Trener GKS-u Tychy: Byłem trudnym mężem...

05.04.2013
Jacek Trzeciak i Piotr Mandrysz jako trenerzy zmierzą się po raz pierwszy. Obu szkoleniowców coś jednak łączy. Mandrysz ściągnął Trzeciaka do RKS-u Radomsko. Obaj też skończyli karierę w wieku 39 lat.
Tamte dawne czasy w dzienniku "Sport" wspomina trener GKS-u Tychy. - Po raz pierwszy zagraliśmy przeciwko sobie w 1999 roku w ówczesnej II lidze. Ja występowałem w Śląsku Wrocław, a Jacek zakładał koszulkę Włókniarza Kietrz. W następnym sezonie dwukrotnie walczyliśmy przeciwko sobie na boisku. Jacek wciąż grał we Włókniarzu, ja natomiast byłem grającym trenerem w RKS-ie Radomsko. Po zakończeniu sezonu cieszyłem się, bo awansowaliśmy do ekstraklasy - mówi Mandrysz.

Rok później zdecydował się ściągnąć Trzeciaka do swojej drużyny. - Szukałem wtedy piłkarza do drugiej linii, który zagrałby na środku pomocy. Podjąłem decyzję o zakończeniu kariery, bo miałem już na karku 39 lat i doszedłem do wniosku, że swoje już zrobiłem. Dlaczego wybrałem Jacka? Bo był wyróżniającym się zawodnikiem w Kietrzu. Nie patrzyłem na to, że jest już trochę wiekowy, bo miał niewiarygodny organizm. Był bardzo wytrzymały i niewiarygodnie szybki. Takiego piłkarza potrzebowałem w swoim zespole. No i miał charakter, a ja takich piłkarzy lubiłem i ceniłem. Zresztą tak jest do tej pory - przyznaje.

Jacek Trzeciak - podobnie jak Mandrysz - skończył karierę mając 39 lat. - Dbałem o swój organizm, o właściwą regenerację. Myślę, że pomogła mi sprawność ogólna, którą nabyłem trenując gimnastykę sportową. To pozwoliło mi w trakcie kariery uniknąć poważnej kontuzji. Poza tym bardzo profesjonalnie podchodziłem do swoich obowiązków i dbałem o siebie. Z tego powodu byłem trudnym mężem, bo od środy myślałem tylko o najbliższym meczu. Żona Ilona mogła ze mną zrobić zakupy najpóźniej we wtorek, potem wszystko było podporządkowane meczowi - kończy Piotr Mandrysz.
źródło: Sport

Przeczytaj również