Trener GKS-u Tychy: Nie podniecałbym się wynikiem

19.01.2013
- Zawodnicy jadą ze mną na obóz do Kamienia już po raz czwarty, więc doskonale wiedzą, co ich czeka. Skoro są ambitni, to myślę, że się cieszą na pracę, którą wykonamy - uśmiecha się Piotr Mandrysz.
Trenerowi GKS-u Tychy humor dopisuje, bo na początek gier sparingowych jego zawodnicy ograli w dobrym stylu ekstraklasowe Podbeskidzie Bielsko-Biała. - Nie mogę powiedzieć, że jestem niezadowolony, bo bym skłamał. Jestem zadowolony. Zdaję sobie jednak sprawę, że przeciwnik tym meczem kończył zgrupowanie, a te sparingi na koniec obozów są zawsze trudne. Wiele razy to przerabiałem ze swoimi drużynami i z reguły nie wygląda to najlepiej. Po całym treningu pracy zespół już myśli o powrocie do domu. Nie podniecałbym się więc wynikiem - mówi trener beniaminka I ligi.

Mandrysz testował w tym meczu dwóch zawodników. Szczególnie dobrze zaprezentował się napastnik Marcin Ściański. - Nie gra się łatwo takiemu chłopakowi, bo nie wiem czy nie po raz pierwszy mierzył się z ekstraklasowym zespołem. Trema go nie zjadła, a w sytuacji bramkowej spisał się jak rasowy napastnik. Już na treningach pokazywał, że coś w sobie ma i nieprzypadkowo wzięliśmy go na te sprawdziany. Ma swoje atuty, ale nie będę o nich mówił, bo konkurencja nie śpi - dodaje.

A jak trener ocenia Adama Imielę z Granata Skarżysko-Kamienna? - Nie zawiódł, ale... czeka go dużo pracy. W Skarżysku miał dużo miejsca na boisku, a teraz musi się przestawić na szybsze granie. Jest młody, więc im szybciej się przestawi na I-ligowe granie, tym dla niego lepiej - twierdzi.

Przy trzecim golu przypomniał o sobie natomiast weteran Krzysztof Bizacki. - Takie gole zawsze mnie cieszą, bo pokazują chłopakom to, co zawsze im mówię. Najważniejsze jest myślenie. Obrońca zostawił Krzyśkowi za dużo miejsca, a on przymierzył idealnie. To było nie do obrony. Nie wiem, kto bronił w Podbeskidziu w drugiej połowie, ale to nieważne. Nikt by tego nie obronił - zachwala Mandrysz.

Teraz razem ze swoim zespołem wyjeżdża na obóz do Kamienia. Czy zawodnicy mogą się spodziewać ciężkich treningów? - Oni jadą ze mną do Kamienia już po raz czwarty i... doskonale wiedzą, czego się spodziewać. A ponieważ są ambitni, to... myślę, że się na to cieszą - uśmiecha się Piotr Mandrysz.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również