"To nie Śląsk nas zaskoczył. To my sami siebie zaskoczyliśmy"
31.08.2014
Zabrzanie zgodnie przyznają, ze pierwsza połowa meczu z wrocławianami w ich wykonaniu była słaba. - To nie Śląsk nas zaskoczył. To my sami siebie zaskoczyliśmy w pierwszej połowie, która była bardzo słaba w naszym wykonaniu. Po przerwie jakość naszej gry poprawiła się. Podobnie, jak organizacja gry. Stworzyliśmy sobie kilka dogodnych sytuacji, ale zabrakło wykończenia - opisał pojedynek obrońca Górnika, Seweryn Gancarczyk.
Słabo spisywał się Dzikamai Gwaze, który został w przerwie zmieniony przez Macieja Mańkę. - Źle weszliśmy w to spotkanie. W naszych szeregach było sporo nerwowości. Straciliśmy bramkę, najprawdopodobniej po spalonym, ale osobiście nie widziałem tej sytuacji. Po przerwie nasza gra mogła się podobać. Graliśmy otwartą piłkę, mieliśmy kilka dogodnych sytuacji. Dążyliśmy do strzelenia wyrównującej bramki, otwarliśmy się, co skrzętnie wykorzystali rywale - powiedział defensor.
- To nie tak, że Śląsk nam dzisiaj pokazał, jak się piłkę kopie. Nie uważam, abyśmy przegrali zasłużenie. Spotkanie ułożyło się tak, a nie inaczej. W pierwszej połowie nie wszystko układało się tak, jak powinno, ale po przerwie gra układała nam się już zdecydowanie lepiej. To nie był kubeł zimnej wody. Twardo stąpaliśmy po ziemi i wiedzieliśmy, że nie możemy pompować balonika - przyznał Rafał Kosznik.
Słabo spisywał się Dzikamai Gwaze, który został w przerwie zmieniony przez Macieja Mańkę. - Źle weszliśmy w to spotkanie. W naszych szeregach było sporo nerwowości. Straciliśmy bramkę, najprawdopodobniej po spalonym, ale osobiście nie widziałem tej sytuacji. Po przerwie nasza gra mogła się podobać. Graliśmy otwartą piłkę, mieliśmy kilka dogodnych sytuacji. Dążyliśmy do strzelenia wyrównującej bramki, otwarliśmy się, co skrzętnie wykorzystali rywale - powiedział defensor.
- To nie tak, że Śląsk nam dzisiaj pokazał, jak się piłkę kopie. Nie uważam, abyśmy przegrali zasłużenie. Spotkanie ułożyło się tak, a nie inaczej. W pierwszej połowie nie wszystko układało się tak, jak powinno, ale po przerwie gra układała nam się już zdecydowanie lepiej. To nie był kubeł zimnej wody. Twardo stąpaliśmy po ziemi i wiedzieliśmy, że nie możemy pompować balonika - przyznał Rafał Kosznik.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów