W kiepskim stylu, ale jednak wygrywają.
01.09.2018
Po świetnym wejściu z ławki rezerwowych w meczu ze Stalą Sebastian Steblecki wrócił do pierwszego składu GKS-u Tychy. To właśnie na niego oraz na młodego Kacpra Piątka zwrócone były dziś oczy fanów tyskiego zespołu. To właśnie Ci dwaj zawodnicy mieli być w największym stopniu odpowiedzialni za zdobywanie goli w dzisiejszym spotkaniu.
Kibice w Tychach zastanawiają się co się stało z zespołem, który w rundzie wiosennej imponował pewnością siebie, był zdecydowany i skuteczny w swoich działaniach. W bieżącym sezonie GKS jest tylko cieniem tamtej drużyny. Tyszanie mają problem z tworzeniem sytuacji podbramkowych, ich gra wygląda nieźle, ale tylko do 30 metra od bramki rywala. Im bliżej pola karnego przeciwnika, tym mniej jest pewności siebie. Zdecydowanie brakuje zawodnika, który wziąłby ciężar gry na siebie. Taka osobą na wiosnę był Łukasz Grzeszczyk, ale dziś kapitan GKS-u jest w słabszej dyspozycji, na czym cierpi cała drużyna. W pierwszej części gry GKS zagroził bramce rywala właściwie tylko raz. W 30 minucie Dawid Abramowicz w sytuacji sam na sam przelobował bramkarza, ale zmierzającą do bramki piłkę w ostatniej chwili wybił Jakub Kiełb. Wcześniej jednak to goście mieli dwie doskonałe sytuacje do objęcia prowadzenia. Najpierw strzał z dystansu Biegańskiego kapitalnie obronił Jałocha, a chwilę później Grobelny stojąc 3 metry od tyskiej bramki nie trafił w piłkę.
Jeżeli ktoś liczył na to, że w drugiej połowie gospodarze zmienią nieco swój styl, to mocno się przeliczył, bo tyszanie nadal wolno rozgrywali piłkę, co było na rękę Warcie, która była wyraźnie zadowolona z remisu. Poza wrzutkami w pole karne ze stałych fragmentów gry tyski zespół nie miał zbyt wiele do zaoferowania. Jednak ze wszystkimi dośrodkowaniami bardzo dobrze radził sobie Adrian Lis, który wyłapywał większość piłek. W 67 minucie bramkarz Warty popisał się również świetnym refleksem, kiedy nogami odbił bardzo mocne uderzenie Abramowicza. Gra ofensywna tyskiego zespołu zaczęła nieco lepiej wyglądać po wejściu na boisko Jakuba Vojtusa. Słowacki napastnik swoim dobrym ustawieniem w polu karnym rywala potrafił zdezorganizować defensywę gości, czego efekt zobaczyliśmy w 82 minucie. W zamieszaniu pod bramką gości najlepiej odnalazł się Kacper Piątek, który wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Do końca spotkania tyszanie starali się kontrolować boiskowe wydarzenia i nie dopuszczalni do groźnych sytuacji pod swoja bramką, dzięki czemu utrzymali korzystny rezultat do końcowego gwizdka.
GKS zdobywa kolejne 3 punkty na własnym stadionie, ale styl gry drużyny Ryszarda Tarasiewicza pozostawia wiele do życzenia.
GKS Tychy - Warta Poznań 1:0 (0:0)
1:0 K. Piątek, 82 min.
GKS: Jałocha - Biernat, Kowalczyk, Tanżyna, Abramowicz - Grzybek (59' Mańka), Daniel, Bernhardt (92' Bernhardt), Grzeszczyk, Steblecki (64' Vojtus)- K.Piątek
Warta: Lis - Kiełb, Onsorge (81' Wypych), Kieliba, Jasiński (67' Cierpka)- Fadecki, Grobelny, Marciniak, Spławski, Kalupa - Biegański (81' Fidosewicz)
Żółte kartki: Biernat, Grzeszczyk - Kiełb, Fadecki, Marciniak, Wypych
Sędzia: Jacek Małyszek (Lublin)
Widzów: 4826
Kibice w Tychach zastanawiają się co się stało z zespołem, który w rundzie wiosennej imponował pewnością siebie, był zdecydowany i skuteczny w swoich działaniach. W bieżącym sezonie GKS jest tylko cieniem tamtej drużyny. Tyszanie mają problem z tworzeniem sytuacji podbramkowych, ich gra wygląda nieźle, ale tylko do 30 metra od bramki rywala. Im bliżej pola karnego przeciwnika, tym mniej jest pewności siebie. Zdecydowanie brakuje zawodnika, który wziąłby ciężar gry na siebie. Taka osobą na wiosnę był Łukasz Grzeszczyk, ale dziś kapitan GKS-u jest w słabszej dyspozycji, na czym cierpi cała drużyna. W pierwszej części gry GKS zagroził bramce rywala właściwie tylko raz. W 30 minucie Dawid Abramowicz w sytuacji sam na sam przelobował bramkarza, ale zmierzającą do bramki piłkę w ostatniej chwili wybił Jakub Kiełb. Wcześniej jednak to goście mieli dwie doskonałe sytuacje do objęcia prowadzenia. Najpierw strzał z dystansu Biegańskiego kapitalnie obronił Jałocha, a chwilę później Grobelny stojąc 3 metry od tyskiej bramki nie trafił w piłkę.
Jeżeli ktoś liczył na to, że w drugiej połowie gospodarze zmienią nieco swój styl, to mocno się przeliczył, bo tyszanie nadal wolno rozgrywali piłkę, co było na rękę Warcie, która była wyraźnie zadowolona z remisu. Poza wrzutkami w pole karne ze stałych fragmentów gry tyski zespół nie miał zbyt wiele do zaoferowania. Jednak ze wszystkimi dośrodkowaniami bardzo dobrze radził sobie Adrian Lis, który wyłapywał większość piłek. W 67 minucie bramkarz Warty popisał się również świetnym refleksem, kiedy nogami odbił bardzo mocne uderzenie Abramowicza. Gra ofensywna tyskiego zespołu zaczęła nieco lepiej wyglądać po wejściu na boisko Jakuba Vojtusa. Słowacki napastnik swoim dobrym ustawieniem w polu karnym rywala potrafił zdezorganizować defensywę gości, czego efekt zobaczyliśmy w 82 minucie. W zamieszaniu pod bramką gości najlepiej odnalazł się Kacper Piątek, który wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Do końca spotkania tyszanie starali się kontrolować boiskowe wydarzenia i nie dopuszczalni do groźnych sytuacji pod swoja bramką, dzięki czemu utrzymali korzystny rezultat do końcowego gwizdka.
GKS zdobywa kolejne 3 punkty na własnym stadionie, ale styl gry drużyny Ryszarda Tarasiewicza pozostawia wiele do życzenia.
GKS Tychy - Warta Poznań 1:0 (0:0)
1:0 K. Piątek, 82 min.
GKS: Jałocha - Biernat, Kowalczyk, Tanżyna, Abramowicz - Grzybek (59' Mańka), Daniel, Bernhardt (92' Bernhardt), Grzeszczyk, Steblecki (64' Vojtus)- K.Piątek
Warta: Lis - Kiełb, Onsorge (81' Wypych), Kieliba, Jasiński (67' Cierpka)- Fadecki, Grobelny, Marciniak, Spławski, Kalupa - Biegański (81' Fidosewicz)
Żółte kartki: Biernat, Grzeszczyk - Kiełb, Fadecki, Marciniak, Wypych
Sędzia: Jacek Małyszek (Lublin)
Widzów: 4826
Polecane
I liga