Tomasz Zahorski: Zamieniłem polski Śląsk, na niemiecki

02.02.2012
Po transferze do MSV Duisburg, Tomasza Zahorskiego czeka wiele godzin ciężkiej pracy i wyrzeczeń. Trzeba zacząć podstaw - czyli języka. Są jednak aspekty, które w Polsce... są nie do pomyślenia!
Były napastnik Górnika Zabrze widzi same pozytywne cechy po tym, jak zmienił otoczenie z polskiej ekstraklasy, na niemiecką 2. Bundesligę (odpowiednik polskiej I ligi). - Pierwsza kwestia, najważniejsza, jest taka, że zawodnicy nie muszą martwić się o nic innego, aniżeli ich forma. Pozostałe, dosłownie wszystkie, kwestie załatwia klub. To jest niesamowity komfort, który w Polsce raczej nie jest dostępny - zaczyna wyliczać Zahorski.

- Kolejna sprawa to infrastruktura. Piękne stadiony, luksusowe wyposażenie, a do tego dynamiczny rozwój i nowoczesność. Naprawdę, aż się oko raduje, kiedy się to wszystko widzi. Nie bez znaczenia jest też ilość klubów. Mam to szczęście, że wokół Duisburga jest wiele innych klubów, takich jak Borussia Dortmund, Schalke Gelsenkirchen czy VfLBochum. Zupełnie jak na Śląsku. Można więc to nazwać takim niemieckim Śląskiem, ze względu na zagęszczenie dobrych zespołów piłkarskich - dodaje "Zahor".

Wiele mówiło się o zainteresowaniu ze strony Koreańczyków i Rosjan. Która z ofert, jeśli w ogóle jakaś, była atrakcyjna i konkretna? - Zdecydowanie oferta z Korei była dobra. Powiem więcej - dostałem nawet propozycję kontraktu do zaakceptowania, ale potem, jakoś pod koniec grudnia, kontakt się urwał. A byłem w trakcie załatwiania spraw logistycznych. Dosłownie chwile dzieliły mnie od zakupu biletu do Korei - opowiada napastnik.

- Jeśli zaś chodzi o Rosjan, to opcja była, ale tylko wtedy, kiedy nie wyszłoby z nikim innym. Ze względu na to, że tam okienko transferowe trwa dłużej, zawsze mogłem zostać przetransferowany do Rosji nawet w lutym.

Gdyby jednak wcześniej żadna z opcji nie wypaliła, na "Zahora" czekał trener Adam Nawałka wraz z zawodnikami Górnika, przebywającymi na obozie. - Byłem z trenerem Nawałką dogadany w taki sposób, że gdyby sprawy transferowe nie wypaliły, 30 stycznia miałem dojechać na obóz. Telefon z Duisburga dostałem w ostatniej chwili.

Niestety, tutaj przyjemności dla Zahorskiego się kończą. Przed nim nie tylko walka o miejsce w składzie nowego zespołu, ale także... nauka języka niemieckiego. - Uu, z niemieckim u mnie krucho. Na razie dogaduję się łamanym angielskim, ale już załatwiłem sobie prywatne lekcje. Muszę czym prędzej nauczyć się języka, bo bez tego, to ani rusz. Cały czas siedzę ze słownikiem i wpajam sobie podstawowe zwroty.
autor: Dawid Jenczmyk

Przeczytaj również