Urodzinowe życzenie "Bizona"? "Pograć jeszcze trochę w tej lidze"
09.04.2013
Zdrowia i charta ducha Krzysztofowi Bizackiemu pozazdrościć może niejeden zawodnik ze znacznie nowszą datą urodzenia w metryce. W niedzielę były gracz m.in. Ruchu Chorzów i Odry Wodzisław Śląski świętował 40. rocznicę urodzin, wchodząc na boisko w końcowych fragmentach spotkania z Polonią Bytom (3-0). - Po raz kolejny załapałem się do "18" i znów wszedłem na boisko w końcówce. Nie zamierzam składać broni, choć młodzież naciska i robi to bez respektu. Ja czuję się na siłach, żeby jeszcze w tej lidze pograć i nie myślę o zakończeniu przygody z futbolem - zapewnia niedzielny jubilat.
Mimo wysokiej wygranej beniaminka przy Olimpijskiej popularny "Bizon" w samych superlatywach wypowiadał się o postawie niebiesko-czerwonych. - Wiedzieliśmy, że Polonia się przed nami nie położy. W pierwszej połowie stoczyliśmy bardzo ciężki bój. Było widać, że oba zespoły chcą grać w piłkę i nikt nie będzie murował bramki. To zwycięstwo cieszy tym bardziej, że rodziło się w bólach - przekonuje weteran tyskiej drużyny.
W Bytomiu GKS zagrał jedno ze słabszych spotkań tej wiosny. - Gra w tym meczu nam się nie kleiła. Nie umieliśmy narzucić Polonii swoich warunków. Na szczęście szybko zdobyliśmy dwie bramki na początku drugiej połowy i to ustawiło to spotkanie. Muszę podkreślić, że rywale podobali mi się pod względem piłkarskim. Na pewno nie uchroni ich to przed spadkiem, bo tutaj już nawet matematyka temu przeczy. Życzę bytomianom, żeby szybko się pozbierali i za rok wrócili do I ligi - wskazuje Bizacki.
Komplet punktów zdobyty na terenie outsidera pozwolił ekipie z Tychów dobić do czołówki tabeli zaplecza T-Mobile Ekstraklasy. - Nie mamy parcia na awans. W każdym meczu myślimy o dobrym wyniku, bez podpalania się pozycją w tabeli. Każdy z nas gra dla siebie, dla klubu, dla kibiców. Dobrze byłoby tę zwycięską serię podtrzymać dłużej i w meczu z Sandecją ponownie sięgnąć po całą pulę - przyznaje gracz beniaminka I ligi.
- Walka o awans nas nie elektryzuje i... mam nadzieję, że tak zostanie już do końca. Przykłady drużyn, które są łączone z walką o miejsce premiowane awansem dziś zawodzą. Ewidentnie nie wytrzymują tej walki psychicznie. Nam to nie grozi, bo gramy na totalnym luzie i cieszymy się grą. Ważnym atutem w naszej postawie jest konsekwencja, z jaką wykonujemy założenia taktyczne. Nie zrażamy się, że raz czy dwa coś nie wyjdzie, bo wiemy, że w końcu przyniesie to skutek - podkreśla 40-latek.
Drużyna z Nowego Sącza to zespół, który plasuje się w dolnych rejonach tabeli. To po raz kolejny stawia tyską jedenastkę w roli zdecydowanego faworyta. - Drugi raz z rzędu będziemy zespołem, który "musi" wygrać. W poprzednich meczach tak nie było, bo kiedy graliśmy z Flotą, Termaliką czy Zawiszą, to tym faworytem na pewno nie byliśmy. Udało nam się stawić czoła wyzwaniu w Bytomiu i wierzę, że z Sandecją będzie tak samo. Musimy mieć na uwadze to, że rywal będzie trudniejszy, bo potrafi punktować na wyjazdach. Nas jednak to dodatkowo motywuje i o żadnej presji nie może być mowy - puentuje wychowanek klubu z Tychów.
Mimo wysokiej wygranej beniaminka przy Olimpijskiej popularny "Bizon" w samych superlatywach wypowiadał się o postawie niebiesko-czerwonych. - Wiedzieliśmy, że Polonia się przed nami nie położy. W pierwszej połowie stoczyliśmy bardzo ciężki bój. Było widać, że oba zespoły chcą grać w piłkę i nikt nie będzie murował bramki. To zwycięstwo cieszy tym bardziej, że rodziło się w bólach - przekonuje weteran tyskiej drużyny.
W Bytomiu GKS zagrał jedno ze słabszych spotkań tej wiosny. - Gra w tym meczu nam się nie kleiła. Nie umieliśmy narzucić Polonii swoich warunków. Na szczęście szybko zdobyliśmy dwie bramki na początku drugiej połowy i to ustawiło to spotkanie. Muszę podkreślić, że rywale podobali mi się pod względem piłkarskim. Na pewno nie uchroni ich to przed spadkiem, bo tutaj już nawet matematyka temu przeczy. Życzę bytomianom, żeby szybko się pozbierali i za rok wrócili do I ligi - wskazuje Bizacki.
Komplet punktów zdobyty na terenie outsidera pozwolił ekipie z Tychów dobić do czołówki tabeli zaplecza T-Mobile Ekstraklasy. - Nie mamy parcia na awans. W każdym meczu myślimy o dobrym wyniku, bez podpalania się pozycją w tabeli. Każdy z nas gra dla siebie, dla klubu, dla kibiców. Dobrze byłoby tę zwycięską serię podtrzymać dłużej i w meczu z Sandecją ponownie sięgnąć po całą pulę - przyznaje gracz beniaminka I ligi.
- Walka o awans nas nie elektryzuje i... mam nadzieję, że tak zostanie już do końca. Przykłady drużyn, które są łączone z walką o miejsce premiowane awansem dziś zawodzą. Ewidentnie nie wytrzymują tej walki psychicznie. Nam to nie grozi, bo gramy na totalnym luzie i cieszymy się grą. Ważnym atutem w naszej postawie jest konsekwencja, z jaką wykonujemy założenia taktyczne. Nie zrażamy się, że raz czy dwa coś nie wyjdzie, bo wiemy, że w końcu przyniesie to skutek - podkreśla 40-latek.
Drużyna z Nowego Sącza to zespół, który plasuje się w dolnych rejonach tabeli. To po raz kolejny stawia tyską jedenastkę w roli zdecydowanego faworyta. - Drugi raz z rzędu będziemy zespołem, który "musi" wygrać. W poprzednich meczach tak nie było, bo kiedy graliśmy z Flotą, Termaliką czy Zawiszą, to tym faworytem na pewno nie byliśmy. Udało nam się stawić czoła wyzwaniu w Bytomiu i wierzę, że z Sandecją będzie tak samo. Musimy mieć na uwadze to, że rywal będzie trudniejszy, bo potrafi punktować na wyjazdach. Nas jednak to dodatkowo motywuje i o żadnej presji nie może być mowy - puentuje wychowanek klubu z Tychów.
Polecane
I liga