Udany powrót kadry do Bielska. Młodzieżówka zamknęła rok wygraną

19.11.2018

W ostatnim meczu, rozegranym w tym roku na Stadionie Miejskim w Bielsku-Białej, reprezentacja Polski do lat 20 pokonała rówieśników z Ukrainy 2:1. Bramki dla drużyny trenera Jacka Magiery zdobyli Dominik Steczyk oraz Oleg Veremienko, który skierował piłkę do własnej siatki. 

Rafał Rusek/PressFocus

Po blisko ośmiu miesiącach przerwy, młodzieżowa reprezentacja Polski powróciła na Stadion Miejski. W porównaniu do ostatniego pojedynku z Anglikami, który nasza kadra przegrała 0:1, dzisiejsze spotkanie miało jednak tylko charakter towarzyski, a na trybunach pojawiło się również dużo mniej kibiców. Powodem tego mogła być pora meczu oraz aura, która, parafrazując klasyka, nie zachęcała do gry w piłkę.

Mecz z Ukrainą był jednak niezwykle istotny w kontekście przygotowań do zbliżających się Mistrzostw Świata. Przed imprezą, która już w maju rozpocznie się w naszym kraju, kadrowicze spotkają już ze sobą już tylko raz. Dzisiejszy pojedynek można było zatem uznać na jedną z prób generalnych i wielce prawdopodobne, że zawodnicy z obecnego składu będą stanowić trzon kadry na zbliżającym się turnieju. Co ciekawe, wśród powołanych można było znaleźć kilku przedstawicieli naszego regionu – dziś w „11” pojawili się Adrian Łyszczarz i Tymoteusz Puchacz z katowickiej GieKSy, a na ławce rezerwowych usiedli Kacper Kostorz z Podbeskidzia oraz pochodzący z Rybnika Bartosz Slisz.

Kibicom oraz zawodnikom zależało na tym, by zakończyć zwycięstwem dość nieudany okres w wykonaniu naszych reprezentacji. Dość powiedzieć, że w tym roku kadra U-20 rozegrała siedem meczów (wszystkie w ramach Elite League) i odniosła tylko jedną wygraną. O przełamanie tej niekorzystnej passy miało być trudno, bo rywal z Ukrainy bez większych problemów zakwalifikowała do przyszłorocznych MŚ w Polsce, a na Mistrzostwach Europy do lat 19, które ostatnio odbyły się w Finlandii, doszła aż do półfinału.

Podopieczni Oleksandra Petrakova rozpoczęli mecz z naprawdę dużym animuszem, a bardzo aktywni w ofensywie byli przede wszystkim Serhii Buletsa i Vladyslav Supriaga. Szczególnie blisko zdobycia bramki był drugi z wymienionych zawodników, jednak jego strzał z bliskiej odległości został wybroniony przez Miłosza Mleczkę. Polacy długo czekali na swoją akcję, ale już w swojej drugiej próbie (w pierwszej sytuacji Adrian Łyszczarz oddał potężny strzał z lewej strony boiska, ale trafił w Kucheruka) zdołali otworzyć wynik. W 19. minucie znakomitym przejęciem piłki popisał się Bednarczyk, następnie gracz Bayeru Leverkusen wgrał futbolówkę w pole karne, a tam sfaulowany został David Kopacz. Sędzia Piotr Lasyk nie miał zatem innego wyjścia, jak podyktować rzut karny – do ustawionej piłki podszedł Dominik Steczyk i pewnym strzałem zapewnił nam prowadzenie.

Niedługo jednak Polacy mogli się z niego cieszyć – po strzeleniu gola zawodnicy trenera Magiery cofnęli się do defensywy i nie wyglądali jak drużyna, która  chce dobić przeciwnika. Ukraińcy starali się to skrzętnie wykorzystać, a ostrzeżeniem dla nas były dwie indywidualne akcje, zakończone niecelnymi strzałami. W 28. minucie goście dopięli jednak swego, a autorem wyrównującego trafienia został Denys Popov. Kapitan zespołu najwyżej wyskoczył do dośrodkowania w pole karne, wprawiając tym samym w ekstazę sporą ilość ukraińskich kibiców.

W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie – Ukraińcy częściej operowali piłką, byli nieco aktywniejsi w ofensywie i tworzyli nieco groźniejsze okazje. Jedna z nich mogła przynieść bramkę w 53. minucie - Kaschuk oddał mocny strzał z rzutu wolnego, a Miłosza Mleczkę uratowała poprzeczka. Wspomniany Kaschuk miał tego dnia wyjątkowy apetyt na gola – do końca meczu gracz młodzieżowej drużyny Szachtara Donieck starał się dwukrotnie zaskoczyć polskiego bramkarza, ale w decydującym momencie brakowało mu skuteczności.

Z biegiem czasu gra Polaków wyglądała zdecydowanie lepiej. Sygnały do ataku dawał przede wszystkim Tymoteusz Puchacz – gracz GieKSy prezentował się naprawdę dobrze i niewiele brakowało, by w 66. minucie wyprowadził naszą drużynę na prowadzenie. Wówczas lewy defensor otrzymał znakomite podanie od Sobocińskiego i znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem – techniczne uderzenie zawodnika nie przyniosło jednak wymiernego efektu.

Polsce udało się jednak zdobyć zwycięskiego gola, ale jego autorem został...Oleg Veremienko. Zawodnik gości przeciął dobre zagranie wprowadzonego Kacpra Kostorza i wpychając piłkę do własnej bramki, ustalił wynik rywalizacji na 2:1.


Polska U-20 – Ukraina U-20 2:1 (1:1)
1:0 – Dominik Steczyk 19' (k.)
1:1 – Denys Popov 28'
2:1 – Oleg Veremienko (s.) 70'

Składy:
Polska:
Mleczko (66' Niemczycki) – Bednarczyk (33' Repka), Sobociński, Szota, Puchacz – Kopacz (89' Strózik), Stanilewicz, Chrzanowski (66' Kostorz), Zylla (89' Makowski), Łyszczarz (66' Slisz) – Steczyk (80' Moder). Trener: Jacek Magiera
Ukraina: Kucheruk (46' Riznyk) – Safronov, Popov, Veremiienko, Chekh (63' Dryshliuk), Korniienko, Buletsa, Supriaga, Bieliaev, Snurnitsyn (63' Sukhar), Kaschuk. Trener: Oleksandr Petrakov

Sędzia: Piotr Lasyk
Żółte kartki: Chrzanowski, Sobociński, Śpisz (Polska) - Safronow, Dryszluk (Ukraina)

Widzów: 4428

autor: Piotr Porębski

Przeczytaj również