W Chorzowie dalej zima. Potrzebny psycholog?
15.09.2017
- Siędzę w piłce bardzo dużo czasu i często zdarza się, że nie ma w niej logiki. Mieliśmy w tym meczu dużo sytuacji na gole i przy prowadzeniu 2:0 trzeba było zdobyć kolejną bramkę, skończyć ten mecz prędzej - mówił rozgoryczony Rocha po debiucie na trenerskiej ławce.
Na 3 minuty przed końcem regulaminowego czasu gry z GKS-em Tychy zdawało się, że tym razem "niebieskim" nic nie pokrzyżuje planów. Tymczasem zanim sędzia gwizdnął po raz ostatni, tyszanie odrobili dwubramkową stratę zabierając gospodarzom cenne punkty. - Musimy się zastanowić w szatni co z tym zrobić, bo to albo jest brak koncentracji, albo jakieś fatum. To jest aż niemożliwe - zastanawiał się Artur Balicki, który sam miał dwie okazje na to by "zabić" mecz. - Wszystko mieliśmy ustalone przy stałych fragmentach, trzeba było być jeszcze bardziej skoncentrowanym i uczulonym. Przeciwnik do tej sytuacji na 2:2 doszedł za łatwo, zupełnie niekryty. Jesteśmy bardzo rozczarowani tym wynikiem - irytował się kapitan Ruchu, Maciej Urbańczyk.
"W Chorzowie dalej zima", śmieją się złośliwi spoglądając w ligową tabelę. Ruch w ciągu siedmiu ligowych meczów nie potrafił wyjść "na plus" i odrobić punktowej kary nałożonej przez piłkarską centralę jeszcze przed rozgrywkami. Co ciekawe, młodzi piłkarze z Chorzowa na tle rywali wcale nie wyglądają tak słabo, jak mogłaby na to wskazywać tabela. Ani razu nie przegrali różnicą więcej niż jednej bramki, trzykrotnie tracili punkty w doliczonym czasie gry, trzy razy o wynikach decydowały rzuty karne. Na kontach "niebieskich" mogły być cztery punkty więcej, gdyby tylko sędziowie kończyli mecze bez doliczania dodatkowych minut:
- w Bytowie gol na 1:2 stracony z karnego w doliczonym czasie
- w Chojnicach gol na 3:4 stracony w ostatniej sekundzie meczu
- z Tychami gol na 2:2 stracony w ostatniej sekundzie meczu
Raz, że punkty wymykają się chorzowianom w końcówkach, dwa - Ruch nie potrafi wykorzystywać sytuacji, w których prowadzi. W trakcie całego sezonu tylko raz - ze Stomilem - dowiózł wygraną do końcowego gwizdka. Przewagę roztrwonił z w Pucharze Polski z Chrobrym, a w lidze kolejno z Bytovią, z Chojniczanką i już w czwartek z Tychami. Na pytanie, czy po takiej serii na początku sezonu piłkarzom nie przydałyby się zajęcia z psychologiem, Rocha przyznawał, że to w futbolu często spora pomoc w rozwiązaniu problemu. - W tych większych klubach ktoś taki jak psycholog jest do dyspozycji cały czas. Ale to nie jest tak, że zawodnicy dziś porozmawiają z terapeutą, a jutro będą już grali jak z nut. W drużynach w których ja grałem, albo pracowałem jako trener zawsze była taka osoba. Szkoda mi tych młodych zawodników, bo powinni wreszcie schodzić z boiska zadowoleni i uśmiechnięci, ze świadomością wykonania dobrej roboty. Ostatnia sekunda wszystko popsuła - tłumaczył Rocha.
Szkoleniowiec chorzowian po swoim debiucie na ławce Ruchu nie traci jednak optymizmu. Powody dla jego zachowania odnajduje zresztą nawet w zremisowanych derbach z Tychami. - Takie mecze, takie sytuacje często sprawiają, że zawodnicy szybciej stają się dojrzalsi i twardsi. Ich charakter staje się mocniejszy. W ciągu tych czterech dni pracy z nimi zauważyłem, że jest w nich mnóstwo pozytywnej energii, ale na dziś to nie wystarczy. Ale ja zawsze lubiłem pracować z młodymi zawodnikami, tylko trzeba pamiętać że to długi proces i nie wszystko wyjdzie od razu tak, jak chcieliby tego kibice i działacze - podkreśla Juan Ramon Rocha.
