W Chorzowie żałują strzału Niedzielana, a w Zabrzu podania Kwieka
30.10.2012
Andrzej Niedzielan miał wyborną sytuację do wyprowadzenia Ruch na prowadzenie już w ósmej minucie spotkania. "Wtorek" dostał bardzo dobre, prostopadłe podanie i znalazł się w sytuacji "sam na sam" z Łukaszem Skorupskim. Strzelił jednak obok bramki.
- Mogłem już wcześniej wyjść do tej piłki, później jednak skróciłem kąt. Chciał mnie przelobować, ale mu nie wyszło - ocenił sytuację bramkarz Górnika. - Mecz mógł być bardziej zacięty, brakowało więcej strzałów z jednej i z drugiej strony. Brawa dla naszych obrońców, że nie dopuszczali gospodarzy do oddawania niebezpiecznych uderzeń. Graliśmy na wyjeździe, więc punkt przyjmujemy z pokorą - dodał.
- Szkoda, że Andrzej nie wykorzystał tej sytuacji, bo tak naprawdę tylko wtedy na poważnie zagroziliśmy zabrzanom. Powinniśmy więcej atakować bokami, może coś wpadłoby po jakiejś wrzutce... - rozmyślał Michal Pesković, który dwukrotnie uratował swój zespół przed utratą gola.
Na kilka minut przed końcem spotkania, bramkarz "Niebieskich" złapał piłkę po zagraniu Aleksandra Kwieka, gdy ten głową zgrywał do Arkadiusza Milika. - To była ważna interwencja, ale uważam, że najtrudniejszy do obronienia był strzał Seweryna Gancarczyka, który udało mi się wybić na rzut rożny - przyznał Pesković. - Z tyłu było dobrze, wyeliminowaliśmy najgroźniejszych zawodników Górnika, szkoda, że z przodu nie udało się nic więcej zrobić - rozłożył ręce Słowak.
- W sytuacji Olka najlepiej byłoby uderzyć w kozioł i piłka wpadłaby do bramki. Niestety... Cóż, na pewno się zrehabilituje w następnym spotkaniu - skomentował sytuację Kwieka Gancarczyk. - O moim uderzeniu na razie za wiele nie mogę powiedzieć. Muszę to na powtórce zobaczyć - powiedział obrońca zabrzan.
- Pozostaje nam się cieszyć z gry na "zero" z tyłu w kolejnym spotkaniu. Mówię to w imieniu całego bloku obronnego. Trzeba jednak przyznać, że raz zaspaliśmy, gdy wyśmienitą okazję miał Niedzielan - przyznał Gancarczyk.
- Mogłem już wcześniej wyjść do tej piłki, później jednak skróciłem kąt. Chciał mnie przelobować, ale mu nie wyszło - ocenił sytuację bramkarz Górnika. - Mecz mógł być bardziej zacięty, brakowało więcej strzałów z jednej i z drugiej strony. Brawa dla naszych obrońców, że nie dopuszczali gospodarzy do oddawania niebezpiecznych uderzeń. Graliśmy na wyjeździe, więc punkt przyjmujemy z pokorą - dodał.
- Szkoda, że Andrzej nie wykorzystał tej sytuacji, bo tak naprawdę tylko wtedy na poważnie zagroziliśmy zabrzanom. Powinniśmy więcej atakować bokami, może coś wpadłoby po jakiejś wrzutce... - rozmyślał Michal Pesković, który dwukrotnie uratował swój zespół przed utratą gola.
Na kilka minut przed końcem spotkania, bramkarz "Niebieskich" złapał piłkę po zagraniu Aleksandra Kwieka, gdy ten głową zgrywał do Arkadiusza Milika. - To była ważna interwencja, ale uważam, że najtrudniejszy do obronienia był strzał Seweryna Gancarczyka, który udało mi się wybić na rzut rożny - przyznał Pesković. - Z tyłu było dobrze, wyeliminowaliśmy najgroźniejszych zawodników Górnika, szkoda, że z przodu nie udało się nic więcej zrobić - rozłożył ręce Słowak.
- W sytuacji Olka najlepiej byłoby uderzyć w kozioł i piłka wpadłaby do bramki. Niestety... Cóż, na pewno się zrehabilituje w następnym spotkaniu - skomentował sytuację Kwieka Gancarczyk. - O moim uderzeniu na razie za wiele nie mogę powiedzieć. Muszę to na powtórce zobaczyć - powiedział obrońca zabrzan.
- Pozostaje nam się cieszyć z gry na "zero" z tyłu w kolejnym spotkaniu. Mówię to w imieniu całego bloku obronnego. Trzeba jednak przyznać, że raz zaspaliśmy, gdy wyśmienitą okazję miał Niedzielan - przyznał Gancarczyk.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów