Trener GKS-u Tychy: Nie ma mojej zgody na odejście Szczęsnego!
25.05.2012
Do pewnego momentu, trenerska kariera Piotra Mandrysza przypominała sinusoidę. Z RKS-em Radomsko, jeszcze jako grający trener, wywalczył awans do ekstraklasy. Po roku - już tylko zasiadając na ławce - zaliczył z niej spadek. Sezon później podobna przykrość spotkała go w Ruchu Chorzów. Jednak od tego czasu, Mandrysz wyrasta na specjalistę od awansów. Do ekstraklasy wprowadził Piasta Gliwice, wywalczył dwie promocje do wyższych lig Pogonią Szczecin, a teraz doprowadził do I ligi GKS Tychy. Z trenerem świeżo upieczonego beniaminka zaplecza ekstraklasy porozmawialiśmy o przyszłości i przeszłości tyszan.
Obejmował pan zespół GKS-u Tychy po przegranej walce o awans. Czy przed panem został postawiony cel uzyskania promocji do I ligi?
Piotr Mandrysz: - Nie, takiego celu nie było postawionego i nikt na nas takiej presji nie wywierał, natomiast w każdym meczu walczyliśmy o trzy punkty i udało się ten sukces odnieść.
Awans z GKS-em w tym sezonie należy chyba uznać za ogromny sukces, skoro przez cały sezon graliście na wyjazdach...
- Oczywiście, że jest to ogromny sukces, bo jeszcze się nie zdarzyło w historii polskiej piłki, żeby zespół, przez cały sezon grając poza swoją siedzibą, wywalczył awans na szczeblu centralnym. Na pewno duże słowa uznania należą się wszystkim, którzy się do tego przyczynili.
Po roku w Jaworznie czujecie się już tam mniej obco? Chcielibyście tam zostać w I lidze?
- To nie zależy od nas, ale od komisji licencyjnej. Nie wiadomo, czy wyrazi zgodę na grę w dalszym ciągu w Jaworznie. Sam fakt, że rozegraliśmy tam 17 spotkań jest jakimś ułatwieniem. Nie jest to dla nas tak obcy stadion, jak był w zeszłym roku.
Spodziewa się pan, że teraz, po awansie, mecze GKS-u będą się cieszyć większym zainteresowaniem?
- Nigdy nie jest łatwo o kibiców, kiedy gra się poza swoim miastem. To się wiąże z przemieszczaniem się i nie jest to tylko nasz problem, ale też innych, które grały nie na swoich stadionach. Przypomnę, że Piast Gliwice po początkowej euforii, w Wodzisławiu Śląskim był oglądany przez garstkę kibiców...
Skoro jesteśmy przy Piaście, awans z tą drużyną smakował lepiej niż z GKS-em? Z jednej strony, dla Gliwic była to pierwsza okazja do gry w ekstraklasie, z drugiej tyszanie cały sezon grali na wyjeździe...
- Każdy smakował inaczej. Tamten był pierwszy, historyczny, teraz z kolei grając wszystko na wyjeździe. Tamten był jednak do ekstraklasy, a ten do I ligi, więc szczebel niżej, ale i tak awans z GKS-em dał sporo satysfakcji.
Po awansie z Piastem, nie pozwolono panu poprowadzić drużyny w ekstraklasie. Nie obawia się pan powtórki?
- Kontrakt z GKS-em podpisałem na dwa lata.
Na co - pana zdaniem - stać GKS w I lidze?
- Myślę, że będziemy walczyli o utrzymanie i raczej taki cel sobie postawimy.
Przewiduje pan latem duże zmiany personalne, czy w miarę możliwości, będzie grała ta sama drużyna, która uzyskała awans?
- No właśnie, użył pan sformułowania "w miarę możliwości", bo ta drużyna składa się w dużej mierze z wypożyczonych piłkarzy i nie wiadomo, jak potoczą się ich losy. Ta drużyna przejdzie... Nie chciałbym użyć słowa "rewolucję", ale być może z konieczności nastąpi dość duże przewietrzenie.
Nie tylko wypożyczeni mogą odejść z Tychów. Podbeskidzie interesuje się przecież Damianem Szczęsnym. Jak pan zapatruje się na jego ewentualne odejście?
- To, żeby on został, jest priorytetem. Nie wyrażam zgody na odejście Szczęsnego z GKS-u Tychy!
Władze klubu podzielają tę opinię?