Na 3 minuty przed końcem regulaminowego czasu gry z GKS-em Tychy zdawało się, że tym razem "niebieskim" nic nie pokrzyżuje planów. Tymczasem zanim sędzia gwizdnął po raz ostatni, tyszanie odrobili dwubramkową stratę zabierając gospodarzom cenne punkty. - Musimy się zastanowić w szatni co z tym zrobić, bo to albo jest brak koncentracji, albo jakieś fatum. To jest aż niemożliwe - zastanawiał się Artur Balicki, który sam miał dwie okazje na to by "zabić" mecz. - Wszystko mieliśmy ustalone przy stałych fragmentach, trzeba było być jeszcze bardziej skoncentrowanym i uczulonym. Przeciwnik do tej sytuacji na 2:2 doszedł za łatwo, zupełnie niekryty. Jesteśmy bardzo rozczarowani tym wynikiem - irytował się kapitan Ruchu, Maciej Urbańczyk.
"W Chorzowie dalej zima", śmieją się złośliwi spoglądając w ligową tabelę. Ruch w ciągu siedmiu ligowych meczów nie potrafił wyjść "na plus" i odrobić punktowej kary nałożonej przez piłkarską centralę jeszcze przed rozgrywkami. Co ciekawe, młodzi piłkarze z Chorzowa na tle rywali wcale nie wyglądają tak słabo, jak mogłaby na to wskazywać tabela. Ani razu nie przegrali różnicą więcej niż jednej bramki, trzykrotnie tracili punkty w doliczonym czasie gry, trzy razy o wynikach decydowały rzuty karne. Na kontach "niebieskich" mogły być cztery punkty więcej, gdyby tylko sędziowie kończyli mecze bez doliczania dodatkowych minut:
- w Bytowie gol na 1:2 stracony z karnego w doliczonym czasie
- w Chojnicach gol na 3:4 stracony w ostatniej sekundzie meczu
- z Tychami gol na 2:2 stracony w ostatniej sekundzie meczu
Raz, że punkty wymykają się chorzowianom w końcówkach, dwa - Ruch nie potrafi wykorzystywać sytuacji, w których prowadzi. W trakcie całego sezonu tylko raz - ze Stomilem - dowiózł wygraną do końcowego gwizdka. Przewagę roztrwonił z w Pucharze Polski z Chrobrym, a w lidze kolejno z Bytovią, z Chojniczanką i już w czwartek z Tychami. Na pytanie, czy po takiej serii na początku sezonu piłkarzom nie przydałyby się zajęcia z psychologiem, Rocha przyznawał, że to w futbolu często spora pomoc w rozwiązaniu problemu. - W tych większych klubach ktoś taki jak psycholog jest do dyspozycji cały czas. Ale to nie jest tak, że zawodnicy dziś porozmawiają z terapeutą, a jutro będą już grali jak z nut. W drużynach w których ja grałem, albo pracowałem jako trener zawsze była taka osoba. Szkoda mi tych młodych zawodników, bo powinni wreszcie schodzić z boiska zadowoleni i uśmiechnięci, ze świadomością wykonania dobrej roboty. Ostatnia sekunda wszystko popsuła - tłumaczył Rocha.
Szkoleniowiec chorzowian po swoim debiucie na ławce Ruchu nie traci jednak optymizmu. Powody dla jego zachowania odnajduje zresztą nawet w zremisowanych derbach z Tychami. - Takie mecze, takie sytuacje często sprawiają, że zawodnicy szybciej stają się dojrzalsi i twardsi. Ich charakter staje się mocniejszy. W ciągu tych czterech dni pracy z nimi zauważyłem, że jest w nich mnóstwo pozytywnej energii, ale na dziś to nie wystarczy. Ale ja zawsze lubiłem pracować z młodymi zawodnikami, tylko trzeba pamiętać że to długi proces i nie wszystko wyjdzie od razu tak, jak chcieliby tego kibice i działacze - podkreśla Juan Ramon Rocha.
Polecane
I liga