Trener tyszan zrobił z Mączyńskiego obrońcę i... dobrze na tym wychodzi

05.09.2012
- Powiem szczerze, że w I-ligowym debiucie nie czułem tremy. Ze swojej gry byłem zadowolony. Czekam z niecierpliwością na mecz, w którym będę też czuł radość ze zwycięstwa - mówi Mateusz Mączyński.
Młody zawodnik, wypożyczony z Gwarka Zabrze do GKS-u Tychy, gra w zespole beniaminka I ligi od pół roku, ale wcale nie mógł być pewny, że po awansie w nim zostanie. - Do Tychów trafiłem w lutym i miałem to szczęście, że byłem w zespole, który wywalczył awans, rozgrywając osiem spotkań, choć żadnego pełnego. Nie byłem jednak pewien tego, że zostanę. Przez cały letni okres przygotowawczy robiłem wszystko, by udowodnić swoją przydatność i bardzo się ucieszyłem, gdy trener powiedział mi, że wywalczyłem miejsce w kadrze, a działacze zaczęli załatwiać formalności transferowe. Liczę, że od nowego roku będę już pełnoprawnym graczem GKS-u - przyznaje.

Mączyński zadebiutował w I lidze w Świnoujściu z Flotą. - Porażka na pewno bolała, ale ze swojej gry byłem zadowolony. To samo mogę powiedzieć o remisie z Polonią Bytom. Rodzice byli na meczu w Jaworznie, a brat Patryk kibicował mi na odległość. Nie jestem natomiast spokrewniony z Krzysztofem Mączyńskim z Górnika Zabrze, choć podobnie jak on, dotychczas byłem zawodnikiem ofensywnym - mówi.

Tymczasem Piotr Mandrysz wystawia go na lewej obronie. - Byłem zawsze napastnikiem, środkowym pomocnikiem, albo skrzydłowym. Lewa obrona i tak mi bardzo odpowiada. Daję radę przy pojedynkach główkowych. Mam dobry timing i potrafię wyprzedzić przeciwnika. Nie boję się rywali, bo nie mam się czego bać. Chcę po prostu dobrze wykorzystać swoją szansę - kończy.
źródło: Sport

Przeczytaj również