Tyszanie chcą anulowania czerwonej kartki dla Mateusza Struskiego

14.10.2011
Zamiast czerwonej kartki dla bramkarza GKS-u Tychy w meczu z Calisią Kalisz, sędzia mógł nawet podyktować... rzut wolny dla tyszan. Ewidentnie popełnił jednak błąd i GKS nie chce tego tak zostawić.
- Na obrazie zapisu wideo widać wyraźnie, że bramkarz rozpoczyna interwencję, łapiąc piłkę w polu karnym i wypada za szesnastkę - mówi Tomasz Rusek, szef Kolegium Sędziów Śląskiego ZPN i obserwator meczów I ligi.  Nie ma w tej sytuacji nic, co powinno być ukarane czerwoną kartką. Nawet wyciągnięcie żółtej byłoby nadużyciem. Powinno się skończyć odgwizdaniem rzutu wolnego bezpośredniego. Kiedy dłużej przyglądam się tej sytuacji, to dostrzegam, że atakujący interweniującego bramkarza napastnik kopie go, więc nawet wolny za faul na bramkarzu nie byłby tu błędem - analizuje.

Tyszanie nie mają wielkich nadziei na anulowanie kartki, ale próbują. - Telefonowałem do PZPN, ale obawiam się, że niczego nie wskóramy. Zobaczę jeszcze, jakie procedury można uruchomić. Mamy jednak w pamięci sytuację z końcówki zeszłego sezonu, gdy w meczu z Chojniczanką sędzia nie uznał nam prawidłowo zdobytej bramki. Odwoływaliśmy się, ale nic to nie dało. Teraz możemy się domagać anulowania czerwonej kartki, lecz następny mecz już w niedzielę i nie wiem, czy Wydział Dyscypliny zdąży rozpatrzyć naszą sprawę - przyznaje Henryk Drob, prezes spółki Tyski Sport.
źródło: Sport

Przeczytaj również