- Mają bardzo podobne zdanie jak ja w tym temacie. Wszyscy mamy oczy i widzimy to samo...
Jeśli natomiast chodzi o wypożyczonych, czy są już prowadzone jakieś rozmowy w sprawie przedłużenia ich pobytu w GKS-ie?
- Nie, mamy jeszcze jedno spotkanie i po tym spotkaniu będziemy dopiero podejmowali wiążące decyzje.
Rozmawiał Michał Trela.
Obejmował pan zespół GKS-u Tychy po przegranej walce o awans. Czy przed panem został postawiony cel uzyskania promocji do I ligi?
Piotr Mandrysz: - Nie, takiego celu nie było postawionego i nikt na nas takiej presji nie wywierał, natomiast w każdym meczu walczyliśmy o trzy punkty i udało się ten sukces odnieść.
Awans z GKS-em w tym sezonie należy chyba uznać za ogromny sukces, skoro przez cały sezon graliście na wyjazdach...
- Oczywiście, że jest to ogromny sukces, bo jeszcze się nie zdarzyło w historii polskiej piłki, żeby zespół, przez cały sezon grając poza swoją siedzibą, wywalczył awans na szczeblu centralnym. Na pewno duże słowa uznania należą się wszystkim, którzy się do tego przyczynili.
Po roku w Jaworznie czujecie się już tam mniej obco? Chcielibyście tam zostać w I lidze?
- To nie zależy od nas, ale od komisji licencyjnej. Nie wiadomo, czy wyrazi zgodę na grę w dalszym ciągu w Jaworznie. Sam fakt, że rozegraliśmy tam 17 spotkań jest jakimś ułatwieniem. Nie jest to dla nas tak obcy stadion, jak był w zeszłym roku.
Spodziewa się pan, że teraz, po awansie, mecze GKS-u będą się cieszyć większym zainteresowaniem?
- Nigdy nie jest łatwo o kibiców, kiedy gra się poza swoim miastem. To się wiąże z przemieszczaniem się i nie jest to tylko nasz problem, ale też innych, które grały nie na swoich stadionach. Przypomnę, że Piast Gliwice po początkowej euforii, w Wodzisławiu Śląskim był oglądany przez garstkę kibiców...
Skoro jesteśmy przy Piaście, awans z tą drużyną smakował lepiej niż z GKS-em? Z jednej strony, dla Gliwic była to pierwsza okazja do gry w ekstraklasie, z drugiej tyszanie cały sezon grali na wyjeździe...
- Każdy smakował inaczej. Tamten był pierwszy, historyczny, teraz z kolei grając wszystko na wyjeździe. Tamten był jednak do ekstraklasy, a ten do I ligi, więc szczebel niżej, ale i tak awans z GKS-em dał sporo satysfakcji.
Po awansie z Piastem, nie pozwolono panu poprowadzić drużyny w ekstraklasie. Nie obawia się pan powtórki?
- Kontrakt z GKS-em podpisałem na dwa lata.
Na co - pana zdaniem - stać GKS w I lidze?
- Myślę, że będziemy walczyli o utrzymanie i raczej taki cel sobie postawimy.
Przewiduje pan latem duże zmiany personalne, czy w miarę możliwości, będzie grała ta sama drużyna, która uzyskała awans?
- No właśnie, użył pan sformułowania "w miarę możliwości", bo ta drużyna składa się w dużej mierze z wypożyczonych piłkarzy i nie wiadomo, jak potoczą się ich losy. Ta drużyna przejdzie... Nie chciałbym użyć słowa "rewolucję", ale być może z konieczności nastąpi dość duże przewietrzenie.
Nie tylko wypożyczeni mogą odejść z Tychów. Podbeskidzie interesuje się przecież Damianem Szczęsnym. Jak pan zapatruje się na jego ewentualne odejście?
- To, żeby on został, jest priorytetem. Nie wyrażam zgody na odejście Szczęsnego z GKS-u Tychy!
Władze klubu podzielają tę opinię?
- Mają bardzo podobne zdanie jak ja w tym temacie. Wszyscy mamy oczy i widzimy to samo...
Jeśli natomiast chodzi o wypożyczonych, czy są już prowadzone jakieś rozmowy w sprawie przedłużenia ich pobytu w GKS-ie?
- Nie, mamy jeszcze jedno spotkanie i po tym spotkaniu będziemy dopiero podejmowali wiążące decyzje.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
II liga