Trener polskich skoczków: Wyszliśmy obronną ręką

10.01.2013
Łukasz Kruczek podkreśla, że po skoczkach ze wszystkich reprezentacji widać zmęczenie po Turnieju Czterech Skoczni. Uważa, że Polacy wykonali w Wiśle plan minimum.
To nie były łatwe zawody...

Łukasz Kruczek: - Była straszna loteria, zwłaszcza w pierwszej serii. Myślę, że wyszliśmy z tego obronną ręką. Plan minimum, czyli dwóch skoczków w "10" i czterech w "30", został zrealizowany. Takie zawody są nerwowe...

Miało być wczoraj bezpieczniej o tej porze, a wiało.

- Trochę pogoda wariowała, ale dobrze, że nie padał śnieg, bo to dopiero byłby szalony konkurs. Takie zawody się zdarzają. We wtorek "postraszyło", a w środę było bardzo podobnie. Szczęście nie dopisywało, ale skoki też nie były do końca takie, jakich byśmy sobie życzyli.

Czy po pierwszej serii liczył Pan, że Żyła i Stoch odrobią straty i poprawią swoje pozycje?

Straty nie były duże, bo było to wszystko dosyć gęsto poukładane. Gdyby było więcej szczęścia, to można było pokusić się nawet o podium. Widać nie tylko po naszych zawodnikach, że Turniej Czterech Skoczni odbija na nich swoje piętno.

Kamil Stoch powiedział nam, że czuje zmęczenie ostatnimi startami. Czy w Zakopanem planuje Pan podobny ruch jak w Wiśle, czyli odpuszczenie serii kwalifikacyjnej?

- Na miejscu zobaczymy, jak to będzie wyglądać, ale na pewno pójdziemy na trening. Mamy ten luksus, że jest w czołowej "10" PŚ i możemy z tego skorzystać, ale na pewno odda jakiś skok treningowy. W Zakopanem jest dość wietrznie...

Jakie są prognozy na czwartek?

- Ma trochę wiać, jest spodziewany śnieg, więc wszystko ma być (śmiech). Skocznia w Zakopanem jest przysłonięta drzewami, więc może wszystko będzie w porządku. Na to liczymy.

W Wiśle rozmawiał Michał Knura
autor: Michał Knura

Przeczytaj również