach, ale po raz pierwszy od listopadowego meczu w Mielcu. Była dopiero... czwarta minuta. To się nazywa dobra odpowiedź na wstydliwą porażkę w Kluczborku!
Mało nieszczęść dla przyjezdnych? To dodajmy, że przy pierwszym golu kontuzji nabawił się bramkarz Olimpii, Jakub Wrąbel, który po bramce Angulo opuścił boisko. Jego zmiennik, Patryk Królczyk, również mógł rozpocząć spotkanie od wyjęcia piłki z siatki, ale sytuacji nie wykorzystał David Ledecky. Po niesamowicie mocnym początku, Górnik cofnął się i przewagę uzyskali podopieczni trenera Jacka Paszulewicza. Z ich przewagi jednak niewiele wynikało. Gospodarze spokojnie czekali na okazje do kontrowania, ale ich akcje nie były składne i przeważnie kończyły się przed polem karnym rywala. Do przerwy już nic ciekawego na boisku się nie wydarzyło.
Drugą połowę Olimpia rozpoczęła... jak Górnik pierwszą - od bramki. Zabrzanie przysnęli przy rzucie rożnym i uderzeniem z niewielkiej odległości Lukas Klemenz pokonał Tomasza Loskę. Chwilę później goście byli blisko doprowadzenia do wyrównania, ale piłka strzale Daniela Ferugi nieznacznie minęła słupek. Pojawiły się pierwsze gwizdy, wynikające z niezadowolenia po kolejnych stratach i niecelnych podaniach.
Górnik jednak otrząsnął się i zaatakował. Bramkarz gości musiał interweniować po groźnym strzale zza pola karnego - i rykoszecie - Rafała Kurzawy i uderzeniu Janco. To jednak nic, w porównaniu z tym, co zmarnował Matuszek. Gospodarze w przeciągu kilkudziesięciu sekund mieli dwa rzuty rożne i za każdym razem wydawało się, że piłka zaraz wpadnie do bramki. Zwłaszcza drugi stały fragment gry powinien zakończyć się golem na 3:1. Mało jednak brakowało, by po chwili niewykorzystane sytuacje zemściły się. Olimpia ruszyła z kontrą, która zakończyła się faulem w okolicy linii pola karnego. Bezpośrednio z wolnego strzelił Adam Banasiak, ale fantastyczną interwencją popisał się Loska. Mecz był znacznie ciekawszy niż przed przerwą.
Kilka minut przed końcem kolejnego gola głową mógł zdobyć Angulo, któremu niewiele zabrakło, by trafić w piłkę po naprawdę dobrej i składnej akcji. Była to ostatnia groźna sytuacja w tym spotkaniu. Górnik w tym roku na własnym stadionie grał trzy razy i zdobył dziewięć punktów. Gdyby tak jeszcze na wyjazdach...
Górnik Zabrze - Olimpia Grudziądz 2:1 (2:0)
1:0 - Wolsztyński, 2'
2:0 - Angulo, 4'
2:1 - Klemenz, 47'
Górnik: Loska - Wolniewicz, Kopacz, Suarez, Kosznik - Wolsztyński, (77' Danch) Matuszek, Janco (65' Ambrosiewicz), Kurzawa - Ledecky (81' Olszewski), Angulo. Trener: Marcin Brosz.
Olimpia: Wrąbel (7' Królczyk) - Ciechanowski (35' Smoliński), Klemenz, Kasperkiewicz, Woźniak - Michalski, Kurowski (79' Warchoł), Banasiak, Feruga, Łukowski - Angielski. Trener: Jacek Paszulewicz.
Żółte kartki: Woźniak, Feruga.
Sędziował Łukasz Bednarek (Koszalin).
Widzów: 8932.
