Trener Mandrysz podsumował pracę w Tychach. "Historyczne osiągnięcie"
-Mimo że od władz klubu jednoznacznie nie usłyszałem takiego warunku, to już po roku gry udało się uzyskać promocję na zaplecze T-Mobile Ekstraklasy. Natomiast pierwszy po osiemnastu latach sezon w I lidze zakończyliśmy na bardzo dobrym, szóstym miejscu, pozostawiając za sobą kilka uznanych firm, które przed sezonem nie ukrywały swoich ekstraklasowych aspiracji - podsumował trener Mandrysz.
- To na pewno jest powód do zadowolenia. Tym bardziej, że przez te dwa lata musieliśmy grać poza Tychami. Nie było to łatwe, a osiągnięcie tak wysokiego miejsca na tym szczeblu rozgrywek było historyczne. Żadnej drużynie, która wszystkie mecze rozgrywała na wyjazdach, nie udało się tego wcześniej dokonać - podkreślił szkoleniowiec.
Trener zdradził, że wspomnienia związane z Tychami będą w większości bardzo miłe.- Te dwa lata oceniam pozytywnie. Myślę, że nawet moi najwięksi przeciwnicy nie mogą mówić o tym okresie źle. Miałem tą przyjemność, że mogłem pracować blisko domu, co też nie jest bez znaczenia. Dawało mi to komfort oderwania się od problemów zawodowych w zaciszu domowym. Następną sprawą jest też dobra współpraca z zawodnikami. Jestem przekonany, że piłkarze, z którymi w przeszłości miałem okazję grać potwierdzą, że gdy chce się pracować, to atmosfera między sztabem a drużyną jest dobra lub bardzo dobra. Przez te dwa lata tak właśnie tutaj było - uśmiechnął się trener.
Piotr Mandrysz rozwiał także wątpliwości jakoby GKS Tychy walczył wiosną o awans do Ekstraklasy. Trener przyznał, że w tyskiej szatni nie było tematu rywalizowania o promocję do wyższej ligi. - Oczywiście po wygranej w Niecieczy chłopcy śpiewali w szatni „Ekstraklasa albo śmierć”, ale miało to tylko żartobliwy charakter. Było to odniesienie do sytuacji, jaka kilka lat temu wytworzyła się w GKS Katowice. Tego typu hasła tam padały, ale ostatecznie nie udało im się tego celu zrealizować. Dlatego żadnych poważnych rozmów o awansie nie było.