Jeszcze nie wszyscy kibice, których łącznie było prawie 9 tysięcy, pojawili się na trybunach, gdy Górnik już prowadził. Pierwsza akcja lewym skrzydłem zakończyła się trafieniem Łukasza Wolsztyńskiego, który miał w polu karnym sporo wolnego miejsca i uderzeniem po ziemi zdobył swoją szóstą bramkę w tym sezonie. Kolejnego trafienia w lidze pozazdrościł koledze z drużyny Igor Angulo. Najlepszy strzelec 14-krotnego mistrza Polski chwilę później - uderzeniem głową, po świetnym zagraniu Rafała Kurzawy - podwyższył na 2:0. Hiszpan wpisał się na listę strzelców po raz dziewiąty w obecnych rozgrywkach, ale po raz pierwszy od listopadowego meczu w Mielcu. Była dopiero... czwarta minuta. To się nazywa dobra odpowiedź na wstydliwą porażkę w Kluczborku!
Mało nieszczęść dla przyjezdnych? To dodajmy, że przy pierwszym golu kontuzji nabawił się bramkarz Olimpii, Jakub Wrąbel, który po bramce Angulo opuścił boisko. Jego zmiennik, Patryk Królczyk, również mógł rozpocząć spotkanie od wyjęcia piłki z siatki, ale sytuacji nie wykorzystał David Ledecky. Po niesamowicie mocnym początku, Górnik cofnął się i przewagę uzyskali podopieczni trenera Jacka Paszulewicza. Z ich przewagi jednak niewiele wynikało. Gospodarze spokojnie czekali na okazje do kontrowania, ale ich akcje nie były składne i przeważnie kończyły się przed polem karnym rywala. Do przerwy już nic ciekawego na boisku się nie wydarzyło.
Drugą połowę Olimpia rozpoczęła... jak Górnik pierwszą - od bramki. Zabrzanie przysnęli przy rzucie rożnym i uderzeniem z niewielkiej odległości Lukas Klemenz pokonał Tomasza Loskę. Chwilę później goście byli blisko doprowadzenia do wyrównania, ale piłka strzale Daniela Ferugi nieznacznie minęła słupek. Pojawiły się pierwsze gwizdy, wynikające z niezadowolenia po kolejnych stratach i niecelnych podaniach.
Górnik jednak otrząsnął się i zaatakował. Bramkarz gości musiał interweniować po groźnym strzale zza pola karnego - i rykoszecie - Rafała Kurzawy i uderzeniu Janco. To jednak nic, w porównaniu z tym, co zmarnował Matuszek. Gospodarze w przeciągu kilkudziesięciu sekund mieli dwa rzuty rożne i za każdym razem wydawało się, że piłka zaraz wpadnie do bramki. Zwłaszcza drugi stały fragment gry powinien zakończyć się golem na 3:1. Mało jednak brakowało, by po chwili niewykorzystane sytuacje zemściły się. Olimpia ruszyła z kontrą, która zakończyła się faulem w okolicy linii pola karnego. Bezpośrednio z wolnego strzelił Adam Banasiak, ale fantastyczną interwencją popisał się Loska. Mecz był znacznie ciekawszy niż przed przerwą.
Kilka minut przed końcem kolejnego gola głową mógł zdobyć Angulo, któremu niewiele zabrakło, by trafić w piłkę po naprawdę dobrej i składnej akcji. Była to ostatnia groźna sytuacja w tym spotkaniu. Górnik w tym roku na własnym stadionie grał trzy razy i zdobył dziewięć punktów. Gdyby tak jeszcze na wyjazdach...
Górnik Zabrze - Olimpia Grudziądz 2:1 (2:0)
1:0 - Wolsztyński, 2'
2:0 - Angulo, 4'
2:1 - Klemenz, 47'
Górnik: Loska - Wolniewicz, Kopacz, Suarez, Kosznik - Wolsztyński, (77' Danch) Matuszek, Janco (65' Ambrosiewicz), Kurzawa - Ledecky (81' Olszewski), Angulo. Trener: Marcin Brosz.
Olimpia: Wrąbel (7' Królczyk) - Ciechanowski (35' Smoliński), Klemenz, Kasperkiewicz, Woźniak - Michalski, Kurowski (79' Warchoł), Banasiak, Feruga, Łukowski - Angielski. Trener: Jacek Paszulewicz.
Żółte kartki: Woźniak, Feruga.
Sędziował Łukasz Bednarek (Koszalin).
Widzów: 8932.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów